PO przegania PiS. "Działa mechanizm widoczny w poprzedniej kadencji"

Grzegorz Schetyna /Krystian Maj /FORUM

Po raz pierwszy od wyborów PO wyprzedziła PiS w sondażach. - Liczba problemów, które ściągnęła sobie na głowę koalicja rządząca jest tak duża, że skutkuje to zmęczeniem materiału i odwróceniem trendu. Wiele jeszcze może się zdarzyć, ale jest to sygnał, że polska polityka jest nadal normalna - mówi w rozmowie z Interią dr Jarosław Flis, socjolog polityki z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Reklama

Półtora roku po wyborach Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy traci pozycję lidera w sondażach. Gdyby wybory odbyły się dzisiaj wygrałaby je Platforma Obywatelska z wynikiem 31 proc. Na PiS głos oddałoby 29 proc. wyborców - wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez Kantar MB SA dla "Faktów" TVN i TVN24. 

W porównaniu z poprzednim badaniem, Platforma odnotowała 4-punktowy wzrost poparcia. Wynik PiS-u się nie zmienił. Na trzecim miejscu plasuje się Kukiz'15, na którego głos oddałoby 10 proc. uczestników badania. 

Trend widoczny od tygodni

Reklama

- Od paru tygodni było widać taki trend. Od dłuższego czasu poparcie PiS-u i połączonych sił Platformy i Nowoczesnej było zbliżone, a w momencie, w którym nastąpił przepływ od Nowoczesnej z powrotem do PO, to na przedłużeniu tego trendu jest zjawisko, które widzimy w tej chwili. Poparcie dla PO i PiS się styka. Oczywiście to wszystko jest w granicach błędu, ale trend jest jaki jest - komentuje w rozmowie z Interią dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Ekspert przypomina, że w poprzedniej kadencji też mieliśmy kilka przecięć poparcia po różnych wydarzeniach. 

Największe powody do niezadowolenia ma Nowoczesna. Dziś popiera ją zaledwie 5 proc., co sytuuje ją na granicy progu wyborczego. Partię Ryszarda Petru wyprzedza nawet nieobecny w Sejmie SLD. Na Sojusz zagłosowałoby 6 proc. badanych.

Z trzyprocentowym poparciem do Sejmu nie weszłoby PSL.

PiS sam sobie winien

Według dr. Flisa, wszystko wskazuje na to, że polską polityką, tak jak każdą inną, rządzą te same reguły. - To znaczy za błędy się płaci, i żadne wielkie działania, wielkie akcje nie zmieniają tej równowagi - uważa nasz rozmówca.

Prawo i Sprawiedliwość nie ma ostatnio dobrej passy: "27-0" przy ponownym wyborze Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, "Lex Szyszko", zamieszanie z Bartłomiejem Misiewiczem, napięta atmosfera wokół Antoniego Macierewicza, czy rezygnacja Wacława Berczyńskiego z funkcji szefa podkomisji smoleńskiej po niejasnej wypowiedzi o caracalach. 

- Liczba problemów, które sobie ściągnęła na głowę koalicja rządząca jest tak duża, i kłopoty z radzeniem sobie z konfliktami, raczej ich podgrzewanie niż łagodzenie, skutkuje tym, że następuje zmęczenie materiału i odwrócenie trendu - komentuje socjolog. 


Dowód na "normalność" polskiej polityki

- Wiele jeszcze się może zdarzyć, ale jest to sygnał, że polska polityka jest nadal normalna. Jest grupa wyborców, która zmienia zdanie pod wpływem tego, co się dzieje, i to ona przesądzi o tym, kto wygra kolejne wybory, i to o nią trzeba zabiegać - uważa dr Flis.

Według eksperta, na odbudowujące się poparcie Platformy wpływ mają nie tylko kłopoty PiS-u, ale też aktywność Grzegorza Schetyny i nowych twarzy w partii, niekojarzących się z rządem PO-PSL. 

- Mija czas. Działa ten sam mechanizm, który widzieliśmy w poprzedniej kadencji. Im bardziej oddalają się wydarzenia, tym mniejszą mają dla ludzi wagę. PiS też wtedy przegrało wybory, a potem stopniowo mijały lata i straszenie PiS-em coraz mniej działało, i coraz mniej było skojarzeń z tym, co się działo wcześniej - wyjaśnia.

- To reguła wahadła, która działa w demokracji. Jak widać demokracja w Polsce jest zupełnie normalna, niezależnie od tego, że po jednej i po drugiej stronie panuje wiara, że w polskiej polityce nie jest normalna sytuacja - podsumowuje dr Jarosław Flis. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje