Kuźmiuk: To Tusk umożliwił rozpoczęcie procedury praworządności wobec Polski

- Mamy informacje dotyczące tego, jak rozpoczęła się procedura praworządności wobec Polski. Otóż służby prawne Rady Europejskiej zareagowały bardzo ostro na propozycję KE. Uznały, że to wychodzenie poza swoje kompetencje. Donald Tusk to zdusił i w ten sposób - można powiedzieć - umożliwił rozpoczęcie procedury - mówi w rozmowie z Interią europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Wczoraj na biurka szefów unijnych rządów trafił list pani premier Beaty Szydło wyjaśniający nasze stanowisko w sprawie wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej.

Reklama

Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS, członek komitetu politycznego PiS: - List był bardzo dobrym pomysłem, bo z wypowiedzi poszczególnych szefów rządów odnoszę wrażenie, że nie bardzo wiedzą o negatywnym, emocjonalnym zaangażowaniu przewodniczącego Donalda Tuska w polskie sprawy. Myślę, że to trochę rozjaśni ich perspektywę.

Rząd polski oficjalnie zgłosił kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego w sobotę, wczoraj mieliśmy list pani premier, a pomiędzy tymi wydarzeniami lobbying ministra Witolda Waszczykowskiego. Czy to nie za późno? Bo niektórzy mówią nawet, że nie kojarzą Jacka Saryusza-Wolskiego.

- Gdyby zapytać tych samych ludzi jeszcze 10 dni temu, to każdy pewnie bez zająknięcia by wiedział, że to bardzo solidny europoseł.

Czyli to wypowiedzi na potrzeby chwili?

- Pewnie nie wszystkie, ale niektóre są dla mnie szokujące, ponieważ ludzie, którzy go doskonale znają i dla których przez wiele lat był ekspertem, w ciągu jednego wieczora potrafili zmienić poglądy. Przykre to, ale tak, niestety, wygląda polityka.

- Od kilku miesięcy obserwowaliśmy Jacka Saryusza-Wolskiego, ponieważ pokazywał klasę w sytuacjach, w których - jako członek partii opozycyjnej - nie musiał tego robić. W bardzo ważnych momentach prezentował postawę propolską. Krytykował np. działania KE czy spolegliwość Rady Europejskiej. Nie mówię jednak, że zabiegał o nasze względy. Znam go dość długo i to jest człowiek, który chadza własnymi ścieżkami, dlatego trudno go podejrzewać o koniunkturalizm. Poza tym, powoli zbliża się do wieku, w którym aktywność polityczna jest trochę uciążliwością.

Jacek Saryusz-Wolski zostanie dziś przewodniczącym RE?

- Podejrzewam, że wielu przywódcom europejskim przychodzi taka refleksja: co by było, gdybym ja był w takiej sytuacji, tzn. gdyby Unia wybrała na wysokie stanowisko człowieka z mojej opozycji...

Wielu komentatorów podkreśla, że faktycznie byłby to niewygodny precedens.

- Właśnie. Mam nadzieję, że to rozstrzygnie dyskusję, choć pewnie nie skończy się ona dziś czy jutro.

Czy tak późne zgłoszenie kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego i list z argumentami na dzień przed szczytem nie sprawiają, że Polska wygląda nieprofesjonalnie?

- Tego rodzaju debaty nie toczą się publicznie. Twierdzenie, że powinniśmy byli wystawić kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego kilka miesięcy temu...

Ale skoro jeszcze dzień przed szczytem musimy tłumaczyć swoje stanowisko, to może coś jest na rzeczy?

- Saryusz-Wolski naprawdę jest człowiekiem znanym. To on przedstawiał Donalda Tuska Angeli Merkel, a nie odwrotnie. Wiele jego sprawozdań zapewne było dokładnie prezentowanych w stolicach krajów członkowskich, ponieważ w wielu zasadniczych sprawach, np. starcia z Rosją, szedł wyraźnie pod prąd establishmentu.

Tuż przed szczytem musimy jeszcze wyjaśniać, o co nam chodzi. Może nasza dyplomacja jest nieskuteczna?

- Nie. To tylko pokazuje, w jakim stanie jest UE. Jestem szczerze zaniepokojony, że to całe mówienie, że wyciągnęliśmy wnioski z Brexitu, nie jest warte funta kłaków. Upieranie się przy kandydaturze Donalda Tuska to prosta droga do demontażu UE.

- Jeśli ciągle widzę koncepcje Junckera czy Tuska, że na problemy Europy najlepszym lekarstwem jest "więcej Europy", jeśli słyszę to, co mówili w Wersalu...

Tam mówili o "Europie różnych prędkości".

- Czyli na problemy Europy - więcej Europy...

Ale tylko dla tych, którzy chcą.

- To jest szaleństwo. Mam wrażenie, że czołowi przywódcy chcą na naszych oczach popełnić zbiorowe samobójstwo.

Jak Pan widzi dzisiejszy wybór przewodniczącego RE?

- Gra rozpoczyna się od początku. Ciągle mam nadzieję, że Donald Tusk - jeśli chce wrócić do polskiej  polityki - ogłosi, że rezygnuje z kandydowania.

Czy dla tej sprawy warto ryzykować zgodę w Grupie Wyszehradzkiej?

- V4 przyjmuje ustalenia wspólne wtedy, kiedy jest jej po drodze, a gdy nie jest jej po drodze, to przyjmuje stanowiska indywidualne. Oceniam tę elastyczność jako optymalną.

Może warto popracować nad większą zdolnością do kompromisu, żeby V4 miała większą siłę przebicia?

- Takie propozycje były. Jednak proszę pamiętać, że Słowacja i Czechy mają rządy lewicowe. Oficjalnie tego nie mówią, ale gdyby socjaliści wystawili swojego kandydata, to oni - jako członkowie rodziny socjalistycznej - pewnie zachowają lojalność. Węgry z kolei muszą być elastyczne - bo z jednej strony sprzyjają naszemu rządowi, ale z drugiej są w rodzinie chadeckiej i nie mogą się jej zbyt ostentacyjnie sprzeciwiać.

Niektórzy komentatorzy mówią dość obrazowo, że "obsesyjną próbą zaszkodzenia Donaldowi Tuskowi Jarosław Kaczyński zniesmaczył UE". Manfred Weber powiedział natomiast, że "każdy kolejny atak na Donalda Tuska tylko zagrozi polskim interesom w Europie". Jak to zamieszanie przełoży się na zdolność negocjacyjną Polski na forum UE?

- Powtarzam, że nie ma żadnej obsesji Kaczyńskiego na punkcie Tuska.

- Mamy informacje dotyczące choćby tego, jak rozpoczęła się procedura praworządności wobec Polski. Otóż służby prawne Rady Europejskiej zareagowały bardzo ostro na propozycję KE. Uznały, że to wychodzenie poza swoje kompetencje. Były takie opinie czarno na białym. Tusk to zdusił i w ten sposób - można powiedzieć - umożliwił rozpoczęcie procedury. To nie tylko europosłowie z PO naciskali, by coś zrobić. O tym w Polsce się oficjalnie nie mówi, ale takie są twarde fakty. Tusk o tym doskonale wie i wie, że my to wiemy.

Czy ma Pan dostęp do tych opinii prawnych?

- Takie opinie były. Nawet w prasie pojawiło się, że służby prawne RE są przeciwne tej procedurze. Pewnie w środku jakieś papiery są, ale dostępu do nich nie mamy. Natomiast wiemy, że tak było. Potwierdza to też wypowiedź Donalda Tuska na forum PE jeszcze przed uruchomieniem procedury praworządności. Powiedział wtedy, że to procedura optymalna i nie będzie w tej kwestii scysji między instytucjami unijnymi. Co dowodzi, że scysja była.

Jakiego kolejnego kroku KE spodziewa się Pan w ramach procedury praworządności?

- Frans Timmermans ją rozpoczął i teraz nie wie, co dalej, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że postawienie tej kwestii na forum RE skończy się kompromitacją. W związku z tym wymyślił nowość - napisał do prezydencji maltańskiej, by to oni przekonali rządy krajów członkowskich, aby teraz to one naciskały na Polskę. Widać, że uderzył głową o ścianę.

Jak zareagowała Malta?

- Pewnie włożyli ten list na sam spód stosu papierów, bo przecież mają teraz większe problemy na głowie...

Jakby jednak na to nie patrzeć, to wszystko nie buduje naszego pozytywnego obrazu. Z myślą o Polsce czeska komisarz ds. sprawiedliwości postuluje nawet, by uzależnić przyznawanie funduszy strukturalnych od przestrzegania unijnych wartości.

- Jako frakcja EKR wysłaliśmy już protest w sprawie takich wypowiedzi.

Pani komisarz chciałaby, by takie zasady zaczęły obowiązywać od przyszłej perspektywy budżetowej, do której negocjacje zaczną się już w tym roku. Budżet dla Polski jest zagrożony?

- Co do zasady rozdział środków unijnych zależy od dwóch rzeczy - liczby ludności i poziomu PKB na głowę.

Tylko komisarz proponuje, żeby te zasady zmienić

- Ona już nie będzie komisarzem, gdy te zasady będą zmieniane. Dopóki Polska będzie miała niskie PKB i dużą liczbę ludności, to zawsze budżet unijny będzie dla nas korzystny.

Znany niemiecki europoseł CDU Elmar Brok napisał niedawno, że "jądro Europy powinny tworzyć Niemcy, Francja i jeśli się da - Włochy i Polska". Da się?

- Nie wiem, co miał na myśli, pisząc "jądro Europy"? Potencjał ludnościowy i gospodarczy niewątpliwie nas do tego upoważnia. Zwłaszcza po wyjściu z UE Wielkiej Brytanii. Ale czy to miałoby zakładać przyjęcie euro? Zapraszają nas do domu, który niedługo się zawali?

Może chodzi o nadanie impulsu do reformy Unii?

- Debata się zaczyna. Moim zdaniem, na pewno lekarstwem nie jest "więcej Europy". Przecież właśnie ta droga doprowadziła do tego, że druga gospodarka europejska, a piąta światowa i potęga militarna niedługo wyjdzie z UE. Brytyjczycy zawsze podchodzili z rezerwą do projektu europejskiego, ale te ostatnie ruchy - w szczególności pomysł z karami za nieprzyjmowanie imigrantów - rozsierdziły ich do czerwoności. Pomyśleli pewnie: "Boże, dobrze, że nas ten kanał oddziela".

Rozmawiała Agnieszka Waś-Turecka

Czytaj również:

Ryszard Czarnecki: Skończyły się czasy, kiedy Polska tylko potakiwała

Jarosław Wałęsa: To zdrada. Wszyscy tak to postrzegają

***

Jeśli interesuje cię temat Unii Europejskiej, obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje