Ryszard Czarnecki: Skończyły się czasy, kiedy Polska tylko potakiwała

- Paradoksalnie, zgłaszając kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego, zabiliśmy w sensie politycznym możliwość wyboru socjalisty. Jestem przekonany, że szefem RE zostanie człowiek związany z EPL i że będzie to Polak. Wykluczam możliwość jakiegoś trzeciego realnego kandydata - ocenia w rozmowie z Interią europoseł PiS Ryszard Czarnecki

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Minister Witold Waszczykowski lobbował w Brukseli na rzecz kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego. Mimo to stwierdził, że "nie interesuje go, kto popiera kandydata polskiego rządu. Nie kolekcjonuje tego". Pana też to nie interesuje?

Reklama

Ryszard Czarnecki, europoseł PiS, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego: Mnie to bardzo interesuje. Uważam, że wszyscy, którzy spodziewali się, że zmuszą nas do zaakceptowania kandydatury Donalda Tuska prawem zasiedzenia odebrali czytelny sygnał - skończyły się czasy, kiedy Polska tylko potakiwała.

Tylko co chcemy osiągnąć tym sprzeciwem?

W polityce międzynarodowej trzeba forsować swoje interesy...

Ale trzeba też umieć zawierać kompromisy.

To prawda, ale fakt, że dziś do Polski przyjeżdża szef MSZ Niemiec, a w czwartek premier Beata Szydło spotyka się z kanclerz Angelą Merkel, świadczy o tym, że zdolność Polski do kompromisów jest oceniania wysoko.

Do tej pory żadne państwo nie poparło otwarcie kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego. Jak Pan ocenia jego realne szanse na zostanie przewodniczącym RE?

Są trzy możliwe scenariusze: po pierwsze, wybór Jacka Saryusza-Wolskiego wbrew obecnym deklaracjom poparcia dla Donalda Tuska; po drugie, wybór Donalda Tuska, co byłoby ewenementem, ponieważ po raz pierwszy kandydat zostałby narzucony krajowi, z którego pochodzi; po trzecie, odłożenie wyboru na jakiś czas.

Tego czasu zbyt wiele nie ma.

Zgadzam się, ale może być potrzebny, by nie było poczucia, że ktoś jest na siłę przegłosowywany.

Który z tych scenariuszy jest najbardziej realny?

O to  trzeba pytać naszych negocjatorów.

Jest jeszcze czwarty scenariusz na zasadzie "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta". Najczęściej mówi o tym, że Donalda Tuska mógłby zastąpić socjalista.

Paradoksalnie zgłaszając kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego zabiliśmy w sensie politycznym możliwość wyboru socjalisty. Zgłoszenie drugiego kandydata z EPL w sytuacji, gdy Skandynawia integrowała się wokół kandydatury byłej premier Danii Helle Thorning-Schmidt, kiedy mówiło się już nawet nie o Francois Hollandzie, ale byłym kanclerzu Austrii Wernerze Faymannie, spowodowało, że tamte kandydatury przestały być brane na poważnie. Jestem przekonany, że szefem RE zostanie człowiek związany z EPL i że będzie to Polak. Wykluczam możliwość jakiegoś trzeciego realnego kandydata.

Jak Pan wytłumaczy fakt, że przeciw kandydaturze Donalda Tuska występuje tylko Polska?

Przypominam, że większość krajów jeszcze nie zabrała głosu.

Dlaczego nasze argumenty nie trafiają do przekonania innym rządom?

Z prostego powodu - Jacek Saryusz-Wolski jest traktowany jako kandydat dbający o polski interes, natomiast Donald Tusk ustawił się jako kandydat europejski. Stąd jego poparcie dla przymusowych kwot uchodźców, także w Polsce, i kar w wysokości 250 tys. euro za każdego nieprzyjętego imigranta.  Na szczycie RE w październiku 2015 roku zdradziliśmy pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej i zgodziliśmy się na przyjęcie 12 tysięcy uchodźców. Gdybyśmy ich nie przyjęli - a rząd nie chce przyjąć - to musielibyśmy zapłacić ponad 12 miliardów złotych kary. I to poparł Donald Tusk. To wystarczający powód by na niego nie głosować.

A’propos Grupy Wyszehradzkiej - Słowacy i Czesi otwarcie opowiedzieli się za Donaldem Tuskiem. Warto dla sprawy wyboru przewodniczącego RE ryzykować dobre relacje z krajami V4?

Grupa Wyszehradzka została wyrzucona na śmietnik przez rząd PO i PSL. Wybory personalne na pewno nas nie skłócą, ponieważ jest dużo więcej rzeczy, które nas łączą, niż tych, które nas dzielą.

Zgłoszenie kontrkandydata dla Donalda Tuska zaledwie kilka dni przed szczytem RE to nie jest trochę za późno?

To świetny manewr i doskonały timing.

W jakim sensie?

Gdyby zrobiono to wcześniej, mógłby pojawić się jakiś trzeci kandydat. Ale uniknęliśmy tego i mamy pewność, że szefem RE będzie Polak.

Załóżmy, że Jacek Saryusz-Wolski zostaje wybrany przewodniczącym. Co dalej z Donaldem Tuskiem?

Sugeruje pani powtórzenie akcji, która była blisko dekadę temu - "cała Polska szuka pracy dla Kazimierza Marcinkiewicza"?

Myślę, że Donald Tusk sam sobie poradzi ze znalezieniem pracy. Tylko czy znajdzie ją w Polsce, czy w Brukseli?

Donald Tusk zapewne dostanie jakąś synekurę w instytucji europejskiej. I najprawdopodobniej będzie dalej judzić przeciwko legalnie wybranemu rządowi.

Czyli wystawienie kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego nie jest próbą podkopania pozycji Donalda Tuska, gdyby np. zdecydował się na powrót do Polski i start w wyborach w 2020 roku?

Niech wraca. Polska jest wolnym krajem wolnych ludzi. Jednak nawet jeśli Donald Tusk przegra, to nie wróci teraz do Polski. Będzie chciał poczekać na spadek notowań PiS i dopiero wtedy wrócić do gry. Ale się nie doczeka.

Załóżmy teraz, że Donald Tusk jednak zostaje na drugą kadencję. Czy Donald Tusk i polski rząd będą w stanie konstruktywnie współdziałać?

Donald Tusk wielokrotnie atakował polski rząd. To pokazuje jego intencje i praktykę polityczną. To pytanie jest mocno teoretyczne, ponieważ - jak widać - Donald Tusk się wcale o taką konstruktywną współpracę nie starał.

Czyli kiepsko Pan widzi tę współpracę?

Na razie ze strony Tuska widzę kompletny brak woli współpracy. Nie sądzę, by coś się zmieniło.

Co więcej, uważam, że Donald Tusk może być wręcz instrumentem w rękach tych sił w Europie, które będą chciały atakować Polskę, ponieważ nowe władze w Warszawie zakończyły w Polsce eldorado podatkowe i ekonomiczne dla różnych zachodnich korporacji.

Jakie konkretnie "siły" ma Pan na myśli?

Proszę prześledzić, kto stracił na tym, że powstał rząd PiS. Jakie zachodnie korporacje czy banki. I będzie lista tych, którym polski rząd się nie podoba i najchętniej by go zmienili.

Jak zamieszanie z kandydaturą Jacka Saryusz-Wolskiego i tocząca się procedura praworządności wpływają na zdolność Polski do forsowania naszych interesów na forum UE?

To do naszego kraju przyjeżdża szef MSZ Niemiec i to z naszym premierem spotyka się kanclerz Angela Merkel.

Ale do Wersalu nas nie zaprosili.

Tam zaproszono cztery z pięciu największych  krajów UE. Polska jest szóstym co wielkości krajem UE.

Ale jesteśmy ważnym państwem regionu.

W Wersalu spotkały się 4 z 5 największych państw UE, przy czym 3 z nich jeszcze zakładały EWWiS - a wszystkie one są z "15", " starej Unii".

Czyli nie traktuje Pan tego personalnie?

Nie. A jeśli chcemy mówić o jakiejś klęsce polskiej dyplomacji, to miała ona miejsce za poprzedniego rządu, gdy w formacie normandzkim rozmawiano o Ukrainie, ale bez jej największego NATO-wskiego i unijnego sąsiada - Polski.

Swoją drogą myślę, że dużo więcej racji niż przywódcy, którzy spotkali się w Wersalu, miał Elmar Brok, europoseł CDU, doradca pani kanclerz. W zeszłym tygodniu opublikował we "Frankfurter Allgemeine Zeitung"  artykuł, w którym napisał, że jądrem UE powinny być cztery państwa - Niemy, Francja, Włochy i Polska.

***

Jeśli interesuje cię temat Unii Europejskiej, obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje