Co dalej z Sikorskim? "Amerykanie mu tego nigdy nie zapomną"

"Do zobaczenia" – usłyszeli od ustępującego marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego dziennikarze zgromadzeni w parlamencie. Jaka polityczna przyszłość czeka do niedawna jednego z najważniejszych polityków Platformy Obywatelskiej? To pytanie Interia zadała doktorowi habilitowanemu Maciejowi Drzonkowi, politologowi z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Radosław Sikorski wychodząc we wtorek z Sejmu pożegnał się z dziennikarzami słowami: "Do zobaczenia". Czy i jaka przyszłość czeka Sikorskiego na polskiej scenie politycznej? Bo to raczej nie jest koniec Radka Sikorskiego jako polityka?

Reklama

Dr hab. Maciej Drzonek: - Ocena Radosława Sikorskiego, jako polityka i jego kariery politycznej, moim zdaniem nie jest jednoznaczna. Z jednej strony jest, a przynajmniej do pewnego czasu był, jednym z najbardziej znanych na świecie polskich polityków o szerokich kontaktach międzynarodowych. Co jest istotne w polskiej polityce, Sikorski potrafił porozumiewać się z politykami zagranicznymi bez pomocy tłumacza. Jako minister spraw zagranicznych, zaznaczmy długoletni minister spraw zagranicznych, nabył wiele kontaktów międzynarodowych, które są nieodzowne do prowadzenia polityki zagranicznej państwa.

- Natomiast w przypadku aktywności Sikorskiego w polityce wewnętrznej, to stwierdziłbym, że miał różne osiągnięcia. Proszę pamiętać, że wchodził na polską scenę polityczną z szeregów Prawa i Sprawiedliwości. Potem zmienił barwy i piął się po szczeblach kariery w Platformie Obywatelskiej. Moim zdaniem, podstawowym błędem Sikorskiego był brak wygenerowania sobie zaplecza wewnątrz Platformy Obywatelskiej.

- Poza tym Sikorski w polityce wewnętrznej był osobą, która w moim przekonaniu niestety dzieliła, a nie łączyła. Jeżeli porównamy, biorąc pod uwagę politykę wewnętrzną, Marka Biernackiego i Sikorskiego, to wydaje się, że w świetle pewnej aksjologii to są podobni politycy. Natomiast zupełnie inaczej oceniany jest przez opozycję Biernacki, a zupełnie inaczej Sikorski. To przecież Sikorski, mając na myśli PiS, krzyczał na wiecu wyborczym, że trzeba "dorżnąć watahę". W moim przekonaniu to jest niedopuszczalne w narracji politycznej.

- Oczywiście jest jeszcze kwestia nagrań, w których Sikorski się pojawił. Powodem, dla którego przestał być ministrem spraw zagranicznych, na co polskie media w moim przekonaniu nie zwróciły należytej uwagi, były słowa nagrane przez kelnerów, że sojusz polsko-amerykański jest - mówiąc delikatnie - sztuczny. Abstrahując od kwestii historycznych i faktu, że Polska zawiodła się na większości swoich sojuszników, to o związku z Amerykanami póki co powiedzieć tak nie możemy. Poza tym dyplomacie, pełniącemu funkcję ministra spraw zagranicznych, aspirującemu do wielu międzynarodowych stanowisk, nie wypada - nawet w rozmowach zupełnie  prywatnych - dezawuować sojuszu polsko-amerykańskiego. Amerykanie mu po prostu tego nigdy nie zapomną. Moim zdaniem, to jest właśnie powód, dla którego Sikorski nie zrobi już kariery w polityce międzynarodowej. Wydaje się, że zdjęcie Sikorskiego ze stanowiska ministra spraw zagranicznych i przesunięcie go na stanowisko marszałka Sejmu, było jednak niewłaściwe. Z uwagi na to nagranie.

Sikorski piastował do tej pory wysokie stanowiska: ministra spraw zagranicznych czy marszałka Sejmu, kiedy to był drugą po prezydencie osobą w państwie. Teraz stał się szeregowym posłem. Czy odnajdzie się w nowej sytuacji, biorąc pod uwagę to co pan zauważył, że Sikorski nie ma zaplecza w Platformie Obywatelskiej?

- Tak to jest z renegatami, którzy zmieniają barwy partyjne. By mogli się utrzymać w nowej partii, do której przechodzą, muszą pokazywać, że są lepsi od tych, którzy już są w tym ugrupowaniu. W związku z tym bardzo mocno krytykują poprzednią partię polityczną. Tak robił Sikorski. Z tego powodu nie zbudował zaplecza w Platformie Obywatelskiej, teraz będzie mu bardzo trudno, a jego pozycja w partii bardzo osłabła. Zresztą pokazała to premier Ewa Kopacz, ogłaszając dymisję Sikorskiego. Natomiast on sam, podczas konferencji prasowej, która miała miejsce dwa tygodnie temu pokazał, że na siłę próbuje trzymać się możliwości startu w wyborach do Sejmu, mówiąc o byciu "jedynką"  na liście w Bydgoszczy. Dzisiaj się o tym już nie mówi. Badania wykazały, że 80 procent Polaków nie chce, by skompromitowani nagraniami o "teoretycznym państwie" czy "ośmiorniczkach" politycy, kandydowali w wyborach. Myślę, że Platforma Obywatelska, która zawsze brała pod uwagę sondaże, weźmie sobie to do serca.

- Są jeszcze inne możliwości, jeśli chodzi o dalszą karierę Sikorskiego. Może - chociaż nie wiem, czy on tego będzie chciał - wystartować w wyborach do Senatu. To byłoby salomonowe wyjście z sytuacji. Senatorowie w Polsce się nie przemęczają, a bycie senatorem brzmi dumnie.

"Fakt" podał, że Sikorski ma dołączyć do grupy ekspertów w think tanku Atlantic Council. Czy w ten sposób chce przeczekać burzę? I czy możliwe jest, by źle traktowany w Platformie Obywatelskiej Sikorski dokonał kolejnej wolty i - dajmy na to - dołączył do NowoczesnejPL Ryszarda Petru?

- Nie sądzę. NowoczesnaPL to nie jest poziom jego aspiracji, bo trudno powiedzieć, by to ugrupowanie odniosło sukces. Natomiast think tank to jest wyjście dla niego. Pytanie, czy to będzie znaczący think tank? W uznanych międzynarodowych instytucjach tego typu zawsze mamy do czynienia z wpływami albo pieniędzmi amerykańskimi. A po wypowiedzi na temat sojuszu polsko-amerykańskiego, Sikorski na taką posadę nie może liczyć. Natomiast wciąż ma koneksje rodzinne, znaną żonę, co oczywiście będzie mu pomagało. Pójście w doradcze i eksperckie pole aktywności jest jak najbardziej dla niego wskazane, bo Sikorski ma potężne doświadczenie i tego nikt mu nie odbierze, nawet przy całej złożoności oceny jego kariery politycznej.

Dowiedz się więcej na temat: Radosław Sikorski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy