Wolność zgromadzenia prawem dla uprzywilejowanych?

Manifestacja w Waszawie /Stepan Rudyk /FORUM

W Sejmie trwają prace nad zmianami w ustawie o zgromadzeniach. Pomysłodawcy projektu - posłowie PiS - przekonują, że nowe regulacje zwiększą zakres swobód obywatelskich. Wszystkie partie opozycyjne nie popierają zmian. Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę na powstanie hierarchii zgromadzeń z uprzywilejowaną pozycją dla państwa oraz kościoła i związków wyznaniowych. Z kolei Helsińska Fundacja Praw Człowieka alarmuje, że ograniczona zostanie możliwość kontrmanifestacji i organizowania manifestacji spontanicznych.

Reklama

"Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich" - brzmi artykuł 57 Konstytucji RP. 

Prawo do zgromadzenia to jedna z podstawowych wolności obywatela w państwie demokratycznym. 

Reklama

- To jest wolność obywatela do wyrażenia swojego sprzeciwu lub poparcia dla rzeczy publicznej. Ponieważ ma to charakter publiczny, to nawet wygoda innych zgromadzeń lub nawet wygoda władz publicznych, nie może być przesłanką do tego, żeby ograniczać możliwość publicznego wyrażania swoich poglądów - wyjaśnia istotę prawa do zgromadzenia Barbara Grabowska-Moroz z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. 

Projekt, który po burzliwej dyskusji w czasie pierwszego czytania, odesłano do komisji, zostanie przegłosowany jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu. 

To kolejna w ostatnim czasie ustawa procedowana w błyskawicznym tempie, i kolejna, która budzi liczne kontrowersje. 

Nowe przesłanki zakazu zgromadzenia

Posłowie PiS chcą, by możliwe było otrzymanie zgody na cykliczne organizowanie zgromadzeń w tym samym miejscu przez trzy lata. Gmina mogłaby zakazać innego zgromadzenia, jeśli miałoby się ono odbyć w miejscu i czasie, gdzie odbywa się zgromadzenie cykliczne. 

Pierwszeństwo będą miały zgromadzenia organizowane przez władze państwowe oraz zgromadzenia organizowane przez kościoły i inne związki wyznaniowe. 

Konkretne miejsce będzie niejako "zarezerwowane" przez organizatora. 

 - Ustawa wprowadza nowe przesłanki, pozwalające na zakazanie zgromadzeń publicznych. Jedną z nich jest przesłanka generalna mówiąca, o tym, że zgromadzeniom państwowym, czy zgromadzeniom organizowanym przez związki wyznaniowe "nie przeszkadza się", nie ma kontrmanifestacji w momencie i miejscu, gdzie odbywają się uroczystości państwowe, zgromadzenia państwowe czy zgromadzenia związków wyznaniowych - zwraca uwagę Barbara Grabowska-Moroz. 

Spór o kontrmanifestacje

Posłowie PiS przekonują, że wprowadzenie nowych przepisów ma na celu poszerzenie swobód obywatelskich. - Wychodzimy z założenia, że każda grupa społeczna, każda partia lub inna organizacja ma prawo do swobodnego manifestowania swoich przekonań w przestrzeni publicznej - w imieniu wnioskodawców mówił w czasie sejmowej debaty Arkadiusz Czartoryski z PiS.

Według posłów, manifestacja "nie może być blokowana, niszczona, rozpędzana na zasadzie kontrmanifestacji drugiej grupy społecznej". 

Na taką argumentację ze zdziwieniem patrzy m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Przedstawicielka fundacji przypomina, że dotychczas nie było przypadków, które wskazywałby na potrzebę drastycznego zakazywania kontrmanifestacji. - Co więcej, według nowego projektu, zakaz jest automatyczny. Nikt nie sprawdza tego, czy bezpieczeństwo jest zagrożone czy nie, czy to jest manifestacja pokojowa, czy też zagrażająca bezpieczeństwu. Automatycznie zakazuje się pewnych kategorii zgromadzeń - dodaje przedstawicielka Helsińskiej Fundacji. 

Tegoroczne obchody z okazji Dnia Niepodległości przebiegły bez zakłóceń. Mimo obaw, obyło się bez rozrób i konfrontacji na ulicach. Nie pojawiały się też ostatnio doniesienia o innych demonstracjach, marszach czy zgromadzeniach, na których dochodziłoby do niekontrolowanych, niebezpiecznych zdarzeń. 

- Z faktycznego stanu rzeczy nie ma potrzeby zmiany obowiązującej ustawy - uważa Barbara Grabowska-Moroz. 

- Kontrmanifestacja jest niejako wpisana w wolność zgromadzeń - zaznacza. 

Na prawo do pokojowych kontrdemonstracji zwracał uwagę tez Europejski Trybunał Praw Człowieka. - Podejrzewam, że wiele manifestacji, nawet odbywających się regularnie nie dopuszczało myśli, że ktoś będzie kontrmanifestował przeciwko ich tezom - mówi nasza rozmówczyni. 

"Wygodne narzędzie" dla wojewody

Druga sprawa, budząca wątpliwości Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, to zgromadzenia cykliczne, które mogą się okazać przesłanką zakazującą innych zgromadzeń, nawet wcześniej zgłoszonych, jeśli planowane są na trasie zgromadzenia cyklicznego. 

Zgodę na zgromadzenie cykliczne będzie wydawał wojewoda, czyli organ administracji rządowej. Dotychczas o rejestracji zgromadzeń decydowały władze samorządowe. 

Aby zgromadzenie zostało uznane za cykliczne, będzie musiało spełniać jeden z dwóch warunków: albo musi być organizowane przez ten sam podmiot, w tym samym miejscu lub na tej samej trasie, co najmniej cztery razy w roku zgodnie z opracowanym terminarzem, albo musi być organizowane co najmniej raz w roku w dniu święta państwowego i narodowego, ale pod warunkiem, że odbywały się w ciągu ostatnich trzech lat (chociażby nie w formie zgromadzeń) i miały na celu "w szczególności uczczenie doniosłych i istotnych dla historii Rzeczypospolitej Polskiej wydarzeń". 

Zdaniem przedstawicielki Helsińskiej Fundacji, "narzędzie, które przyznaje ustawa wojewodzie jest bardzo wygodne". 

Zwraca uwagę, że wymienione warunki są "dość ogólne". - Zakres działania wojewodów jest dosyć duży. W jaki sposób i na ile racjonalnie będą oni korzystali ze swoich uprawnień to jest kwestia praktyki. Sam przepis za mocno nie ogranicza wojewody. Możemy się spodziewać albo zbyt dużej ilości zgromadzeń cyklicznych albo takich, które w ogóle nie będą uzyskiwały takiego statusu - przewiduje. 

- Nie chcę twierdzić, że to będzie nadużywane, natomiast narzędzie do tego, żeby ograniczyć wolność innych zgromadzeń zdecydowanie jest dostępne - dodaje. 

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, wojewoda będzie wykładał "pojęcia ogólne i niedookreślone, co grozić może arbitralnością podejmowanych decyzji". 

Wolność obywateli a nie przedstawicieli władz

RPO zwraca też uwagę na powstanie hierarchii zgromadzeń. Na jej czele znajdą się te organizowane przez państwo oraz kościół i związki wyznaniowe. Zwykłe i spontaniczne zgromadzenia spadną na sam koniec hierarchii. Będą musiały ustąpić jeszcze zgromadzeniom cyklicznym. 

"Trzeba pamiętać, że wolność zgromadzeń należy do podstawowych politycznych praw człowieka, a zatem to obywatele powinni z niej przede wszystkim korzystać, nie zaś organy władzy publicznej, które nie są podmiotami konstytucyjnie gwarantowanych praw i wolności" - zaznacza w swojej opinii RPO. 

- Wydaje mi się, że celem zmian jest nie tyle zabezpieczenie porządku publicznego, co raczej zagwarantowanie pewnego komfortu zgromadzeniom cyklicznym - uważa Barbara Grabowska-Moroz. 

Miesięcznica smoleńska, Marsz Niepodległości, masy krytyczne

Wielce prawdopodobne, że zaraz po wejściu w życie nowelizacji ustawy za zgromadzenia cykliczne zostaną uznane miesięcznice smoleńskie, organizowane co miesiąc 10 kwietnia pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Podobne odbywają się też w Krakowie pod Krzyżem Katyńskim w pobliżu Wawelu. 

Status zgromadzenia cyklicznego może otrzymać także coroczny Marsz Niepodległości, organizowany przez środowiska narodowe 11 listopada. 

O taki status mogliby się ubiegać też na przykład organizatorzy mas krytycznych w różnych miastach. 

- Nie słyszałam od organizatorów tego typu zgromadzeń haseł ani postulatów o potrzebie szczególnego traktowania zgromadzeń. Nie zdarzyło się też dotychczas, żeby ktoś zabronił miesięcznicy smoleńskiej, więc nie widzę potrzeby, żeby jakoś szczególnie traktować zgromadzenia tego typu. To samo tyczy się marszu niepodległości czy innych zgromadzeń z okazji 11 listopada - uważa przedstawicielka Helsińskiej Fundacji. 

- Mam wrażenie, że ta ustawa nie poszerza wolności obywatelskich, ale zupełnie odwrotnie, ogranicza je - konkluduje Barbara Grabowska-Moroz.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje