Polityka Putina jak scenariusz kryminału. Rozmowa z Krystyną Kurczab-Redlich

Krystyna Kurczab-Redlich /Wojtek Laski /East News

Z Krystyną Kurczab-Redlich, dziennikarką, wieloletnią korespondentką w Rosji i autorką bestselerowej biografii Władimira Putina, rozmawia Aleksandra Gieracka.

Reklama

Aleksandra Gieracka: Od początku, odkąd w 2000 r. Władimir Putin został prezydentem Rosji, śledzi pani jego poczynania. W najnowszej książce "Wowa, Wołodia, Władimir, Tajemnice Rosji Putina" pierwszą z tajemnic, jaką pani ujawnia jest trudne dzieciństwo bohatera, które miało ogromny wpływ na jego postępowanie. 

Krystyna Kurczab-Redlich: - Nie ma w tym nic odkrywczego, że dobre dzieciństwo na ogół pozytywnie buduje człowieka, a złe - deformuje jego psychikę. Dzieciństwo Putina zdeformowało jego psychikę przez nieszczęścia, jakie przeszedł. Jego oficjalny życiorys nie jest prawdą. 

Reklama

Data i miejsce urodzenia Putina nie zgadza się z oficjalną biografią? Inna matka, inny ojciec? 

- To trudny wątek, bo zakrawa na melodramat z podrzędnego serialu. Większość biografów odrzuca go właśnie z tego powodu. A jeśli się już nim zajmuje, robi to dość pobieżnie (np. rosyjski politolog Stanisław Biełkowski), albo też nie kojarzy tych faktów z wpływem na osobowość bohatera (jak rosyjscy autorzy Jurij Felsztynski i Władimir Pribyłowski). Ciekawe jednak, że autorów trzymających się oficjalnej wersji biografii prezydenta Rosji nie zastanowił fakt, iż żaden z sąsiadów państwa Putin nie wspomina, by widział w ciąży "biograficzną" matkę Wowy (tak brzmi zdrobnienie od imienia Władimir), niemal czterdziestodwuletnią, wyniszczoną wojną, Marię, nie pamięta jej z dzieckiem w wózku, nie kojarzy z niemowlakiem. Koledzy Putina z petersburskiego podwórka natomiast pamiętają, że pewnego dnia pojawił się tam drobny, może siedmioletni, a może i starszy chłopak, a "ciocia Marusia" przedstawiła go: "To jest mój syn Wowa. Nie róbcie mu krzywdy".

Z czym musiała się zmierzyć Wiera, prawdziwa matka Putina, a potem on sam jako mały chłopiec? 

- Szczegóły są łatwiejsze do wyjaśnienia w książce, tu przenieśmy się od razu do Gruzji, bo Wiera wyszła za mąż za Gruzina. Po jakimś czasie sprowadziła do Gruzji trzyletniego już synka, który wychowywał się u jej rodziców. Ale Kaukaz nie toleruje nieślubnych dzieci, więc Wowka miał ciężkie życie. Szybko opanował zasady popularnej na Kaukazie walki "sambo", co jest skrótem od "samoobrony". Nauczył się bić, nauczył się bronić. Jednak traumy tamtych lat: bicie przez ojczyma, kpiny dzieci wiejskich, a wreszcie ponowne oddanie dziecka przez matkę do jej rodziców i przekazanie go przez nich - jak pakunku - krewnym w Petersburgu, poczyniły nieodwracalne szkody w chłopięcej psychice.

Pani sugeruje, że tu trzeba szukać przyczyn okrucieństwa Władimira Putina. 

- Choć odwołuję się do opinii psychologów, nie odkrywam żadnych nowin biologiczno-psychologicznych, łączę tylko fakty. Jeżeli setna książka na temat życia Stalina zaczyna się od tego, jakie ten tyran miał trudne dzieciństwo, to ja pozwoliłam sobie na możliwie dokładną analizę dzieciństwa Putina po to, by zrozumieć jego niebywałą - nawet dla polityka - łatwość posługiwania się kłamstwem i szantażem, jego wyjątkowy cynizm, a wreszcie jego wyjątkowe okrucieństwo. 

Przedstawia pani listę osób, w których śmierć Putin mógł być zamieszany. Sporo ich.  

Sama byłam wstrząśnięta niepodważalnym - na co wskazują fakty - związkiem Władimira Putina z wieloma zgonami, w tym i ludzi dość mi bliskich, którym poświęciłam tę pracę. A podczas zbierania materiału do niej wypłynęło tyle nazwisk, że byłam w szoku. Choć przecież powinnam być przygotowana obserwując to, co zaczęło się dziać w Czeczenii w 1998 roku, kiedy jeszcze nikomu nieznany szef FSB (Federalnej Służby Bezpieczeństwa, dawniej KGB) Putin nadzorował wywołanie kolejnej wojny z Czeczenią. 

Wątkowi czeczeńskiemu poświęca pani wiele uwagi zarówno w biografii Putina, jak i we wcześniejszych książkach.  

- Ta maleńka republika gdzieś na Kaukazie Północnym wydaje się nam tak odległa, że prawie nierealna. Nie zdajemy sobie sprawy z charakterologicznych podobieństw między nami jak choćby szczególnie silne poczucie honoru narodowego i godności osobistej. Polacy pod panowaniem carów i skolonizowani przez carat Czeczeni wywoływali powstania w tym samym czasie, i z tym samym skutkiem. Nam jednak udało się wreszcie wyrwać spod zależności od Moskwy, im nie, bo terytorialnie należą do Rosji. Ale że żadna z republik rosyjskich nie walczyła tak o niepodległość, jak Czeczenia, to właśnie ona zapłaciła za to straszliwie: zrujnowaną przez bomby stolicą oraz setką tysięcy trupów podczas wojny wydanej im przez poprzedniego prezydenta - Borysa Jelcyna. 

- Zaskoczył mnie wtedy, podczas tamtej "jelcynowskiej" wojny, brak nienawiści do Rosjan, szczególnie do zabiedzonych i zagłodzonych poborowych, których Czeczeni często karmili i pomagali im na tyle, na ile mogli. Zaskakujące było to, że odróżniali władzę, która wydała im wojnę, od zwykłych Rosjan, którzy musieli brać w niej udział.  

Potem to się zmieniło?  

- Putin wysyłał do Czeczenii głównie "kontraktowych", czyli ludzi, którzy podpisywali kontrakt na zabijanie. Często ludzi po ciężkich wyrokach, zdeprawowanych, zwalnianych właśnie po to, by jechać do Czeczenii. Oni wprowadzili najgorsze więzienne zwyczaje do wojska. Spici i naćpani bywali straszliwie okrutni. Mimo, że w czasie "jelcynowskiej" wojny ludzie bardzo cierpieli, to w porównaniu z tym, co zgotował im Putin, tamtą wojnę nazywali łagodną. Nocne akcje wojska, podczas których wyrwanych ze snu ludzi bito, gwałcono, grabiono, a mężczyzn porywano po to, by pod wpływem tortur przyznali się, że są bojownikami... Rozrywanie dynamitem ludzi, czasem i związanych w grupy... Sprzedawanie rodzinom zwłok tych, którzy tortur nie przetrzymali...      

Widziała to pani z bliska, na miejscu.  

- Owszem. A na samym początku wojny byłam świadkiem takiego zdarzenia: Grozny od niemal miesiąca był bombardowany dywanowymi nalotami, ludzie nie mogli wyjść z piwnic, i w pewnym momencie im ogłoszono: możecie uciekać do sąsiedniej Inguszetii, droga otwarta. Rzucili się więc do autobusów, samochodów, nawet ciągników, tak jak stali. Pojazdy zapełniały drogę, jeden za drugim, kilometrami. Nadleciały rosyjskie śmigłowce i zaczęły te samochody bombardować. Przypomniało mi to opowiadanie mojej mamy, jak na początku II wojny światowej uciekała z Polski na wschód i hitlerowcy bombardowali pełną ludzi drogę. Te dwa momenty w historii różnią się tym, że o wojnie w Polsce mówi się po dziś dzień, o wojnie w Czeczenii - milczy.  

W książce podkreśla pani, że wojna w Czeczenii wpłynęła na późniejsze działania Putina już jako prezydenta. W jaki sposób?  

- Przede wszystkim został prezydentem na skutek manipulacji, którą nazywam "koronkową robotą z tronem w tle". Polegała ona na wmontowaniu Czeczenów w nową wojnę tak, by winę można było zwalić na nich samych, a Putina postawić na czele operacji wojskowej przeciwko nim. Kilku agentów czeczeńskich, knowania na Kremlu, i - bingo! Nikomu nieznany Władimir Putin (gdy jako szef FSB zatelefonował do jednego z wicepremierów, jego asystent spławił go jak intruza) staje się rozpoznawalny od kiedy - już jako premier - obiecał topić terrorystów w wychodku. A na tę kremlowską manipulację - wymyśloną także i przez niego jako szefa FSB - powołuje się Putin po dziś dzień zapewniając z wielkim patosem, że gdyby nie on, Czeczeni oderwaliby Kaukaz i Rosja by się rozpadła. Żeby ta cała detektywistyczna historia wprowadzenia Putina na Kreml stała się jasna, rzeczywiście musiałam poświęcić Czeczenii dużo miejsca. Udowodnienie, że prezydent Rosji nieustannie kłamie wymagało bardzo dokładnego udokumentowania.   

Przywódcy Zachodu patrzą z pobłażaniem na to, co robi Putin.

- Poprawność polityczna przegrywa, gdy staje się polityczną ślepotą. Od czasu, gdy zabrakło prezydenta Reagana i premier Thatcher, zabrakło wielkich politycznych osobowości. Pozostali konformiści. Doskonale wiedzą, że po wojnie w Czeczenii Putin jest zbrodniarzem wojennym, i wiedzą, że wcześniej, we wrześniu 1999 roku kiedy był szefem FSB, doszło do niewyjaśnionych zamachów terrorystycznych a tych, którzy prowadzili w tej sprawie własne śledztwa, jak Politkowska, Litwinienko, Juszenkow czy Szczekoczichin, zabito. Mają wszelkie możliwości, by wiedzieć, że zamach na teatr Dubrowka, na szkołę w Biesłanie, i wiele innych głośnych zamachów terrorystycznych przypisywanych Czeczenom, to wspólna robota czeczeńskich zdrajców i rosyjskich służb specjalnych. Ponieważ trudno w to uwierzyć musiałam dokładnie ukazać komu i do czego były te zamachy potrzebne, bo bez szczegółów trudno udowodnić, że mógł mieć w tym interes sam Putin.  

Blair, Chirac, Bush, Berlusconi czy Schröder poklepywali się z Putinem po ramionach, pozowali wspólnie do zdjęć, zadowoleni, uśmiechnięci

- Gdyby Blair - nazywający Putina "my friend", Chirac - odznaczający go orderem Legii Honorowej, Bush - widzący w oczach Putina porządnego człowieka, Schröder - ukręcający łeb niemieckim śledztwom w sprawie udziału Putina w międzynarodowym handlu narkotykami i bronią - jeżeli wszyscy oni zachowywaliby się jak prawdziwi liderzy demokratycznych państw, nie byłoby już Putina u władzy. To oni i im podobni umocnili jego międzynarodową pozycję, pozwolili, żeby błyszczał na międzynarodowych salonach, co w kółko pokazywała rosyjska telewizja, i co przełożyło się na poparcie wewnątrz kraju. Nasz Putin jest wielki, nasza Rosja jest potężna. Wiwat! Zlekceważyli ludobójstwo w Czeczenii, wojnę w Gruzji zamietli pod dywan, patrzyli przez palce na to, co wyprawia na Ukrainie, jak szantażuje nieposłusznych polityków i biznesmenów. Liczyła się tylko ropa i gaz, i zyski niemieckich czy francuskich biznesmenów. Doszło wreszcie do aneksji Krymu, na co Zachód też chętnie przymknąłby oczy, ale już nie mógł, bo było to tak oczywiste pogwałcenie prawa międzynarodowego.            

- Czytelnicy recenzując moją książkę często piszą, że czyta się ją jak dreszczowiec. Owszem, starałam się, żeby nie była to nudna lektura, ale fakty tworzyłam nie ja, lecz Władimir Władimirowicz. Każdy etap jego życia to powieść detektywistyczna, każde pociągnięcie polityczne to scenariusz kryminału, ot choćby to jak wymanewrował Ukrainę z drogi do Unii Europejskiej, i to jak jego ludzie dyrygowali pacyfikacją Majdanu, i to że - ponieważ kłamie, iż rosyjskich żołnierzy na Ukrainie nie ma - z ciałami poległych robi się różne rzeczy, byleby ich tylko oficjalnie nie grzebać w Rosji.  

Przerażająco brzmią też historie ludzi, którzy ośmielili się stanąć Putinowi na drodze.          

- Mówiłyśmy już o tych, którzy zapełniliby rozległą aleję cmentarną. W absolutnej większości przypadków nie przeprowadzono jawnych procesów, przyczyn śmierci nie dociekano lub dochodzenie umarzano. W lepszej sytuacji oczywiście są ci, którzy się Putinowi narazili tylko na tyle, by parę lat spędzić w rosyjskim więzieniu albo w kolonii karnej, czyli łagrze. 

Najgłośniej było o procesie grupy Pussy Riot. 

- Mogłam o tym napisać dzięki jednej z dziewczyn z Pussy Riot, która dokładnie opowiedziała jak wygląda dzień w kolonii karnej, jak można się znęcać nie tylko wprost - bijąc kobiety, czasem i zabijając, ale choćby odcinając je przez dwa tygodnie od możliwości umycia się czy przez cały dzień w zimie zabraniając wejścia do budynku. Od lat interesuję się dramatami więźniów politycznych w Rosji, znęcaniem się nad nimi w koloniach, poddawaniu ich  torturom. I powtarzam, że czuję wielki szacunek dla każdego Rosjanina, który ma odwagę wyjść dzisiaj na ulicę z antyputinowskim plakatem. Pod koniec książki przytaczam słowa, które wygłosił na sali sądowej opozycjonista Ildar Dadin skazany na trzy lata łagru: "Jestem gotów iść do więzienia, by pozostać człowiekiem. Nie chciałem biernie brać udziału w zabijaniu Czeczenów, Gruzinów, Ukraińców i Syryjczyków. Owszem, boję się, bardzo chcę żyć, ale strach trzeba kontrolować." A teraz, raptem rok później, wysłannicy jednej z organizacji humanitarnych stwierdzają na jego rękach ślady podwieszania w kajdankach, a Dadin się trzęsie, drży, dziwnie mówi. Piszą więc, że teraz to zupełnie inny człowiek, niż ten, którego pamiętamy z sali sądowej... Tortury w miejscach odosobnienia są takie, że osadzeni często podcinają sobie żyły. 

Mimo tego wszystkiego wydaje się, że Władimir Putin cieszy się sporym poparciem wśród rosyjskiego społeczeństwa. 

- O właśnie - wydaje się. Traktujemy to zjawisko "po zachodniemu", jakby on z kimś od lat wygrywał, a w Rosji funkcjonowało społeczeństwo obywatelskie w zachodnim stylu. A kiedyż to społeczeństwo miało historyczną chwilę wytchnienia od terroru władzy i mogło stawać się społeczeństwem obywatelskim? Po Mongołach popada w tyranię carów, od carów - w odmóżdżenie ideologią radzieckiego komunizmu. Potem - krótka przerwa na Gorbaczowa i Jelcyna, i znowu władza autorytarna. Gdy u nas na sejmikach szlacheckich przyjmowano ustawy kontrolujące władzę króla, to tam za antycarską poezję zsyłano na Sybir, a poddanych chłopów batożono za to że krzywo na bojara spojrzeli. Świadomość obywatelską kształtowały i uniwersytety: w 1088 r. powstaje uniwersytet w Bolonii, w 1364 r. w Krakowie, a w Moskwie dopiero w 1755. To są cezury, do których musimy się odwoływać, z tym większym szacunkiem dla obywatelskich postaw Rosjan. Trakt historyczny ich demokracji jest o wiele trudniejszy od naszego. 


- A poza tym Putinowi nie trudno być najważniejszym, bo nie ma żadnej konkurencji, wyciął ją totalnie, liderów opozycji unieszkodliwił: albo nie żyją, albo siedzą za kratkami. Mało kto zdaje sobie sprawę, że w 2012 roku, przed ostatnimi wyborami prezydenckimi niezależne agencje socjologiczne zanotowały poparcie dla Putina w wysokości 26 procent! Dopiero po aneksji Krymu to poparcie rzeczywiście poszybowało pod statystyczne niebiosa. A poza tym - wszystkie kanały informacyjne są podporządkowane Kremlowi. Jak więc może dotrzeć do narodu bodaj ta podstawowa informacja, że Putin jest nielegalnym prezydentem, bo wszystkie wybory z jego udziałem były sfałszowane? I wreszcie - ileż się dzisiaj znajdzie takich, którzy otwarcie przyznają, że nie popierają prezydenta? No i najważniejsze: jest on gwiazdą telewizyjną. Wyobraźmy sobie, że po osiemnaście razy dziennie widzimy tego samego człowieka w roli głównej: Putin otwiera, Putin zamyka, Putin wśród krów, Putin wśród matek... 

Putin w samolocie, Putin na nartach, Putin na koniu z nagim torsem, z karabinem. Skąd się wzięło upodobanie do prezentowania takiego wizerunku prezydenta Rosji? 

- To pomysł mistrza PR - Wladislawa Surkowa, który wyczuł, że półgoły Putin, świetnie podnosi libido kobiet, które stanowią w Rosji statystyczną większość, a ta większość jest na ogół samotna. I dlatego, że rozwody są bardzo częste, i dlatego, że rosyjscy mężowie nadużywają alkoholu i szybko im przechodzi ochota na amory. Tej strony odbioru społecznego biografowie nie poruszają, bo to nieeleganckie. Politolodzy mogą rozprawiać o taktyce czy strategii Putina, a istotne jest to, że rosyjskie kobiety wierzą w niego, jak w Boga, a co najmniej jak w zbawcę, który obroni je przed wszelkim złem. Istotne jest i to, że te 16 milionów Rosjan żyjących poniżej granicy ubóstwa nie buntuje się, bo przywykło do inercji, a poza tym mgliście zdaje sobie sprawę jak gdzie indziej wygląda życie. 

- Czy gdyby to poparcie rzeczywiście było tak wysokie jak głosi kremlowska propaganda rozprzestrzeniana przez światowe media, to posłuszna Kremlowi Duma przyjęłaby cały pakiet ustaw jeszcze bardziej ograniczających jakikolwiek bunt? Jedna z ustaw pozwala otworzyć ogień do demonstrantów, jeśli mają oni zamiary terrorystyczne. A co takim zamiarem jest - określi odpowiedni funkcjonariusz. Żadnych więc tam demonstracji, marszów, manifestacji, pochodów! Dopuszczalne są, i to w bardzo ograniczonym zakresie - tylko jednoosobowe pikiety. 

Jest szansa, że w społeczeństwie rosyjskim zajdzie przemiana? 

- Coraz mniejsza. Trzeba wyraźnie podkreślić, że z końcem lat 80. skończył się terror. Gorbaczowska pieriestrojka lansowała głasnost, można było mówić prawdę. Ludziom, którzy dotychczas mieli gardła zaciśnięte nagle otwarły się usta, przestali się bać. Byłam świadkiem tego wspaniałego czasu. Ale pamiętam kobietę, fryzjerkę, która mi mówi: nie pytaj mnie o przeszłość, nie pytaj mnie o nic, bo ja mam jeszcze ciągle kłąb strachu w gardle... Przy Putinie, szczególnie podczas jego ostatniej kadencji, strach powrócił.

W 2018 r. odbędą się kolejne wybory prezydenckie. Czy zaostrzanie prawa, to działanie mające na celu utrzymanie władzy? Putin boi się, że ją straci? 

- Gdyby się nie bał odpowiedzialności za przestępstwa, nie otaczałby się takimi zasiekami z ustaw, czy niedawno powołaną Gwardią Narodową. Wydaje się jednak, że wybory prezydenckie w USA zmieniły wiele. Jawna ingerencja Rosjan w kampanię wyborczą Trumpa i jego zwycięstwo, nie tylko podniosły notowania Putina, ale prawdopodobnie zmienią światowy układ sił. Na jego korzyść. 

Co po Putinie? Kiedyś będzie musiał oddać władzę. 

- Dobrowolnie nie odda. A jeśliby to się zdarzyło, to słychać prognozy, że przyjdzie ktoś gorszy od Putina. Ja takiego osobnika nie widzę. Tak samo jak nie było równoznacznika Stalina. Putin, o czym dużo jest w mojej książce, przedstawia specyficzny model psychologiczny. Jest szczególnie cyniczny, szczególnie okrutny, szczególnie mściwy. Mogą się pojawić inni i okrutni i mściwi, ale nie szczególnie, tylko normalnie. Wtedy Rosja będzie jednak inna.  

Rozmawiała Aleksandra Gieracka

Książka "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina" ukazała się nakładem wydawnictwa WAB

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje