Po co Gowinowi nowa partia?

Po co Jarosławowi Gowinowi nowa partia? Interesującą tezę przedstawia doktor politologii Marek Migalski, były współpracownik Gowina i jednocześnie były wiceprezes Polski Razem.

Przypomnijmy, że wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin poinformował niedawno o planach utworzenia nowej partii. Konwencja założycielska ugrupowania ma mieć miejsce jeszcze w połowie listopada. Inicjatywa jest różnie komentowana w mediach. Jedni twierdzą, że to próba wzmocnienia Gowina w szeregach Zjednoczonej Prawicy, inni wskazują na przegrupowanie przed wyborami samorządowymi w 2018 roku, wreszcie pojawiają się głosy o początkach budowy ugrupowania prezydenckiego Andrzeja Dudy.

Reklama

Tymczasem doktor Migalski zasugerował na Twitterze, że prawda leży gdzie indziej. Dokładnie w strukturze Polski Razem, która uniemożliwia Gowinowi rządzenie partią.

- Żeby przeanalizować tą intelektualną zagadkę, należy przeanalizować statut Polski Razem oraz obecny skład członkowski Polski Razem. Wtedy będziemy mogli zrozumieć, dlaczego Gowin nie miał pełni władztwa nad swoją partią i był uzależniony od osób, które praktycznie wyprowadziły się z polityki - komentuje w rozmowie z Interią.

- Myślę, że to jest główny powód tego, że Gowin postanowił zmienić formułę, bo przecież nie pomysł budowy jakiejś nowej formacji w oparciu o praktycznie nie istniejącą Partię Republikańską czy jakichś bliżej niezidentyfikowanych uciekinierów z partii Janusza Korwin-Mikkego. Powody powołania są zatem czysto wewnętrzne, ja to określam nie jako nowe otwarcie, ale stare zamknięcie i próbę ucieczki do przodu nie przed problemami politycznymi, co strukturalno-statutowymi - mówi Migalski.

Przypomnijmy, że we władzach Polski Razem są między innymi Paweł Kowal, który do Polski Razem przystąpił - między innymi wraz z nieobecnym w polityce od wielu lat Pawłem Poncyljuszem - z ugrupowania Polska Jest Najważniejsza. Media donosiły, że podczas konwencji w 2014 roku doszło do konfliktu Kowala i Poncyljusza z Gowinem. Kowal, obecnie bardziej komentator polityczny niż czynny polityk, na stronie partii prezentowany jest jako Przewodniczący Rady Krajowej Polski Razem, z którą to funkcją wiążę się pewne prerogatywy. Czy to właśnie jedna z przyczyn ucieczki Gowina z ciasnych ram Polski Razem?

"Kaczyński został uprzedzony przez Gowina"

Od momentu zawetowania przez Andrzeja Dudę pisowskich ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa zaczęto spekulować o powstaniu ugrupowania prezydenckiego. Czy zatem nie jest tak, że Gowin tworzy właśnie podwaliny tak zwanej partii prezydenckiej?

- Gdyby tak było, to Gowin nie ośmieszałby nowej inicjatywy ogłaszaniem, że jego nowa partia będzie się poszerzać o dwie posłanki Partii Republikańskiej [Annę Siarkowską i Małgorzatę Janowską - przyp. red.] oraz tych, którzy zamierzają zrejterować z partii Korwin-Mikkego. Gdyby prezydent Andrzej Duda miał oprzeć kampanię wyborcza na tego typu politykach, to od razu naraziłby się na śmieszność. Podmiot polityczny o takim składzie w zestawieniu z poważnymi partiami politycznymi wzbudzałby tylko śmiech. Z tego powodu nie interpretują inicjatywy Gowina jako przygotowania do zbudowania partii prezydenckiej czy też próbę rozszerzenia wpływów Gowina, tylko jako techniczne rozwiązanie spraw wewnętrznych Polski Razem - komentuje politolog.

Politycy PiS ze spokojem zareagowali na informację o nowej partii Gowina. Najwyraźniej wicepremier w rządzie Beaty Szydło zawczasu poinformował Jarosława Kaczyńskiego o inicjatywie.

- Spokój Kaczyńskiego i PiS potwierdza moją teorię. Kaczyński został uprzedzony przez Gowina, że w istocie nie jest to budowanie formacji alternatywnej dla PiS czy będącej w kontrze do partii rządzącej, a tylko próba załatwienia wewnętrznych spraw, które z polityką nie mają nic wspólnego. Dodatkowym elementem potwierdzającym to jest fakt, że Gowin o budowie nowej formacji przy okazji jednego z wywiadów telewizyjnych. Gdyby to miał być poważny projekt polityczny, to taki sposób zakomunikowania o nowej inicjatywy byłby mało poważny. To nie jest przedsięwzięcie, które ma wstrząsnąć polską sceną polityczną, a jedynie ułatwić Gowinowi zarządzanie swoją formacją polityczną - przekonuje Migalski.

Gowin magnesem dla polityków PO?

Tymczasem "Rzeczpospolita" poinformowała, że Gowin do nowej partii chce przyciągnąć polityków Platformy Obywatelskiej. Czy jest to też gra na osłabienie najsilniejszego ugrupowania opozycyjnego, z którego przecież wywodzi się sam Gowin?

- Gowin jest chyba najbardziej znienawidzonym przez "platformersów" politykiem w Polsce - twierdzi jednak Migalski. - Niechęć do niego jest o wiele większa, niż niechęć do Jarosława Kaczyńskiego czy innych członków PiS. Dlaczego? Gowin traktowany jest w Platformie Obywatelskiej jako zdrajca - słusznie czy niesłusznie. 

- Gdyby politycy opozycji chcieli przechodzić do obozu rządzącego, to nie wybieraliby drogi pośredniej przez ugrupowanie Gowina, którego pozycja w rządzie słabnie. Zwróciliby się bezpośrednio do PiS. Weźmy przypadek wspomnianych dwóch posłanek z Partii Republikańskiej, które były długo kuszone przez Gowina, a ogłosiły przejście do PiS, nie składając deklaracji przystąpienia do Polski Razem. To zresztą skłania mnie do myślenia, że plotki o tym, iż Gowin jest magnesem i mógłby przyciągać samorządowców związanych z PO do obozu rządowego, jest myśleniem życzeniowym pana wicepremiera i próbą budowania pozycji w obliczu narastających problemów. Każdy rozsądny samorządowiec, który chciałby dołączyć do obozu "dobrej zmiany", dogada się bezpośrednio z Kaczyńskim albo lokalnymi działaczami PiS - przekonuje politolog.  

Artur Wróblewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje