Rocznica Majdanu. Kijów pamięta o ofiarach

Dwa strzały na wysokości głowy, trzy wymierzone w pierś. Ślady po kulach na latarni świadczą o tym, że napastnik nie chciał zranić ofiary. Strzelał, żeby zabić. Rok temu w centrum Kijowa zastrzelono w tym miejscu dwie osoby. W niedzielę tej parze i dziesiątkom innych ofiar Majdanu cześć oddali mieszkańcy miasta i europejscy przywódcy.

Obok wspomnianej latarni ustawiono dwie wysokie na kilkadziesiąt centymetrów prostokątne konstrukcje. Wewnątrz nich zamontowano halogeny.

Reklama

Wieczorem snopy światła wzbijają się wysoko w powietrze, gdzie łączą się z wieloma innymi, kierowanymi z całej okolicy.

Rozmieszczenie boksów z halogenami nie jest przypadkowe. Postawiono je dokładnie w tych miejscach, gdzie przed rokiem zginęli protestujący: czasami byli to zwykli przechodnie - przypadkowe ofiary zbrodni na Majdanie.

20 lutego 2014 roku snajperzy otworzyli na ul. Instytuckiej ogień do demonstrantów, zabijając ponad 80 i raniąc kilkaset osób.

O dramatycznych scenach sprzed dwunastu miesięcy przypomina drewniany krzyż. Przed nim na prowizorycznych podestach z kostki brukowej spoczywają zdjęcia ofiar.

Fotografie w większości są czarno-białe. Jedno z nielicznych kolorowych: młodej, uroczej dziewczyny, przykuwa uwagę swoją odmiennością, momentalnie mocno ściskając za gardło. Galeria ofiar Majdanu przygnębia. Te twarze nie pasują do wojny i przemocy. Ich miejsce jest w szkole, pracy, w domu z rodziną. Nie na cmentarzach.

Pod krzyżem w niedzielny wieczór jest tłoczno. Spacerowicze, często rodziny z małymi dziećmi, przystają złożyć kwiaty lub zapalić znicz. Hołd ofiarom oddają Ukraińcy w każdym wieku: od małych dzieci po sędziwych staruszków. Znicz na ul. Instytuckiej zapalił też Bronisław Komorowski i inni przedstawiciele polskiej delegacji, m.in. Bogdan Klich i Paweł Zalewski.

Atmosfera w okolicach Majdanu w niedzielny wieczór przypominała tą, jakiej doświadczamy 1 listopada w Polsce. Tyle że mieszkańcy Kijowa szli pogrążeni w zadumie i żałobie nie po cmentarnych alejach, ale popularną ulicą zlokalizowaną w samym centrum miasta.

Kilka godzin wcześniej spod krzyża przy  ul. Instytuckiej wyruszył Marsz Godności. Na czele pochodu szli m.in. prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, prezydent Polski Bronisław Komorowski, prezydent Niemiec Joachim Gauck i prezydent Litwy Dalia Grybauskaite.

W marszu wzięły udział tysiące osób. Uczestnicy nieśli setki żółto-niebieskich flag narodowych, wypisane na tabliczkach hasła nawołujące m.in. po niemiecku i francusku do jedności Ukrainy z Unią Europejską, a nie z Rosją (na Majdanie zabrzmiała "Oda do radości" - hymn Europy). Nie zabrakło też polskich akcentów: kilku powiewających na wietrze biało-czerwonych flag i hasła "Ukraina - wolność, godność, zwycięstwo" - napisanego po polsku na jednym z transparentów.

Uderzający był nastrój marszu: spokojny i refleksyjny. Większość uczestników szła w zadumie, ożywiając się jedynie na rzadkie okrzyki "sława Ukrainie", inicjowane parokrotnie przez samego prezydenta Ukrainy. Służby porządkowe miały mało pracy - nie odnotowano poważnych incydentów.

Kijów pamięta o ofiarach Majdanu, chociaż kilka przecznic dalej niedzielny wieczór zdaje się mijać tak, jak w każdej innej europejskiej stolicy. Elegancka młoda kobieta wychodzi z butiku Chanel, Ukraińcy siedzą i rozmawiają w kawiarniach i restauracjach. Pozornie jest jak w każdym innym wielkim mieście, ale jednak inaczej. Jakoś tak pusto, spokojnie. Przynajmniej w ten niedzielny, melancholijny wieczór.

Dariusz Jaroń, korespondencja z Kijowa

Dowiedz się więcej na temat: Kijów | Ukraina | Majdan

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy