Lewandowski: W tej chwili dla Polski nie ma dobrych scenariuszy

Wierzę, że zwycięży trzeźwość, ponieważ ten sposób atakowania Donalda Tuska przez rząd PiS umacnia tylko normalne stolice europejskie w przekonaniu, że coś nienormalnego dzieje się z Polską Kaczyńskiego - mówi w rozmowie z Interią europoseł PO Janusz Lewandowski. Polityk jest przekonany, że szefowie krajów unijnych zdecydują dziś o reelekcji Tuska - mimo sprzeciwu rządu w Warszawie.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Argumentując sprzeciw wobec reelekcji Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, polski rząd mówi o braku neutralności obecnego szefa RE. Poseł Zbigniew Kuźmiuk mówi, że Donald Tusk zastopował nieprzychylną opinię prawników Rady Europejskiej na temat rozpoczęcia przez Komisję Europejską procedury praworządności, tym samym dając procedurze zielone światło.

Reklama

Janusz Lewandowski, europoseł Platformy Obywatelskiej i były komisarz programowania finansowego i budżetu: - Bzdura. Rzecz toczyła się w KE, a nie w RE. Poseł Kuźmiuk powiedział nieprawdę.

- Donald Tusk jest bardzo ostrożny wobec tej procedury. Wielokrotnie z nim o tym rozmawiałem. Tusk wie, że "grzechy są na górze, ale straty na dole". Tzn. gdyby procedura dopełniła się w postaci sankcji, to za winy rządzących odpowiedziałoby polskie społeczeństwo.

- To twierdzenie posła Kuźmiuka to kolejna próba oczernienia Tuska, który - tak czy siak - będzie szefem Rady Europejskiej.

Jest Pan o tym przekonany?

- Tak. Wierzę, że zwycięży trzeźwość, ponieważ ten sposób atakowania - jak we wczorajszym spocie internetowym godnym Radia Erewań - umacnia tylko normalne stolice europejskie w przekonaniu, że coś nienormalnego dzieje się z Polską Kaczyńskiego.

Jak Pan rozmawia z innymi europosłami, to jakie opinie przeważają?

- Wydarzenia ostatnich kilku tygodni nie mieszczą się w jakichkolwiek standardach zdrowego rozsądku i logiki. Tracimy wszyscy, bo kraj, który był podziwiany, szanowany i nagradzany np. funduszami strukturalnymi, nagle staje się obiektem wielokrotnych debat i rezolucji w jednym dniu z tematem naruszania praworządności czy praw człowieka w Hondurasie, Nigerii i Pakistanie.

- To jest spadanie z naprawdę wysokiego konia przez intrygę, która jest niezwykle czytelna dla innych państw.

Już od jakiegoś czasu PiS wysyłało sygnały, że nie poprze Tuska. Może były premier powinien był postarać się o zmianę decyzji w Warszawie?

- Donald Tusk od początku był obiektem obraźliwych insynuacji, które - zwłaszcza ostatnio - nabrały szczególnego tempa w postaci zapowiedzi, że może usłyszeć jakieś kryminalne zarzuty. Szczerze mówiąc, moi przyjaciele w PE pukali się w głowę, ponieważ Polska naruszyła elementarne standardy przyzwoitości.

- Ta cała kampania oczerniania Tuska jest zresztą przeciwskuteczna - w moim przekonaniu umacnia raczej demokratyczną Europę w przekonaniu, że coś bardzo chorego dzieje się  w Polsce Kaczyńskiego.

A nie obawia się Pan, że możliwość ustanowienia precedensu, tzn. wybór wysokiego urzędnika wbrew jego krajowi, skutecznie zniechęci kraje członkowskie do poparcia Tuska?

- Bardzo bym chciał, żeby ten precedens był. Byłaby to nauczka, że nie warto łamać zasady praworządności. UE ogólnie ma kłopot z krajami, które spełniły wymogi akcesji, tzw. kryteria kopenhaskie, ale później zaczęły je łamać. Na razie nie wypracowano dostatecznych narzędzi, jak sobie z tym radzić. Ćwiczy się to na Polsce. W najczarniejszych myślach nie przewidywałem, że procedura z artykułu 7. może być wypróbowywana na Polsce.

Wczoraj okazało się, że Jacek Saryusz-Wolski nie zostanie zaproszony na szczyt Rady Europejskiej? Jest Pan zaskoczony?

- Absolutnie nie. Jacek Saryusz-Wolski z niewiadomych mi przyczyn stał się narzędziem małostkowej zemsty Kaczyńskiego na Tusku. I tak to jest odbierane w Europie.

Rozmawiał Pan w ostatnich dniach z Jackiem Saryusz-Wolskim?

- Nie. Okazuje się, że nie jestem "godny" rozmowy.

- Obawiam się, że decydując się na tę woltę Jacek Saryusz-Wolski przekreśla swoją kartę życiową, ponieważ z tego może zostać zapamiętany.

Polskie Radio podało, że Polska może wnioskować na szczycie RE o zastosowanie jednomyślności przy wyborze przewodniczącego. Ten wniosek ma szansę powodzenia?

- Polska Kaczyńskiego jest niezwykle kreatywna w szkodzeniu, w wymyślaniu sposobów, jakby tu utrudnić. Natomiast jest bardzo mało kreatywna w budowaniu scenariuszy pozytywnych.

Czyli wniosek nie ma szans?

- Ma takie same szanse, jak nasz wniosek o to, by Jacek Saryusz-Wolski został zaproszony na szczyt RE.

Kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego zgłosiliśmy oficjalnie w sobotę, w środę list premier Beaty Szydło trafił na biurka unijnych przywódców. Jak Pan interpretuje to działanie tuż przed szczytem RE?

- To jest awantura całkowicie obliczona na rynek wewnętrzny. Polska od jakiegoś czasu nie ma polityki zagranicznej i to jest prawdziwy dramat. Wszystko jest do ucha prezesa.

Jeśli utrącenie kandydatury Donalda Tuska się powiedzie, to wtedy PiS zyska na rynku wewnętrznym. Ale jeśli Tusk zostanie szefem RE mimo sprzeciwu rządu PiS?

- Gdyby utrącenie kandydatury Tuska się powiodło, to powinien być Trybunał Stanu. To byłoby działanie antypolskie.

Czyli zgadza się Pan z oceną, że to byłaby zdrada stanu?

- Tak. To byłaby najbardziej hańbiąca zdrada stanu w najnowszych dziejach Polski.

- Ale to się nie zdarzy. Tusk zostanie przewodniczącym RE i nasz rząd będzie musiał z tym żyć.  

Wiceprzewodniczący KE Frans Timmermanns zwrócił się do prezydencji maltańskiej, by ta wpłynęła na rządy poszczególnych krajów członkowskich, aby zaczęły naciskać na Polskę ws. procedury praworządności. To dobry krok?

- Frans Timmermanns - który jest przyjacielem Polski z tego regionu Holandii, który został wyzwolony przez polskich żołnierzy - staje wobec dylematu: tolerować czy iść do przodu z sankcjami. Jednak do tego drugiego scenariusza dysponuje bardzo słabymi narzędziami, ponieważ poza wyobraźnią ojców założycieli UE było, że jakiś kraj członkowski zacznie łamać demokratyczne zasady, na które wcześniej sam się zgodził.

Czyli czego Pan oczekuje od Fransa Timmermannsa? Bo coś konkretnego - w jedną lub drugą stronę - musi zrobić.

- Rozumiem jego kłopot i trudno mi powiedzieć, co powinien zrobić. Wiem jednak, że gdyby w 2004 roku Polska była Polską Kaczyńskiego, to nie zostalibyśmy przyjęci do UE. Ale proszę pamiętać, że to wszystko ma źródło w Warszawie, a nie w Brukseli.

- W tej chwili dla Polski nie ma dobrych scenariuszy. Jedyny dobry scenariusz zakładałby odbudowę prawdziwego Trybunału Konstytucyjnego, a nie fasady, prawdziwej służby cywilnej, telewizji publicznej, a nie tuby propagandowej...

Na to się jednak nie zanosi.

- Tak, dlatego jesteśmy w kłopocie. Będzie bardzo trudno posprzątać po dobrej zmianie.

Rozmawiała Agnieszka Waś-Turecka

Przeczytaj inne materiały prosto z Brukseli:

Procedura KE wobec Polski. To Tusk dał "zielone światło"?

Niemcy mają dla Polski propozycję nie do odrzucenia?

Ryszard Czarnecki: Świetny manewr rządu PiS

Jarosław Wałęsa dla Interii: To zdrada. Wszyscy tak to postrzegają

***

Jeśli interesuje Cię temat Unii Europejskiej, obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje