USA i Kuba: "Podpis na dokumencie nie obali dyktatury"

Stany Zjednoczone i Kuba oficjalnie wznowiły stosunki dyplomatyczne po 54 latach przerwy. Euforię z przełamania politycznego impasu hamuje jednak ogrom problemów, z którymi obie strony będą musiały się zmierzyć. - Mała szansa, by różnice dzielące rozwinięte państwo kapitalistyczne z zacofanym państwem komunistycznym, dały się łatwo usunąć – komentuje w rozmowie z portalem Interia amerykanista i politolog profesor Zbigniew Lewicki.

Artur Wróblewski, Interia: Dlaczego Barackowi Obamie tak bardzo zależało na unormowaniu stosunków z Kubą? Chyba nie ma wątpliwości, że nie chodziło wyłącznie o idealistyczne niesienie pokoju i zgody na świecie.

Reklama

Profesor Zbigniew Lewicki: Powody były przynajmniej dwa. Z jednej strony Barack Obama jest politykiem o - mówiąc ogólnie - bardzo lewicowych inklinacjach. W związku z tym normalizacja stosunków z komunistyczną Kubą tak bardzo go nie raziła, jakby to miało miejsce w przypadku polityków o bardziej prawicowych czy konserwatywnych przekonaniach. Z drugiej strony zależało mu bardzo na odniesieniu sukcesu w polityce zagranicznej, bo podczas dwóch kadencji zbyt wielu nie miał. A dla większości Amerykanów - pomijam oczywiście mieszkańców Miami - normalizacja stosunków dyplomatycznych z Kubą niewątpliwie jest takim sukcesem. Pozwoli na nawiązanie stosunków gospodarczych z Hawaną czy legalny pobyt na Kubie.

W Ameryce są też przeciwnicy porozumienia z Hawaną. Jakie mają argumenty przeciwko unormowaniu stosunków z Kubą?

- To są głównie imigranci kubańscy, którzy uważają, że jak długo w Hawanie rządzi komunistyczna dyktatura, tak długo stosunków dyplomatycznych nie należy normować. W historii Polski mieliśmy może nie taką samą, ale na pewno analogiczna sytuację. Część emigracji polskiej w Londynie uważała, że z komunistami nie należy w ogóle się dogadywać. Byli oczywiście również i tacy, którzy zajmowali bardziej ugodowe stanowisko. Podobnie jest w przypadku Kuby. Część imigrantów uważa, że nie powinno nawiązywać się żadnych stosunków z komunistyczną Kubą. Koniec i kropka. Czekają, aż ustrój się zmieni, a na to realnych szans na razie nie ma. Natomiast Stanom Zjednoczonym utrzymywanie sztucznej izolacji nie przynosiło korzyści.

A co z Republikanami?

- W tym przypadku podziały na Republikanów i Demokratów nie mają większego znaczenia. Raczej chodzi o to, którzy z amerykańskich polityków mogą liczyć na poparcie latynoskich wyborców, a którzy mogą mieć z tym problemy. Wydaje mi się jednak, że ta kwestia będzie dość marginalna w wyborach. Tak jak powiedziałem, społeczność latynoska w Ameryce jest podzielona. Z tego powodu polityka amerykańska wobec Kuby nie zmieni się, nawet w przypadku wybrania republikańskiego prezydenta.

Oficjalne wznowienie stosunków dyplomatycznych to jedno, ale Amerykę i Kubę wciąż wiele dzieli: z jednej strony amerykańskie embargo handlowe, z drugiej strony kubańskie traktowanie swobód obywatelskich. Obie strony będą w stanie osiągnąć porozumienie?

- Mała szansa, by różnice dzielące rozwinięte państwo kapitalistyczne z zacofanym państwem komunistycznym, dały się łatwo usunąć. Poza wspomnianymi kwestiami, jak embargo i swobody obywatelskie, przeszkodą są również kwestie finansowe. Amerykanie twierdzą, że należy im się odszkodowanie za znacjonalizowane mienie obywateli Stanów Zjednoczonych na Kubie. Kubańczycy deklarują natomiast, że ponieśli ogromne straty w wyniku amerykańskiej blokady handlowej. Szacuję, że te sprawy zajmą dyplomatom co najmniej dziesięć lat, jak nie więcej. Dzięki wznowieniu stosunków dyplomatycznych przynajmniej obie strony będą mogły normalnie rozmawiać. Jednocześnie nawiązanie oficjalnych relacji nie spowoduje, że na Kubie zmienią podejście do swobód obywatelskich. Jeden podpis na dokumencie nie zmieni również ustroju Kuby i faktu, że jest to kraj zacofany gospodarczo.

Dowiedz się więcej na temat: Kuba | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje