Duda kontra Ziobro - wojna wisi w powietrzu?

Zbigniew Ziobro, Andrzej Duda, Patryk Jaki /STANISLAW KOWALCZUK /East News

Odkąd zjednoczona prawica wygrała wybory w 2015 r., Zbigniew Ziobro krok po kroku wzmacnia swoją pozycję. Reforma KRS i Sądu Najwyższego miały dać mu władzę, jakiej nie miał dotąd w Polsce żaden minister sprawiedliwości. Jednak tym razem na drodze niespodziewanie stanął mu Andrzej Duda. Konflikt między prezydentem a ministrem zaostrza się. Obaj politycy skaczą sobie do gardeł za pośrednictwem najbliższych współpracowników, a w końcu cios wyprowadza sam minister.

Reklama

Takiego ruchu ze strony prezydenta Zbigniew Ziobro się nie spodziewał. Po przegłosowaniu przez Sejm ustawy o Sądzie Najwyższym, pytany o ewentualne weto prezydenta pewny siebie odpowiadał: 

- Między bajki włóżcie państwo te opowieści o wecie. Jak znam nowożytną politykę, to nigdy nie zdarzyło się, aby prezydent jakiegokolwiek państwa wetował rozwiązania, które były wiodącym elementem jego programu wyborczego. 

Reklama

Cztery dni później Andrzej Duda udowodnił Ziobrze, że w polityce niczego nie można być do końca pewnym: 

- Chcę powiedzieć jasno i wyraźnie: nie ma u nas tradycji, żeby Prokurator Generalny mógł ingerować w pracę SN. Zgadzam się ze wszystkimi, którzy twierdzą, że tak być nie powinno i nie wolno do tego dopuścić. 

Choć w oświadczeniu prezydenta nazwisko Ziobry nie padło, nie ma wątpliwości, kogo Andrzej Duda miał na myśli.  

Superminister Ziobro

Na pakiecie trzech ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości najwięcej miał zyskać właśnie Ziobro, który, odkąd PiS przejęło władzę, stopniowo gromadzi nowe kompetencje. 

Pierwsze, wyraźne wzmocnienie jego pozycji nastąpiło w marcu 2016 r., gdy poprzez połączenie stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, szef resortu otrzymał pełny nadzór nad prokuratorami. Od tamtej pory może ingerować w każde prowadzone śledztwo. 

Forsowane przez PiS projekty miały dać mu szeroką władzę nad sędziami i sądami, w tym nad Sądem Najwyższym. Podwójne prezydenckie weto zamyka przed Ziobrą drzwi do Sądu Najwyższego, ale do sądów powszechnych zostawia uchylone. 

Andrzej Duda nie zdecydował się na trzecie weto - w stosunku do ustawy o ustroju sądów publicznych, co oznacza, że minister sprawiedliwości i tak poszerza swoją władzę. Po wejściu w życie ustawy, będzie mógł dowolnie powoływać i odwoływać prezesów sądów, a nominowani przez niego prezesi będą mogli dowolnie przenosić sędziów do innych placówek. Zdaniem przeciwników reformy, w ten sposób minister będzie mógł pośrednio wpływać na samych sędziów. Szef resortu będzie mógł także dowolnie wysyłać sędziów na emeryturę i odebrać im dodatek funkcyjny. 

Atak przez pośredników

Wszystko wskazuje na to, że Ziobrze niełatwo przełknąć gorycz porażki. 

 "Solidarna Polska", której jest liderem, wydała oficjalny komunikat, w którym wyraża "smutek" z powodu prezydenckiego weta. "Ta decyzja oddala Polaków od istotnej poprawy sądownictwa. To zła decyzja dla Polski" - napisano. 

Na front walki z prezydentem Ziobro wysłał swoich najbliższych współpracowników. Atak na głowę państwa przypuścili we wtorek zastępcy ministra. Nie ukrywali rozżalenia.  

Patryk Jaki: - Jestem bardzo zawiedziony decyzją prezydenta Andrzeja Dudy o wetach do ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS; nie tak się z nim umawiałem jako jego wyborca. 

Michał Wójcik: - Bardzo ubolewam, że prezydent podjął taką decyzję. Pan Prezydent publicznie powiedział, że jeżeli jego poprawki zostaną wprowadzone do ustaw, to on je podpisze. Złamał publiczną obietnicę.

Sam Ziobro mówi, że "ruch prezydenta nie cieszy", ale o szczegółach swoich relacji z Andrzejem Dudą mówić na razie nie chce. Dopytywany przez dziennikarzy, odsyła do wywiadu, którego udzielił jednemu z tygodników, i który prawdopodobnie ukaże się w najbliższych dniach.

Prezydent mija się z prawdą?

Wiceministrowie oskarżają też Andrzeja Dudę o mijanie się z prawdą w sprawie konsultacji nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. Duda oświadczył, że nie mógł odbyć konsultacji, bo nie przedstawiono mu projektu, zanim został złożony w Sejmie. To nieprawda -  odpowiadają Jaki i Wójcik. 

Wójcik: - Z kuchni politycznej mogę tylko powiedzieć, że były rozmowy na ten temat.

Jaki idzie dalej i odgraża się: Nie jest prawdą to, że ustawy nie były konsultowane z Andrzejem Dudą. Przyjdzie czas pewnie, że będziemy więcej na ten temat mówili.

Kontratak Pałacu

Na kontratak ze strony Pałacu Prezydenckiego nie trzeba było długo czekać.

- Nie wypada, żeby wiceministrowie pouczali prezydenta. Jeśli któryś z wiceministrów osiągnie taki wynik wyborczy jak prezydent, czyli zdobędzie ponad 8,5 miliona głosów wyborców, to wtedy będą partnerami do dyskusji z prezydentem - wbija wiceministrom szpilę prezydencki rzecznik Krzysztof Łapiński. 

A to z kolei spotyka się z błyskawiczną reakcją Patryka Jakiego, który ostro odpowiada na Twitterze: "Partnerem do dyskusji dla mnie nie będą ludzie od "PR-u". Bo oni nigdy nie rozumieją dlaczego trzeba robić  "niePRowe" reformy państwa. Zaczepka KŁ daje szanse TVN na rozgrywanie obozu oraz podtrzymanie tematu konfliktu i emocji postKODu. Teraz widać kto ma jakie intencje (pisownia oryginalna - red.)". 

Wreszcie na wypowiedź Łapińskiego odpowiada sam Ziobro. - Znam prezydenta od lat, zawsze był skromny, zalecam jego rzecznikowi, żeby również zachował skromność i umiar - mówi.

Wielce prawdopodobne, że wymiana ciosów między Pałacem Prezydenckim a Ziobrą i jego ludźmi na tym się nie skończy. 

"Początek wojny na górze"

- To początek wojny na górze w obozie władzy - uważa dr Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego i były europoseł PiS, choć oficjalnie politycy partii rządzącej twierdzą, że nic takiego się nie dzieje. 

- Na razie strzały do siebie oddają halabardnicy i dobosze, a już z nazwy wynikać może, że dobosze i halabardnicy słabo strzelają. Jest oczywiste, że mają na to przyzwolenie swoich mocodawców - komentuje słowne przepychanki współpracowników Dudy i Ziobry w rozmowie z Interią dr Migalski. 

Ekspert jest przekonany, że Ziobro "spuścił swoich współpracowników ze smyczy" po konsultacji i za przyzwoleniem Jarosława Kaczyńskiego. - Ziobro uruchamiając swoich ludzi musiał być pewien, że nie spotka się to ze sprzeciwem Kaczyńskiego, tylko wprost przeciwnie, że znajdzie to u niego uznanie - uważa. 

Co więcej, jego zdaniem, "pozwolenie na podgryzanie prezydenta" dał sam Kaczyński. - To on szczuje tych, którzy dzisiaj atakują. Do wymiany zdań między ministrem Łapińskim a wiceministrami Jakim i Wójcikiem, dodałbym jeszcze wczorajsze, bardziej brutalne słowa Marka Suskiego wobec prezydenta Dudy, a tu możemy mieć pewność, że zostały wypowiedziane z podjudzenia prezesa Kaczyńskiego - mówi dr Migalski. 

Politolog zwraca uwagę na reakcję ze strony Pałacu. - Prezydent wyraźnie upoważnił swojego rzecznika do odpowiedzenia tym samym między innymi po to, żeby obniżyć rangę ataków, ale to nie oznacza, że odpuszcza. Nie udał, że nie usłyszał tych słów, tylko podjął rękawicę. To oznacza, że dynamika konfliktu narasta, a nie osłabia się - przekonuje. 

Splątane życiorysy polityczne Dudy i Ziobry

Jakie mogą być przyczyny konfrontacji między Dudą a Ziobrą? Zdaniem dr Migalskiego, w tej chwili dając zgodę na atak, Kaczyński i Ziobro rekompensują sobie upokorzenie, jakie ich spotkało ze strony prezydenta. 

Ale niewykluczone, że na całą sytuację mogą mieć też wpływ osobiste relacje prezydenta i ministra sprawiedliwości. Obu łączy przecież wspólna przeszłość, zakończona zerwaniem politycznej przyjaźni. 

Pochodzący z Krakowa Duda i Ziobro byli kiedyś w jednym obozie. Ziobro patronował karierze Dudy, a w zamian mógł liczyć na jego poparcie. Wszystko zmieniło się w 2011 roku, gdy Ziobro dokonał rozłamu w PiS i założył "Solidarną Polskę". Andrzej Duda opowiedział się wtedy po stronie Jarosława Kaczyńskiego. 

Potem w 2014 r. obaj ubiegali się o mandat do Europarlamentu. Sukces odniósł Duda, ale Ziobro otrzymał ogromną liczbę głosów i nie odnowił mandatu tylko dlatego, że jego partia nie przekroczyła progu wyborczego. 

Wtedy zaczął się okres publicznej wojny między dawnymi sojusznikami. Duda atakował Ziobrę, mówiąc, że ten otrzymał tyle głosów, bo ludzie myśleli, że nadal jest z PiS. W odpowiedzi Ziobro wypominał Dudzie, że to jemu zawdzięcza karierę. "Szanujmy się! Apeluję do niego za pośrednictwem Polsatu, aby powściągnął słowa, bo w przeciwnym razie spotka go bardzo przykra i twarda riposta" - straszył nawet Ziobro. 

Z biegiem czasu relacje obu polityków się poprawiły, ale raczej nie da się mówić o ponownej przyjaźni, a jeśli już, to szorstkiej. 

Kropla, która przeważyła?

Nie wiemy, i pewnie nigdy się nie dowiemy, czy osobiste zatargi miały wpływ na ostatnie wydarzenia, ale w jakimś stopniu mogą rzucać światło na relacje w obozie Zjednoczonej Prawicy. 

- Ostatnich wydarzeń nie można sprowadzać wyłącznie do konfliktu Duda-Ziobro. Być może był on kroplą, która ostatecznie przeważyła, ale tego nie wiemy na pewno - podkreśla w rozmowie z Interią prof. Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. 

Zdaniem eksperta, na decyzję prezydenta nałożył się cały szereg zdarzeń między nim a partią rządzącą. - Ignorowanie jego pomysłów i kompetencji, spory z ministrami Waszczykowskim i Macierewiczem, wreszcie sprawa prezydenckiej inicjatywy referendum, którą PiS potraktował, delikatnie mówiąc, jak niechciane dziecko, to łącznie, razem z protestami, stworzyło pewną masę krytyczną - mówi prof. Dudek. 

"Lodowata atmosfera"

Jak teraz ułożą się relacje między prezydentem a ministrem sprawiedliwości? Andrzej Duda zapowiedział, że przygotowywana przez niego reforma sądownictwa będzie konsultowana z różnymi środowiskami. 

Czy możliwe, żeby Pałac porozumiał się w tej sprawie z Ministerstwem Sprawiedliwości? Kilka godzin po wymianie ciosów Łapińskiego i Jakiego, wiceminister Wójcik zaczął tonować emocje.

- Chcę tutaj zapewnić, że na gruncie prawnym będziemy wspierali pana prezydenta, będziemy współpracowali, bo dogłębna reforma wymiaru sprawiedliwości jest po prostu Polakom bardzo, bardzo potrzebna - zapewnia zastępca Ziobry. 

- Trudno sobie wyobrazić, żeby nie było żadnej komunikacji między tymi dwoma ośrodkami. Konsultacje będą się odbywać w lodowatej atmosferze, ale zapewne jakieś relacje będą utrzymane, choć można też sobie wyobrazić, że prezydent skieruje projekt bezpośrednio do laski marszałkowej a Zbigniew Ziobro będzie się mógł wypowiadać jako poseł - mówi prof. Dudek. 

Między Dudę a Ziobrę wkroczy Kaczyński?

Co może w takiej sytuacji zrobić Jarosław Kaczyński? Czy prezes PiS będzie próbował jakoś rozgrywać relacje Dudy i Ziobry? 

Zdaniem dr. Migalskiego sprawa jest już jasna. - Mamy otwartą wojnę. Dzisiaj w tym konflikcie Kaczyński stanął po stronie Ziobry i wraz z nim atakuje prezydenta - uważa politolog z Uniwersytetu Śląskiego. 

Inaczej sprawę widzi prof. Dudek. - Myślę, że prezes Kaczyński będzie się teraz kierował zimnym pragmatyzmem, chłodną kalkulacją, w której jednak mimo wszystko prezydent jest ważniejszy niż minister Ziobro, ale jest pytanie czy prezydent będzie stawiał sprawę na ostrzu noża. Nie wiemy, jak to będzie zakulisowo wyglądało. Jedno jest pewne, między PiS-em a Dudą musi zostać zawarte coś w na kształt kontraktu regulującego ich dalsze relacje, i być może elementem tego kontraktu będzie punkt dotyczący ministra Ziobry - uważa politolog. 

- Na pewno nie jest tak, że dla Kaczyńskiego Ziobro jest ukochanym wychowankiem, którego trzeba chronić za wszelką cenę. Ta epoka już dawno minęła i nie wróci - podkreśla. 

Według prof. Dudka, Jarosław Kaczyński bardzo chętnie pozbyłby się Ziobry, gdyby tylko miał pewność, że nie spowoduje to utraty samodzielnej większości przez PiS. - Kaczyński nie będzie się bardzo angażował w układanie relacji między Dudą i Ziobrą, tylko będzie się zastanawiał, co się stanie, gdyby musiał pozbyć się Ziobry na żądanie Dudy. Myślę, że to najbardziej teraz prezesa Kaczyńskiego nurtuje - uważa ekspert z UKSW. 

Emocje wezmą górę

Jaka jest szansa, że kiedy pierwsze emocje opadną, temperatura sporu między Andrzejem Dudą a Zbigniewem Ziobro stopnieje?  

- Interesy polityczne wskazywałyby na to, że ten konflikt powinien zostać wygaszony, ale widać, że on będzie narastał. Polska polityka kieruje się emocjami i bardzo często one zwyciężają ponad chłodną analizą interesów obu stron - nie ma złudzeń dr Migalski.                              

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje