Grupa Wyszehradzka: martwa grupa?

Grupa Wyszehradzka w praktyce nie istnieje - ocenia prezes Klubu Jagiellońskiego i szef Forum Visegrad + Marcin Kędzierski.

Kędzierski przekonuje, że polityka państw środkowoeuropejskich zrzeszonych w Grupie Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry), w ostatnich miesiącach okazała się nieudolna.

Reklama

Wcześniej ponadnarodowym interesem łączącym państwa Grupy Wyszehradzkiej była chęć jak najszybszego akcesu do Unii Europejskiej. Teraz ten interes jest już nieaktualny, co przekłada się na współpracę, a raczej brak faktycznych wspólnych działań.

- Od czasu wspólnego wejścia do Unii Europejskiej państwa nie potrafią znaleźć obszaru współpracy. Z punktu widzenia Brukseli ‘wyszehradzka czwórka’ to po prostu cztery państwa o odmiennych oczekiwaniach i interesach - przekonuje Kędzierski.

Tym samym pod znakiem zapytania stoi przyszłość Grupy Wyszehradzkiej. Zwłaszcza, że - jak podkreśla szef Forum Visegrad + - "Grupa Wyszehradzka nie ma też swojej teraźniejszości".

Przykład? Brak współpracy wobec konfliktu za wschodnią granicą Unii Europejskiej i kierowanie się partykularnymi interesami narodowymi.

Kędzierski zwraca również uwagę na to, że aspekty działalności Grupa Wyszehradzkiej to obecnie "temat tabu". Działalność czwórki zrzeszonych państw promuje się wyłącznie wspominając osiągnięcia z przeszłości.

Według Kędzierskiego powinniśmy pogodzić się ze śmiercią Grupy Wyszehradzkiej i pomyśleć o stworzeniu "Wyszehrad 2.0". Ekspert sugeruje, by taką półformalną grupę  poza Polską, Czechami, Słowacją i Węgrami tworzyły również państwa bałtyckie oraz Rumunia i pozostałe kraje bałkańskie.

Czy zaczątkiem takiej inicjatywy może być czwartkowe zgromadzenie ministrów spraw zagranicznych Polski, Czech, Słowacji i Węgier, którzy w Bratysławie spotkali się z szefami dyplomacji państw Zachodnich Bałkanów. W wydanym oświadczeniu wyrażono zadowolenie z wyników wyborów na Ukrainie oraz podkreślają konieczność poszanowania niepodległości, suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy.

To jednak tylko deklaracja. Na nic więcej Grupa Wyszehradzka i państwa bałkańskie nie mogą sobie pozwolić.

- Prawda jest taka, że Polska i Grupa Wyszehradzka w sprawie Ukrainy niewiele może zrobić. Jeżeli popatrzymy na formę działań adresowanych w kierunku Ukrainy, to są to deklaracje. A deklaracjami nie da się prowadzić skutecznej polityki - mówi Kędzierski portalowi Interia.

- To, czego Rosja może się najbardziej obawiać, to gra państw Europy Środkowowschodniej do jednej bramki. Na razie Rosja wygrywa na tym, że kraje tego nie czynią, a ich działania nie są ukierunkowane w jedną stronę - ocenia.

Jak zatem zaradzić bezwładowi Grupy Wyszehradzkiej i jaka powinna być rola Polski w tym procesie?

- Przede wszystkim Polska musi wychodzić z inicjatywami dotyczące głownie infrastruktury drogowej i kolejowej, bo jej deficyt to poważna bariera. Poza tym trzeba nadrobić braki w edukacji dotyczącej zagadnień Europy Środkowowschodniej. Wreszcie, należy stworzyć wspólny regionalny front w ramach Unii Europejskiej - komentuje ekspert, który na koniec zaakcentował delikatną rolę Polski w ewentualnej reaktywacji zrzeszenia państw.

- W naszych działaniach nie możemy pokazywać, że Polska jest hegemonem w Grupie Wyszehradzkiej. Na przykład Czesi są na tym punkcie bardzo przewrażliwienie. Musimy pokazać, że jesteśmy partnerem, a nie dominujemy w grupie. To skomplikowana sprawa - zaznacza Kędzierski.

Dowiedz się więcej na temat: Grupa Wyszehradzka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje