Jednocząca siła Donalda Trumpa

Protest przed hotelem Trumpa, Las Vegas /PAP/EPA

Donald Trump dzieli Amerykanów. Jedni z radością oddadzą na niego głos 8 listopada w wyborach prezydenckich, inni uważają miliardera za rasistę i człowieka Władimira Putina. Zgodni w ocenie kandydata Republikanów na prezydenta są natomiast Meksykanie.

Reklama

Amerykanie budzą się rano, a wokół nie ma Meksykanów. Nie ma pana, który przycina trawnik, kubły na podjeździe stoją pełne, bo nie ma śmieciarzy, a w piekarni brakuje świeżego, chrupiącego chleba. Nie ma też tysięcy innych pracowników, którzy każdego dnia brali się za pracę nieopłacalną dla wielu obywateli USA.

- Tak pewnie wyglądałby ziszczony sen Donalda Trumpa, póki co to tylko popularna meksykańska komedia "Jeden dzień bez Meksykanów". Film w prześmiewczy sposób pokazuje, jakie skutki dla USA miałoby usunięcie z kraju obywateli Meksyku - mówi Sylwia Mróz, korespondentka Polskiego Radia w Meksyku, autorka książki "Pejzaż bez kolców".

Reklama

Meksykanie na celowniku

Donald Trump konsekwentnie buduje poparcie społeczne, obarczając obywateli Meksyku za problemy Ameryki. Już na wstępie swojej kampanii wyprowadził mocny cios w wielomilionową społeczność meksykańską mieszkającą w USA, stwierdzając, że "Meksyk wysyła nam najgorszych ludzi - gwałcicieli i przestępców".

70-letni przedsiębiorca w weekend przedstawił program na pierwsze 100 dni prezydentury. Podczas przemówienia w Pensylwanii po raz kolejny trochę miejsca poświęcił Meksykowi, potwierdzając, że tuż po ewentualnym zaprzysiężeniu przystąpi do budowy muru na południowej granicy z USA i rozpocznie deportacje nielegalnych imigrantów.

- Meksykanie są dla Donalda Trumpa łatwym celem. W Stanach Zjednoczonych mieszka ok. 32-34 mln osób pochodzenia meksykańskiego. Szacuje się, że tylko co trzecia z nich ma legalne papiery. Skala zjawiska jest zatem spora, ale nielegalna imigracja do USA nie zaczęła się wczoraj. Z roku na rok obserwujemy stały wysoki napływ ludzi z Meksyku. Amerykanie przez lata nic z tym nie zrobili - zaznacza Sylwia Mróz.

Poza tym, dodaje, mur o którym tyle mówi Donald Trump już istnieje. Polityk może go zatem co najwyżej rozbudować.

Nastroje antyimigranckie

Donald Trump skutecznie gra na nastrojach obywateli USA, wykorzystując brak spójnej i skutecznej polityki migracyjnej władz.

- Część Amerykanów sprzeciwia się zalewowi obcych nacji, co jak popatrzymy na historię USA, trąci paradoksem. Ale takie nastroje są powszechne. Nawet ja i mój mąż mamy znajomych i przyjaciół z USA, którzy znają Meksykanów, ale jednocześnie twierdzą, że Donald Trump ma rację. Część z nich ma dość imigracji, a tendencje nacjonalistyczne, nawet ekstremalne, nabierają na sile - dodaje Sylwia Mróz.

O tym, że jest to międzynarodowy trend przekonaliśmy się przed paroma miesiącami w Wielkiej Brytanii. W powodzenie Brexitu nie wierzyli nawet jego główni orędownicy, bo zwiali gdzie pieprz rośnie po ogłoszeniu wyników referendum, ale granie strachem przed obcym okazało się skuteczne.

Problem w tym, że podsycane przez nieodpowiedzialnych polityków nastroje antyimigranckie uderzają do dziś m.in. w obywateli Polski, którzy stanowią najliczniejszą grupę migrantów ekonomicznych na Wyspach.

- To dobre porównanie. Bo ze słowami Donalda Trumpa jest podobnie, jak ze stereotypami dotyczącymi Polaków w Wielkiej Brytanii. Momentami jesteśmy tak przedstawiani. Donald Trump krytykuje Meksykanów, a oni mają swój udział w rozwoju USA, tak jak Polacy w Anglii - zauważa Sylwia Mróz.

Nasi politycy też mają swoje za uszami. Lęk przed obcym został przez część z nich skutecznie wykorzystany w ubiegłorocznych wyborach. Straszono nas zalewem uchodźców, chociaż ci za żadne skarby nie chcieli (i nadal nie chcą) do Warszawy, tylko do Berlina.

Przemilczani specjaliści

Kandydat Republikanów w trakcie przemówienia w Pensylwanii zapowiedział także renegocjację umowy NAFTA, czyli Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu, znoszącego - w dużym uproszczeniu - opłaty celne pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Meksykiem.

- Za sprawą tej umowy wielu Meksykanów wyjeżdża na kontrakty do Stanów Zjednoczonych i Kanady. To są wysoko wyspecjalizowani pracownicy, nie mówimy o sektorze budowlanym czy osobach rozkładających towar w supermarkecie, tylko specjalistach, których w USA brakuje, bo mało kto chce kończyć najbardziej wymagające kierunki. Meksykanie np. w branży motoryzacyjnej są klasą światową - zwraca uwagę Sylwia Mróz.

O tym od Donalda Trumpa jednak nie usłyszymy. Prędzej powie, że nie warto robić z Meksykanami interesów (wdał się przy tym m.in. w spór z Williamem C. Fordem, przewodniczącym rady dyrektorów samochodowego giganta), a do USA trafia wyłącznie tania siła robocza, i to nielegalnie.

Bez szacunku dla sąsiada

O ile Ameryka jest podzielona między zwolenników Hillary Clinton a Donalda Trumpa, tak Meksykanie nie mają złudzeń: każdy, byle nie obrażający ich regularnie miliarder z Queens. Politycy złoszczą się na Republikanina, może poza krytykowanym na wielu płaszczyznach prezydentem Enrique Pena Nieto, który dał się ograć 70-latkowi, podczas wizyty kandydata na następcę Baracka Obamy w kraju, ale też zazdroszczą mu tego, jak jednoczy Meksykanów.

Ci na obelgi Donalda Trumpa  odpowiadają satyrą, wykorzystując m.in. jego zapowiedzi w reklamach popularnego piwa, ale za kilka miesięcy może im nie być do śmiechu, jeżeli potencjalny prezydent elekt Stanów Zjednoczonych postanowi wcielić deklaracje z kampanii wyborczej w życie.

- Meksykanie nie wierzą, że Donald Trump może wygrać, ale w Brexit też mało kto wierzył. Tyle że, brytyjskie sondaże były obarczone większym marginesem błędu - uważa Sylwia Mróz.

I dodaje: - Meksykanie nie chcą z kimś takim współpracować, a wizja przyszłości w kontekście wielkiego i mocnego sąsiada nie napawa optymizmem. Jeżeli Donald Trump mówi, że Meksykanie to złodzieje i przestępcy, to znaczy, że nie szanuje tego narodu. Wiemy doskonale z historii, co znaczy mieszkanie obok takiego sąsiada... Na tą chwilę nie widzę na meksykańskiej scenie politycznej osoby i grupy politycznej, która chciałaby współpracować z potencjalnym przyszłym prezydentem USA.

A współpracować, w razie wygranej Donalda Trumpa, będą musieli.

Zatuszowany obraz Meksyku

Pytanie zasadnicze brzmi, jaką twarz kandydata Republikanów zobaczylibyśmy po wyborach. Czy kowboja, niezważającego na poprawność polityczną, umowy międzynarodowe i samopoczucie sąsiadów, co podoba się jego wyborcom, czy też wytrawnego polityka, który doskonale wie, że kampania wyborcza to teatr, a wygrywa w nim ten, co więcej obieca lub lepiej odegra swoją rolę.

Na razie, mam wrażenie, jego obraz jest zatuszowany, tak jak wizerunek Meksyku i jego obywateli, jaki kreuje. Sylwia Mróz, która w kraju Azteków mieszka ósmy rok, doskonale o tym wie.

-  Trudno się przebić do mediów z czymś, co nie jest sensacyjne. Dlatego wiadomości z Meksyku, jakie do nas docierają, dotyczą głównie karteli narkotykowych. Praktycznie nie ma informacji o normalnym życiu w kraju. Swoją książką "Pejzaż bez kolców" staram się trochę przebić ten mur niezrozumienia. Oczywiście są strefy zagrożenia, gdzie lepiej nie jeździć, ale to kraj o wielkości prawie połowy Unii Europejskiej, jest niezmiernie różnorodny - zaznacza reporterka Polskiego Radia.

- To kraj tętniącej muzyki i umiłowania tradycji. Rzeczywistość Meksykanów nieraz jest trudna, niesprawiedliwa ekonomicznie, ale jednocześnie potrafią się cieszyć z prostego życia, nie przejmować drobiazgami. Kochają tańczyć. W soboty na placach spotykają się staruszkowie. Panowie w odświętnych garniturach, panie w najlepszych koralach i sukniach. Cieszą się tym tańcem, celebrują każdy krok. Patrzyłam na nich wzruszona i myślałam: jakie to piękne, i jak bardzo chciałam tam zabrać swoją babcię - dodaje.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje