Ratownicy TOPR proszą o podwyżki. Teraz zarabiają tyle, co w markecie

Ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego poprosili wicepremier Beatę Szydło o podwyżki. Teraz średnia pensja w tym zawodzie to 3,3 tys. zł do ręki, początkujący zarabiają nieco powyżej 2 tys. zł netto, czyli tyle, ile kasjer w markecie.

Przedstawiciele TOPR mówili o swoich postulatach na spotkaniu z wicepremier Beatą Szydło w Zakopanem. - Nie dostaliśmy konkretnej odpowiedzi. Sprawę niskich wynagrodzeń poruszamy już od kilku lat. Problem jest więc w rządzie znany, ale robi się coraz pilniejszy - powiedział Interii Jan Krzysztof, naczelnik TOPR.

Reklama

Jego zdaniem, utrzymywanie pensji ratowników na niskim poziomie może doprowadzić do tego, że do zawodu będą trafiali ludzie o niższych umiejętnościach. - Nie każdy powinien się tym zajmować, tylko ludzie o najwyższych kwalifikacjach. A oni mają często lepsze propozycje - mówi Jan Krzysztof. 

Dodaje jednak, że na razie TOPR nie ma problemu z naborem, ponieważ ten zawód w dalszym ciągu cieszy się prestiżem.

Bez przywilejów

Problemem dla ratowników TOPR jest także to, że nie mają przywilejów, które mogłyby zrekompensować ryzyko, jakie podejmują w pracy.

Nie przysługuje im wcześniejsze przejście na emeryturę, tak jak strażakom i policjantom. Muszą pracować do 65. roku życia, co w tym zawodzie nie zawsze jest wykonalne.

W TOPR zatrudnionych jest 37 zawodowych ratowników, pomagają im także ratownicy społeczni, którzy pracują bez żadnego wynagrodzenia.

W ciągu ostatnich lat ratownicy TOPR dostali symboliczne podwyżki, po kilkanaście złotych. Chcieliby zarabiać o tysiąc złotych więcej. - Nie chcemy nic ujmować innym ratownikom, ale my musimy wykazać się dodatkowymi umiejętnościami, pracujemy przecież w górach, podejmujemy dodatkowe ryzyko - mówi Jan Krzysztof.

Ratownicy TOPR utrzymywani są z budżetu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak wyliczyli, podwyżki dla nich kosztowałyby dodatkowe 720 tys. zł rocznie.

Zaproponowali także, aby część funduszy zarezerwowanych na zakup sprzętu - 360 tys. zł - została przeznaczona na pensje. - Wyposażenie mamy na dobrym poziomie, poza tym często udaje nam się zdobyć pieniądze na ten cel od sponsorów - mówi Jan Krzysztof.

Ratownicy TOPR to najczęściej osoby po 40-stce. Najmłodsi mają po 30 lat, chętni poniżej tego wieku nie są przyjmowani, ponieważ nie zdążyli nabyć koniecznych umiejętności.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje