Hetman o sprzeciwie rządu wobec Tuska i "śmiertelnym zagrożeniu" dla Polski

Jeśli wytworzy się grupa państw, która będzie chciała zacieśniać współpracę, to one z czasem zaczną podejmować decyzje nie patrząc nie tylko na interes Polski, ale także na to, co mówi KE czy PE - o zagrożeniu płynącym z koncepcji "Europy różnych prędkości" oraz sprzeciwie polskiego rządu wobec kandydatury Donalda Tuska rozmawiamy z Krzysztofem Hetmanem, europosłem PSL.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Czyim kandydatem jest Donald Tusk? Bo Jarosław Kaczyński uważa, że Niemiec. Podziela Pan tę opinię?

Reklama

Krzysztof Hetman, europoseł PSL: Ogólnie podzielam mało opinii Jarosława Kaczyńskiego. Przypinanie negatywnej łatki - w tym przypadku "niemieckiego kandydata" - to typowe zagranie jego środowiska.

W Traktacie Lizbońskim zapisano, że Rada Europejska wybiera swojego przewodniczącego większością kwalifikowaną na okres dwóch i pół roku; mandat przewodniczącego jest jednokrotnie odnawialny. Z tego zapisu wynika obecna kandydatura Donalda Tuska, a nie z tego, że wystawił ją jakiś rząd.

Donald Tusk popełnił błąd nie szukając poparcia polskiego rządu?

Nie chcę stawać w obronie Donalda Tuska, ale trudno oczekiwać, by ktokolwiek szukał poparcia środowiska, które wszem i wobec głosi, że będzie wystawiało za nim europejski nakaz aresztowania. Podejrzewam, że gdybym był na miejscu Donalda Tuska, to nie miałbym zbyt wielu tematów do rozmowy z kimś, kto wysuwa pod moim adresem bezpodstawne zarzuty.

Tylko jeśli na szali jest przyszłość UE - bo w taki ton uderzają niektórzy komentatorzy - to może Donald Tusk powinien był przełknąć dumę i spróbować porozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim?

Ja to widzę w drugą stronę - tę dumę powinien był przełknąć prezes PiS i jego środowisko, ponieważ to oni odpowiadają dziś za losy Polski. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się wokół Polski, rząd powinien skupić się nie na nazwisku szefa RE, ale na przyszłości UE.

PiS twierdzi, że decydując się na kandydowanie na szefa RE Jacek Saryusz-Wolski wzniósł się ponad partykularne interesy i jest gotów służyć Polsce. Czy Pan też tak to odbiera?

PiS z jednej strony pyta, co Donald Tusk zrobił dla Polski jako przewodniczący RE, a z drugiej ma pretensje o złamanie zasady neutralności. Niestety brak logicznych wywodów partii rządzącej pokazuje, że nie ma ona żadnej strategii.

Czyli po co polski rząd wystawia tę kandydaturę?

Po pierwsze, to chęć zemsty na Donaldzie Tusku, po drugie, kwestia zagrania wizerunkowego na potrzeby elektoratu w Polsce. To wszystko to jedynie teatr polityczny obliczony na rynek wewnętrzny, który niestety kładzie się potwornym cieniem na wizerunku Polski w Europie.

Jak Pan ocenia szanse Jacka Saryusza-Wolskiego na zostanie szefem RE?

Jak większość - uważam, że ich nie ma.

Bez względu na doświadczenie, merytoryczność i groźbę precedensu, że wysokie stanowisko objęłaby osoba, której sprzeciwia się własny kraj?

Myślę, że bardziej realnym scenariuszem jest, że spełni się porzekadło "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta". Jeśli dziś decyzja nie zostanie podjęta, to na kolejnym posiedzeniu RE ktoś trzeci - na pewno nie Polak - pogodzi nas wszystkich.

Kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego zgłosiliśmy w sobotę, wczoraj jeszcze premier Beata Szydło w liście przekonywała do niej szefów unijnych rządów. O czym świadczy to działanie na ostatnią chwilę?

Że jedyną wartością w rozumieniu PiS jest za wszelką cenę dopiec Donaldowi Tuskowi. Bo gdyby była jakaś strategia, to akcja z innym kandydatem zostałaby rozpoczęta wcześniej.

Zresztą zastanawiający jest sposób, w jaki ta wiadomość dotarła do mediów. Napisał o tym na łamach "Financial Times" Henry Foy, były korespondent "FT" w Warszawie, a teraz w Moskwie. Dlatego albo spin doktorom PiS sytuacja wymknęła się spod kontroli  i nastąpił przeciek niekontrolowany, albo był to przeciek kontrolowany, ale z drugiej strony dlaczego przez korespondenta w Moskwie...

Niektórzy komentatorzy mówią, że to zamieszanie może niekorzystnie odbić się na polskich interesach.

Na pewno potwierdziło stereotyp kłócącego się Polaka, na którym nie można polegać.

Czy to oznacza, że będziemy mniej skuteczni na forum europejskim?

Już jesteśmy. Nie było nas w poniedziałek w Wersalu... Prawda jest taka, że gdy Wielka Brytania zdecydowała o wyjściu z UE, nastał idealny moment, by wskoczyć na jej miejsce - mieliśmy do tego wszelkie predyspozycje. Ale tego nie zrobiliśmy.

A jak Pan widzi przyszłość naszych interesów? Teraz na agendzie jest m.in. polityka energetyczna.

Sytuacja wygląda tak - czwórka przywódców największych państw UE mówi, że będzie Europa dwóch prędkości, co jest ogromnym zagrożeniem dla Polski. Popatrzmy na to właśnie przez pryzmat polityki energetycznej - UE solidarna, współpracująca daje Polsce bezpieczeństwo. W tym momencie mamy - śmiem twierdzić - śmiertelne zagrożenie projektem Nord Stream 2. KE, która się tak PiS nie podoba, wypowiedziała się przeciw temu projektowi. Podobnie Parlament Europejski. W związku z tym polski rząd ma bardzo mocne karty, by forsować na forum unijnym solidarność energetyczną, aby Polska, Słowacja i Ukraina nie zostały zepchnięte w strefę rosyjskich wpływów energetycznych.

Europa dwóch prędkości może spowodować, że nie będziemy mieli takich możliwości. Jeśli wytworzy się grupa państw, która będzie chciała zacieśniać współpracę, to one z czasem zaczną podejmować decyzje nie patrząc nie tylko na interes Polski, ale także na to, co mówi KE czy PE.

Koncepcja "Europy różnych prędkości" to obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Europy?

Na to wygląda. Ciekawe jest to, że kanclerz Angela Merkel wielokrotnie wypowiadała się przeciw tej koncepcji, jednak w przeciągu ostatniego miesiąca coś się zmieniło. W poniedziałek wyszła w Wersalu i powiedziała, że to nieuniknione, jeśli chcemy, by UE się rozwijała. Jestem ciekaw, czy przypadkiem nie odegrała tu pewnej roli wizyta w Polsce miesiąc temu. Być może Merkel zapytała wówczas, czy Warszawa chce być w tym jądrze, które będzie szło szybciej. Przypuszczam, że uzyskała odpowiedź odmowną. I w ten sposób - decyzją Komitetu Politycznego PiS - ustawiliśmy się poza boiskiem i zmarginalizowaliśmy naszą pozycję w UE.

Rozmawiała Agnieszka Waś-Turecka

***

Jeśli interesuje cię temat Unii Europejskiej, obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje