Kraków: Magistrat zapłacił 6,5 mln zł za kamienicę, która powinna należeć do gminy

Kamienica przy ul. Wygranej 2 obok Centrum Kongresowego /Paweł Krawczyk /INTERIA.PL

Stowarzyszenie Miasto Wspólne zgłosiło do prokuratury sprawę kamienicy przy ul. Wygranej 2 w Krakowie. Nieruchomość powinna już dawno stać się własnością gminy ponieważ zostało za nią wypłacone odszkodowanie. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego przechodziła z rąk do rąk. Ostatnio kupiło ją - podlegające prezydentowi Jackowi Majchrowskiemu - Krakowskie Biuro Festiwalowe od Sławomira Ptaszkiewicza, byłego radnego PO, kandydata na prezydenta miasta.

Reklama

Według Tomasza Leśniaka ze Stowarzyszenia Miasto Wspólne to najciekawszy z krakowskich przypadków dzikiej reprywatyzacji. - Pokazuje, że przez bezczynność urzędu Kraków traci gigantyczny majątek - mówi Tomasz Leśniak.

Stowarzyszenie dotarło do wniosku o odszkodowanie za kamienicę przy ul. Wygranej 2, w wysokości 58 tys. dolarów z 1962 roku. Odpowiada to współcześnie kwocie ok. 0,5 miliona dolarów. -  Wiemy od Ministerstwa Finansów, że odszkodowanie zostało przyznane, jednak MF nie przesłało nam informacji, w jakiej kwocie i komu. Wiemy tylko, że był to obywatel USA - mówi Tomasz Leśniak.

Reklama

Interii udało się dowiedzieć w Ministerstwie Finansów, że Amerykańska Komisja Rozliczeń Zagranicznych przyznała za tę nieruchomość odszkodowanie Ewie Silber w kwocie 39 tys. USD wraz z odsetkami. Samo odszkodowanie jednak nie wystarczy, aby nieruchomość stała się własnością gminy. Potrzebny jest jeszcze wpis w księdze wieczystej. O rozpoczęcie takiej procedury wystąpił do Ministerstwa Finansów w 1998 roku Urząd Rejonowy w Krakowie.

Cztery transakcje

- Niestety, pierwszy obrót nieruchomością nastąpił w roku 1997, a kolejny w roku 1998. Z powodu tych transakcji i chroniącej te osoby rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych, niemożliwe jest teraz wpisanie Skarbu Państwa do księgi wieczystej - mówi Interii Monika Chylaszek, rzeczniczka prezydenta Krakowa.

W 2000 roku kamienicę kupił właściciel firmy deweloperskiej Sławomir Ptaszkiewicz. Twierdzi, że nie wiedział, że budynek należy się gminie.

- Nie znam historii wcześniejszej tego budynku. Był tam zakład rzemieślniczy i jakaś hurtownia - mówi Interii Sławomir Ptaszkiewicz. Wyremontował kamienicę i w 2015 roku wystawił ją na sprzedaż. Kupiło ją podlegające prezydentowi Krakowa Krakowskie Biuro Festiwalowe, które zarządza znajdującym się w pobliżu Centrum Kongresowym. - KBF-owi bardzo zależało na tej kamienicy, bo chciało skonsolidować swoją aktywność w jednym miejscu. Mogłem sprzedać nieruchomość Włochom, ale wybrałem KBF - tłumaczy Sławomir Ptaszkiewicz.

W umowie o sprzedaży oświadczył, że nieruchomość jest wolna od jakichkolwiek obciążeń, praw i roszczeń osób trzecich. - Notariusz ani prawnik nie poinformowali mnie o tym, że było za nią wypłacone odszkodowanie - tłumaczy nam Sławomir Ptaszkiewicz. Krakowskie Biuro Festiwalowe kupiło kamienicę za 6,5 mln zł w 2015 roku.

Dlaczego ministerstwo nie interweniowało

Tymczasem budynek ten znajduje się na opublikowanej w internecie - na stronie Ministerstwa Finansów - liście nieruchomości, za które zostało przyznane odszkodowanie jej byłym właścicielom. 

Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów, dlaczego nie wydało decyzji o przejęciu nieruchomości przy ul. Wygranej 2 na własność Skarbu Państwa, choć - zgodnie z orzecznictwem sądowym - ma taki obowiązek. Nie dostaliśmy jednak jasnej odpowiedzi.

Urzędnicy poinformowali nas jedynie, że postępowania o przejęcie na rzecz Skarbu Państwa są rozpoczynane przede wszystkim na wniosek gminy, choć może zająć się tym z urzędu także ministerstwo. Dlaczego jednak do tej pory tego nie zrobiło? Na to pytanie nie dostaliśmy odpowiedzi.

- Kluczowy jest fakt, że MF nie posiada pełnej dokumentacji. To miasto mogłoby sprawdzać, czy przedwojenny właściciel wyemigrował, gdzie, kiedy i czy został obywatelem kraju, który podpisał układ indemnizacyjny zobowiązujący do wypłaty odszkodowania za utraconą nieruchomość - tłumaczy Tomasz Leśniak.

Jego zdaniem gmina zaniedbała sprawę przejęcia tej nieruchomości na własność Skarbu Państwa. - Urzędnicy powinni interweniować już w 1997 roku, jeszcze w trakcie postępowania spadkowego, w wyniku którego ostatecznie kamienica trafiła w prywatne ręce. Po sprzedaży kamienicy urząd mógł starać się o unieważnienie transakcji w sądzie - powiedział Interii Tomasz Leśniak. 

Tysiące kamienic dziko sprywatyzowanych

Jak nas poinformowało Ministerstwo Finansów, w Polsce jest kilkanaście tysięcy nieruchomości, za które zostały wypłacone odszkodowania. Tylko jednak kilkaset z nich zostało odzyskanych przez gminy.

Wynika to przede wszystkim z braków w dokumentacji w ministerstwie. W okresie PRL nie załatwiono tego od razu po przyznaniu odszkodowań, a potem pojawiły się trudności z uregulowaniem stanu prawnego ze względu na to, że kamienice trafiały do rąk kolejnych właścicieli: głównie notariuszy i biznesmenów.

Teraz, jeśli nawet gmina wystąpi o przejęcie nieruchomości, która jej się należy, to sprawy w sądzie ciągną się latami i są bardzo skomplikowane. "Często w ramach jednej sprawy konieczne jest prowadzenie kilku postępowań sądowych, które są długotrwałe. Istotnym utrudnieniem są uwarunkowania formalno-prawne, związane z nieodzownym elementem postępowań administracyjnych, jakim jest zapewnienie czynnego udziału stron. Ten element jest szczególnie skomplikowany w praktycznej realizacji, ponieważ dane o stronach, to jest o osobach objętych skutkami układów, pochodzą z lat 1946-1972 i dotyczą osób, które miały miejsce zamieszkania poza granicami Polski. W tych warunkach skuteczne doręczenie pism procesowych napotyka na bardzo duże trudności" - napisali w odpowiedzi na nasze pytania urzędnicy Ministerstwa Finansów.

Nie wszystko jest stracone?

Przez wiele lat problem dzikiej reprywatyzacji nie był dla rządu priorytetem. Dopiero od 2014 roku Ministerstwo Finansów bardziej interesuje się kamienicami przejętymi przez osoby, które nie mają nic wspólnego z dawnymi, przedwojennymi właścicielami. Rozpoczęło się wtedy intensywne gromadzenie dokumentacji związanej z odszkodowaniami.

Pomimo dużych przeszkód dokumenty te były sprowadzane do Polski. Liczba dokumentacji archiwalnej, jaką udało się do tej pory zgromadzić szacowana jest w setkach tysięcy stron. "Zintensyfikowane i skierowane jednocześnie w wielu kierunkach działania pozwoliły w okresie czterech ostatnich lat pozyskać taki zasób archiwalny, jakiego nie udało się zgromadzić przez okres PRL, jak i po 1989 roku" - informuje Interię Ministerstwo Finansów.  Po 1990 roku prawo jednak bardzo się zmieniło i to na korzyść tych, którzy w latach 90. stali się właścicielami kamienic. Zgodnie z obecnymi przepisami, jeśli minęło 10 lat od sprzedaży nie ma już możliwości odzyskania przez gminę kamienicy. Utrudnia to także fakt, że każdego nabywcę w dobrej wierze chroni rękojmia wiary publicznej ksiąg wieczystych.

Tomasz Leśniak uważa jednak, że w przypadku krakowskich kamienic, m.in. tej przy ul. Wygranej, nie wszystko jest jeszcze stracone. Przypadkami dzikiej reprywatyzacji, wykrytymi przez Stowarzyszenie Miasto Wspólne, zajmuje się prokuratura. - Teraz wszystko zależy od tego, jak prokuratura podejdzie do tych spraw. Można odzyskać przynajmniej część tych nieruchomości jeśli się udowodni, że ich nabywcy działali w złej wierze. Im częściej jednak obracano nieruchomością tym będzie trudniej - zaznacza Tomasz Leśniak.

Aktywiści ze Stowarzyszenia Miasto Wspólne sprawdzają historie ponad 200 nieruchomości w Krakowie, które powinny należeć do państwa.

Agnieszka Maj

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje