Petru odejdzie z Nowoczesnej? Zembaczyński: Po męsku wypadałoby dotrzymać słowa

Ryszard Petru, Joanna Schmidt i Joanna Scheuring-Wielgus /Jacek Dominski/ /Reporter

Każdy, kto dzisiaj opuszcza szeregi koalicji obywatelskiej PO i Nowoczesnej, jest pożytecznym idiotą PiS-u - komentuje odejście z Nowoczesnej posłanek Joanny Scheuring-Wielgus i Joanny Schmidt w rozmowie z Interią Witold Zembaczyński, poseł i wiceprzewodniczący Nowoczesnej. - To wszystko łączy się z Ryszardem Petru - dodaje.

Reklama


Aleksandra Gieracka, Interia: Posłanki Joanna Scheuring-Wielgus i Joanna Schmidt ogłosiły dzisiaj, że odchodzą z Nowoczesnej. To początek końca partii? 

Reklama

Witold Zembaczyński, poseł i wiceprzewodniczący Nowoczesnej: - Powiem bardzo krótko i dosadnie: każdy, kto dzisiaj opuszcza szeregi koalicji obywatelskiej PO i Nowoczesnej, jest pożytecznym idiotą PiS-u. Nie sądzę, żeby ich odejście mogło w jakikolwiek sposób zadziałać na Nowoczesną, dlatego że Nowoczesna to nie jest tylko klub poselski, ale również tysiące działaczy w Polsce, osób, które dzięki skutecznej koalicji będą kandydatami do sejmików, rad miejskich, burmistrzów i prezydentów. Liczy się to, co przed nami, rysuje się sukces. Radni, których dzisiaj posiadamy, to osoby, które do nas przystąpiły, a kolejni zostaną wybrani. 

To brzmi jak robienie dobrej miny do złej gry. Nowoczesna nie ma jeszcze przetartych ścieżek w samorządzie, na tym szczeblu będzie debiutować w nadchodzących wyborach, na razie to klub poselski jest wizytówką partii. Od dawna słychać o konfliktach wewnętrznych. A teraz odchodzą dwie jej współzałożycielki, jedne z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Nowoczesnej. Trudno uwierzyć, że wszystko jest w porządku. 

- To odejście oczywiście ma jakiś wpływ na nasz wizerunek, ale nie będzie miało odbicia w strukturach. Życzę paniom wszystkiego dobrego, gdziekolwiek się wybierają. Dla mnie jest ważne, żeby w klubie poselskim i wewnątrz struktur działały osoby, które utożsamiają się z naszym programem, z naszymi wartościami. 

Posłanki zarzucają Nowoczesnej, że to władze partii nie kierują się wartościami, które leżały u podstaw Nowoczesnej. Joanna Scheuring-Wielgus powiedziała, że "nie akceptuje fałszu, kłamstwa". Z kolei Joanna Schmidt oświadczyła, że "nie może zgodzić się na sposób, w jaki dzisiaj traktowane są wartości Nowoczesnej". 

- To jest taki spin, to w żaden sposób nie odnosi się do rzeczywistości. 

Joanna Scheuring-Wielgus poinformowała, że dostała zakaz wypowiedzi w sprawie protestu osób niepełnosprawnych. Przewodnicząca partii Katarzyna Lubnauer i szefowa klubu Kamila Gasiuk-Pihowicz temu zaprzeczyły. Kto ma rację? 

- To przykre kłamstwo Joanny Scheuring-Wielgus. Nic takiego nie miało miejsca. Byłem na tym posiedzeniu klubu i z pełną odpowiedzialnością to dementuję. 

Odejście Joanny Schmidt to, pana zdaniem, reakcja na złożenie legitymacji przez Joannę Scheuring-Wielgus, czy uzgodniona między posłankami strategia? 

- O to trzeba pytać Ryszarda Petru. 

Petru inspirował ten ruch? 

- Trudno mi powiedzieć. Mogę powiedzieć jedynie, że reakcje struktur, za które odpowiadam, są takie, że jeżeli ktoś nie podpisuje się pod wielką misją realizacji koalicji obywatelskiej, to niech idzie tam, gdzie czuje się komfortowo. Wewnątrz struktur nie widzę oddźwięku na to wydarzenie. To jest wydarzenie spersonalizowane do tych konkretnie dwóch osób. 

Obie posłanki to bliskie współpracowniczki Ryszarda Petru. 

- To się wszystko łączy z Ryszardem i to on mógłby najwięcej powiedzieć o realnych powodach ich odejścia. 

Joanna Schmidt stwierdziła dziś, że decyzje o opuszczeniu partii mogły "uruchomić kolejne działania". Będą następne odejścia z partii? 

- Nie czuję takiego zagrożenia. Funkcjonowanie klubu nie jest w żaden sposób zagrożone. 

Spodziewa się pan teraz jakiś ruchów ze strony Ryszarda Petru? 

- On jest nieprzewidywalny. 

Dlaczego akurat w tym momencie nastąpił wyłom w partii? 

- Trudno powiedzieć. To jest realizowanie jakiś swoich osobistych interesów. Polityka to jest gra zespołowa. To nie jest gra na siebie samego, tylko na wynik całej formacji i koalicji. Nie umiem znaleźć racjonalnych powodów decyzji o odejściu, poza stricte personalnymi pobudkami, ale naprawdę patrzę optymistycznie w przyszłość. Czuję ulgę. Wolę, żeby został ktoś, kto chce pracować, ktoś, na kim można polegać, kto realizuje wspólne cele. 

Posłanki, które odeszły, szkodziły Nowoczesnej? 

- Czasami mniej to znaczy lepiej. Wolę, żeby klub był oparty o osoby, które utożsamiają się z Nowoczesną, które akceptują demokratyczne wybory. Jeżeli jesteśmy po całym procesie wyborczym, a ktoś nie umie się pogodzić z tym, że ktoś wygrał, a ktoś przegrał, to znaczy, że nie pasuje mu w ogóle demokracja jako taka. Może niech poszuka sobie miejsca gdzie indziej. 

W ostatnim czasie pojawiły się spekulacje, że grupa posłów zamierza złożyć wniosek o odwołanie Kamili Gasiuk-Pihowicz ze stanowiska szefowej klubu poselskiego. Pojawiła się taka inicjatywa? 

- To był fake news, puszczony prawdopodobnie ze strony osób, których już dzisiaj nie ma w Nowoczesnej. Formalnie do tego potrzebne było siedem podpisów, ich nie ma. Wniosku prawdopodobnie też nie będzie, a na jego przegłosowanie nie ma żadnych szans.    

Według pana Ryszard Petru powinien opuścić Nowoczesną? 

- Ryszard Petru zapowiedział, że jeśli przegra głosowanie o odwołanie Kamili Gasiuk-Pihowicz i nie zdoła objąć fotela szefa klubu, to wtedy odejdzie. Po męsku wypadałoby zatem dotrzymać słowa, które sam wypowiedział. 

Rozmawiała: Aleksandra Gieracka
 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje