Meysztowicz: Lewica wrzuciła nam gorącego kartofla

Poseł Jerzy Meysztowicz /Marek Lasyk/REPORTER /East News

O tym, dlaczego nie poparł liberalizacji aborcji, o kryzysie w partii i pomysłach jak z niego wybrnąć mówi Jerzy Meysztowicz, wiceprzewodniczący Nowoczesnej.

Reklama

Agnieszka Maj, Interia: Jest pan jednym z 10 posłów Nowoczesnej, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu nad projektem ustawy liberalizującej aborcję komitetu "Ratujmy Kobiety 2017". Doprowadziło to prawie do rozłamu w partii.  Ma pan poczucie, że popełnił pan błąd ?

-To był błąd. W efekcie do komisji trafił tylko jeden projekt, zaostrzający przepisy w sprawie aborcji.

Reklama

Czyli na środowym posiedzeniu klubu przewodnicząca Katarzyna Lubnauer uświadomiła wszystkim 10 posłom, którzy nie głosowali, że źle zrobili?

- Nie było dyskusji na ten temat. Powołaliśmy rzecznika dyscypliny, który ma pilnować tego, abyśmy wcześniej wiedzieli, jak członkowie naszego klubu zamierzają głosować i wybrali najlepsze rozwiązanie. Gdyby przed głosowaniem w sprawie projektu aborcyjnego była świadomość w klubie, że 10 osób nie weźmie udziału w głosowaniu to pewnie byśmy na ten temat rozmawiali. Przypomnę jednak, że większość klubu - 15 osób - zagłosowała za skierowaniem projektu do komisji. W tym przewodnicząca Nowoczesnej.

Dlaczego nie poparł pan projektu liberalizującego aborcję?

- Nie zgadzam się z nim. Uważam, że zajmując się tym projektem jeszcze bardziej dzielimy i tak już podzielone społeczeństwo. Ustawa aborcyjna jest zawsze takim gorącym kartoflem, który ktoś wrzuca, aby zrobić ferment. Tym razem ten ferment zrobiła lewica. Ten projekt naprawdę jest nie do zaakceptowania.

Dlaczego?

- Dopuszcza samodzielne decydowanie o aborcji przez 15-letnią dziewczynę, która nie musi tego nawet skonsultować z rodzicami, psychologiem, robi aborcję na własną rękę. Znałem zapisy tego projektu, dlatego nie chciałem się pod tym podpisać. Problem w tym, że duża część społeczeństwa nie wie, jaka jest różnica pomiędzy skierowaniem projektu do komisji, a głosowaniem nad nim.

Przewodnicząca Lubnauer mówiła, że to część klubu Nowoczesnej nie widziała takiej różnicy.

- To było niefortunne sfomułowanie. Może zabrakło nam pewnego doświadczenia, wyczucia politycznego, jakie skutki może przynieść takie głosowanie. Trzeba jednak pamiętać o tym, że kobiety, które brały udział w Czarnym Proteście protestowały przede wszystkim przeciwko zaostrzeniu obecnie obowiązującego prawa. Wiele osób podpisało się pod tym projektem nie wiedząc dokładnie, jakie są tam zapisy. Ale należało to głosowanie potraktować symbolicznie, jako wsparcie dla środowisk obywatelskich.

Nowoczesna ma swój projekt dotyczący aborcji.

- Nasz projekt oparty jest na rozwiązaniach niemieckich. Przygotowaliśmy go już wcześniej, ale w pewnym momencie część naszych posłów uznała, że nie powinniśmy się nim zajmować, bo nie jest to główna oś zainteresowania Nowoczesnej, a jednocześnie jest to temat silnie polaryzujący społeczeństwo. Jednocześnie Nowoczesna podejmuje wiele zagadnień związanych z kobietami: kwestie alimentów, przemocy ekonomicznej, prześladowania ze wzgląd m.in. na płeć .

Jednak to, że nie chcieliście dać szansy projektowi "Ratujmy Kobiety 2017" wywołało falę krytyki waszym adresem. Działacze SLD zauważają, że nawet 58 posłów PiS, w tym Jarosław Kaczyński głosowało za dalszą dyskusją nad tym projektem.

- PiS wolało, aby projekt liberalizujący aborcję trafił do komisji, dlatego że wtedy kobiety nie wyszłyby w proteście na ulice. Oczywiście politycy PiS nie przegłosowaliby tego projektu, tylko zamrozili. Nie przewidzieli jednak, że może tak się stać, że projekt nie trafi do dalszych prac. Nie są teraz zachwyceni z takiego obrotu sprawy. Poza tym hejt na niektórych posłów, w tym na Pawłowicz, jest olbrzymi za to, że głosowała nad dalszymi pracami nad projektem liberalizującym aborcję.

Nowy projekt Nowoczesnej też liberalizuje aborcję, dopuszcza przerywanie ciąży na życzenie. Wszyscy członkowie klubu Nowoczesnej go popierają?

-Nasz projekt jest kompromisem między obecnym prawem, a projektem Ratujmy kobiety. Wszyscy akceptują fakt, że składamy ten projekt, ale nie wszyscy zgadzają się z całością zapisów, również ja. Ja natomiast byłem też przeciwny temu, abyśmy w ogóle ruszali ten temat. Boję się, że PiS zaostrzy prawo za pomocą przejętego Trybunału Konstytucyjnego, jest już tam odpowiedni wniosek. Dyskusja jednak jest potrzebna, ponieważ ważne jest to, aby aborcji było jak najmniej. Jako Nowoczesna jesteśmy za działaniami, które zmniejszą liczbę niechcianych ciąż, np. za szeroką edukacją seksualną.

Będą kolejne odejścia z Nowoczesnej?

- Mam nadzieję, że nie, ostatni klub odbył się w dobrej atmosferze.

Ryszard Petru opuści partię wraz ze swoimi ludźmi?

- Ryszard już niejednokrotnie mówił, że założył Nowoczesną i nie zamierza się z niej wyprowadzać.

Teraz założył stowarzyszenie, które nie wiadomo do końca jaką ma pełnić rolę

- To próba znalezienia dla siebie miejsca, aby bardziej realizować swoje zamierzenia. Skoro  nie został przewodniczącym Nowoczesnej to znaczy, że jego wizja nie do końca znalazła poparcie wśród członków partii.

Nie jest to zalążek nowej partii?

- Z tym pytaniem należałoby zwrócić się do Ryszarda Petru. W mojej ocenie na polskiej scenie politycznej nie ma miejsca na nową partie, poza tym jest mało czasu do wyborów samorządowych.

Do wyborów został niecały rok, a Nowoczesna i PO tracą poparcie, co pokazują sondaże. W partiach opozycyjnych wywołuje to panikę?

- Tę sytuację chce wykorzystać lewica, która zaczęła nas teraz atakować. Chciałbym jednak przypomnieć, że w 2005 roku, kiedy w Sejmie znalazły się przepisy liberalizujące aborcję,  17 posłów SLD  nie wzięło udziału w głosowaniu, dwóch się wstrzymało, a jeden był przeciwny wprowadzeniu tego projektu pod obrady Sejmu. W efekcie projekt nie był rozpatrywany. Teraz rzucili się na nas, ponieważ nie mają nic innego do zaproponowania. W sprawach gospodarczych to PiS jest partią socjalistyczną. Więc działacze SLD i Razem mogą tylko kwestiami światopoglądowymi przyciągać wyborców.

Możliwa jest koalicja Nowoczesnej z SLD w wyborach samorządowych?

- W wielu miejscach SLD już jest w koalicji z PO.  Jeśli mamy skutecznie powstrzymać pisowskiego walca musimy podjąć radykalne działania. Trzeba jednak skalkulować, gdzie to się opłaca. Możemy dostać więcej mandatów, jeśli pójdziemy razem do głosowania. 

W klubie Nowoczesnej w Sejmie jest więcej konserwatystów niż liberałów?

- Liberałowie to dwie trzecie klubu, jednak jedna trzecia jest bardziej konserwatywna. Ale wszyscy popierają program partii.

Po kłopotach związanych z ostatnim głosowaniem w sprawie aborcji będziecie teraz popierać wszystkie projekty obywatelskie, tak jak zapowiadała przewodnicząca?

- Nie, ponieważ co będzie, jeśli pojawi się projekt wprowadzający karę śmierci? Albo propagujący faszyzm? Mogłoby dojść do takiej sytuacji, że wszystkie kluby będą przeciwko, tylko my za, ponieważ mamy popierać projekty obywatelskie.

Nowoczesna poprze w Krakowie prezydenta Jacka Majchowskiego? Rozmawiał pan z panem prezydentem na ten temat?

- Tak rozmawiałem. Nie podjął jeszcze decyzji. Będzie miało na nią wpływ to, że kolejne kadencje mają trwać pięć lat. Gdyby więc startował i wygrał miałby 77 lat jako ustępujący prezydent, rządziłby 21 lat. Z drugiej strony jest lojalny wobec swoich ludzi i nie chce ich zostawić.

Proszą go, aby został?

- Nie będę ukrywał, że ciśnienie ze strony tych osób jest ogromne, dlatego podjęcie decyzji jest trudne. Był taki pomysł, aby PO w Krakowie poparła kandydata Nowoczesnej na prezydenta, ponieważ my poprzemy Trzaskowskiego w Warszawie. Teraz jednak nie wiadomo, jak sprawy się potoczą. My mamy swoje kandydatury, wierzymy, że Kraków oczekuje przewietrzenia i zmian. Może warto postawić na nowego kandydata wspólnego dla całej opozycji.

Rozmawiała Agnieszka Maj

 

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje