Ciche ofiary przestępstw

Nawet 50-100 tysięcy dzieci w Polsce może mieć rodzica za kratkami. Często bywają wytykane palcami, stygmatyzowane, pozostawiane same sobie. Chociaż tabu wciąż jest silne, nie sposób udawać, że problemu nie ma.

Trwa kampania społeczna "Nie moja wina, ale moja kara", organizowana od 2010 roku z inicjatywy Children of Prisoners Europe, ogólnoeuropejskiej sieci zajmującej się przestrzeganiem praw i zapewnianiem opieki i zdrowego rozwoju dzieciom więźniów.

Po raz pierwszy w Polsce

Reklama

W tym roku dzięki staraniom Małopolskiego Stowarzyszenia Probacja kampania po raz pierwszy zawitała do Polski. Wśród jej celów organizatorzy wymieniają m.in. dotarcie do środowiska szkolnego, a także oddanie głosu najmłodszym - cichym ofiarom przestępstw.

Ponadto w ramach kampanii pedagodzy, kuratorzy sądowi, przedstawiciele organizacji pozarządowych, świata nauki i Służby Więziennej spotkali się przed paroma dniami w krakowskiej Akademii Ignatianum na konferencji pt. "Nie moja wina, ale moja kara. Sytuacja dzieci i rodzin osób przebywających w izolacji penitencjarnej".

- Potrzebujemy badań, potrzebujemy świata nauki, żeby zbudować tło dla dyskursu publicznego. Wszystko po to, żeby nasze działania nie były odbierane jako kierowane wyłącznie sercem, ale realnie odzwierciedlały pewne potrzeby - tłumaczyła Barbara Wilamowska, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Probacja.

Na potwierdzenie tych słów wystarczy wspomnieć, że do końca nie wiadomo, ilu dzieci w Polsce dotyczy problem osadzonego rodzica. Dane szacunkowe mówią o 45-100 tysiącach. Nie ma rzetelnych i oficjalnych statystyk, nie ma też ogólnopolskich badań dotyczących tej grupy społecznej.

Tymczasem badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii ujawniły, że 65 procent chłopców, których ojcowie odsiadywali wyrok, również wstąpiło na drogę przestępczą. Co więcej, podaje Probacja, dzieci osadzonych rodziców są dwa razy bardziej narażone na problemy ze zdrowiem psychicznym i trzy razy bardziej narażone na zachowania przestępcze.

Wstyd i napiętnowanie

- Uwięzienie rodzica to separacja, niepewność, stygmatyzacja i izolacja dziecka. Może to prowadzić do depresji, lęku, PTSD, zachowań wykolejonych, problemów w grupie rówieśniczej i w szkole, a w dalszej kolejności do zachowań przestępczych - wyliczał dr hab. Mariusz Sztuka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Na tym nie kończy się wpływ osadzenia rodzica na dobro dziecka. Zamknięcie w więzieniu żywiciela rodziny zmniejsza jej dochód, może też prowadzić do zmiany szkoły i miejsca zamieszkania dziecka.

- Zdarza się, że nikt z tym dzieckiem nie rozmawia. Poczucie wstydu, napiętnowanie, ze wszystkim zostaje same - zauważyła Ewelina Startek z Probacji.

Żaden sąd przy orzekaniu wyroku nie zwróci się do dziecka z następującymi słowami: skazuję cię Tomku/Marysiu na trzy lata odseparowania od twojego taty lub mamy. Nie w tym rzecz, żeby łagodzić wyroki przestępcom, ale trzeba pamiętać, że ich dzieci nikomu nie zawiniły, a dźwigają na swoich niewielkich barkach ogromny ciężar.

Por. Anna Czajczyk z Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie zwróciła uwagę na różnorodność osadzonych. Obok więźniów, którzy nie utrzymują kontaktu z bliskimi siedzą rodzice, co za kratki trafili np. za spowodowanie wypadku drogowego. W takim przypadku dziecko z dnia na dzień traci normalnie funkcjonującą i szczęśliwą rodzinę.

Odpowiedzialność za dziecko

Oczywiście nie brakuje patologii. Ale to nie powód, żeby przekreślać dzieci więźniów...

Ks. Mieczysław Puzewicz z Rady Głównej ds. Społecznej Readaptacji i Pomocy Skazanym przy Ministerstwie Sprawiedliwości: - W większości przypadków, które znam osadzenie było dla rodziny błogosławieństwem. Dopiero w więzieniu ktoś sobie przypomina, że ma rodzinę i chce budować z nią relacje. Nagle, za kratkami, dociera do takiej osoby, że ma dzieci.

- Rodzic w więzieniu może po raz pierwszy zrozumieć, że to co robi wpływa na dziecko, że jest za nie odpowiedzialny - dodała Ewelina Startek.

Rodzina, podkreśliła w swojej prezentacji, może odgrywać znaczącą rolę we wspieraniu procesu resocjalizacji. Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii sugerują, iż podtrzymywanie więzi rodzinnych zmniejsza prawdopodobieństwo powtórnego popełnienia przestępstwa przez skazanego o 39 procent.

To się zwyczajnie opłaca. Nam wszystkim.

W jednostkach penitencjarnych prowadzone są programy zmierzające do poprawy relacji osadzonych z bliskimi. Potrzeba jednak silniejszego zaangażowania, aby pomoc mocniej dotknęła dzieci skazanych.

Ewelina Startek: - Konieczna jest współpraca szkół, nauczycieli, pracowników socjalnych, kuratorów, Służby Więziennej; wszystkich osób, które pracują lub mogą pracować z dziećmi osadzonych.

"Chciałbym przytulić tatę"

- Każda droga zaczyna się od małego kroku. Po raz pierwszy odbyła się taka konferencja, po raz pierwszy spotkaliśmy się w takim gronie. Potrzeba nam wspólnego kierunku działań - zaapelowała Barbara Wilamowska.

Pierwsze działania już podjęto. Probacja nawiązała współpracę z pedagogami szkolnymi z 20 krakowskich placówek. Być może już po wakacjach ruszą szkolenia dla kadry pedagogicznej, które pomogą w przełamaniu tabu i lęku przed stygmatyzacją, silnie odczuwanych przez rodziny uczniów, których rodzice przebywają w więzieniu.

W ramach kampanii oddano także głos dzieciom.

"Chciałbym przytulić tatę", "Chciałbym, żeby wizyty mogły być dłuższe", "Chciałabym się pobawić z mamą na świeżym powietrzu" - to niektóre z zebranych wśród nich marzeń.

Organizatorzy akcji liczą na to, że głosy te - zazwyczaj pomijane w dyskusji nt. więziennictwa i resocjalizacji - dotrą do osób dorosłych, które mogą coś w sytuacji tych dzieci zmienić: do pracowników Służby Więziennej, nauczycieli i prawodawców.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje