Saryusz-Wolski za Tuska. I co dalej?

Jacek Saryusz-Wolski /Aurore Belot /East News

Ta kandydatura idzie w poprzek jakimkolwiek dotychczasowym zasadom sposobu wyboru na najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej. Do tej pory odbywało się to na zasadzie jakichś kuluarowych uzgodnień, dany polityk, uzgodniony między największymi państwami, wyskakiwał nagle jak królik z kapelusza. Problem polega na tym, że to jest niedemokratyczne. Brakowało formalnego zgłoszenia, oficjalnego ogłoszenia kandydatury. Teraz ten monopol został złamany - o kandydaturze Jacka Saryusza-Wolskiego na stanowisko szefa Rady Europejskiej rozmawiamy z prof. Piotrem Wawrzykiem z Katedry Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama


Z końcem maja upłynie pierwsza 2,5-letnia kadencja Donalda Tuska w roli szefa Rady Europejskiej. Podczas szczytu, który odbędzie się 9 i 10 marca unijny przywódcy zdecydują, czy były premier polskiego rządu zostanie na stanowisku.

Donald Tusk, chociaż szanse na utrzymanie posady ma spore, nie może liczyć na poparcie Polski. Kandydatem rządu Beaty Szydło jest Jacek Saryusz-Wolski. Wybrany z list PO europoseł w weekend stracił miejsce w strukturach Platformy, w poniedziałek o wykluczeniu polityka z szeregów popierającej obecnego szefa RE Europejskiej Partii Ludowej poinformował Joseph Daul.

Reklama

Dariusz Jaroń, Interia: Jacek Saryusz-Wolski mówi o rezygnacji z członkostwa w Europejskiej Partii Ludowej, szef ugrupowania  Joseph Daul o wykluczeniu polskiego polityka z EPL. Jedno spotkanie, dwa komunikaty...

Prof. Piotr Wawrzyk: Zgodnie z zasadami, aby być członkiem Europejskiej Partii Ludowej, trzeba być też członkiem jednej z partii wchodzących w jej skład. Jacek Saryusz-Wolski w sobotę został wykluczony z Platformy, w związku z tym nie mógł być już członkiem EPL. Postępując formalnie wolał sam złożyć rezygnację, którą pewnie dzisiaj zakomunikował. Z punktu widzenia EPL, został wykluczony przez wykluczenie z szeregów PO.

Jak pan ocenia szanse kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego?

- Ta kandydatura idzie w poprzek jakimkolwiek dotychczasowym zasadom sposobu wyboru na najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej. Do tej pory odbywało się to na zasadzie jakichś kuluarowych uzgodnień, dany polityk, uzgodniony między największymi państwami, wyskakiwał nagle jak królik z kapelusza. Problem polega na tym, że to jest niedemokratyczne. Brakowało formalnego zgłoszenia, oficjalnego ogłoszenia kandydatury. Teraz ten monopol został złamany.

- Merytorycznie tej kandydaturze nie sposób odmówić argumentów, natomiast pochodzi ona spoza mainstreamu decyzyjnego Unii Europejskiej. Jacek Saryusz-Wolski nie jest byłym premierem, prezydentem, ani nawet ministrem. Ma natomiast kompetencje, a także nieco inne podejście do samej UE.

Inne, czyli jakie?

- W moim przekonaniu kandydatura Jacka Saryusz-Wolskiego odpowiada tym prądom, które dają o sobie znać w różnych europejskich krajach, takich jak Włochy (referendum), Wielka Brytania (Brexit), Francja czy Holandia (wybory), gdzie obywatele zaczynają kontestować podejście pt. "więcej Europy", wskazując większą suwerenność państw członkowskich UE. To jest kandydat, który wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom, pytanie czy mainstream pozwoli mu na funkcjonowanie.

Pozwoli?

- W moim przekonaniu jest jeszcze na tyle silny, że nie.

Czyli Donald Tusk zostaje na drugą kadencję. A może skorzysta ktoś inny?

- Do tej pory nie było takiego przypadku w historii Europejskiej Wspólnoty Gospodarskiej czy Unii Europejskiej, żeby jakiś polityk obejmował stanowisko w tych strukturach bez poparcia własnego kraju, mało tego - wbrew własnemu krajowi. Pytanie, czy mainstream, przywódcy tacy jak Angela Merkel, się na to zdecydują. To byłoby tworzenie bardzo groźnego precedensu. Jeżeli teraz unijni przywódcy zdecydują się na forsowanie kandydatury Donalda Tuska, to nic nie będzie stało na przeszkodzie, żeby kiedyś jakiś polityk opozycyjny wobec danego - kraju dzięki poparciu innych rządów - objął funkcję w Unii Europejskiej. Powtarzam, to może być groźny precedens, i może się odbić czkawką na tych, którzy tę kandydaturę teraz przeforsują.

Mamy zatem sytuację patową. Polski rząd nie chce Tuska, a mainstream może nie chcieć Saryusza-Wolskiego. Możliwy jest wybór kogoś spoza tej dwójki, pewnie też spoza polskich polityków?

- Jest taka możliwość. Są politycy, którzy mogliby wchodzić w grę. Obsadzanie jakichkolwiek stanowisk w Unii wiąże się jednak z szeregiem uwarunkowań. To, między innymi, nie może być przedstawiciel państwa, którego obywatel pełni już ważną funkcję w UE, musi być też zachowana różnorodność geograficzna, czyli kandydatem powinien być przedstawiciel nowych państw członkowskich. Mówi się w tej chwili o byłym premierze Estonii jako potencjalnym kandydacie.

Załóżmy, że kandydatura Jacka Saryusza-Wolskiego przepadnie, stracił miejsce w PO i EPL. Co dalej?

- To jest przykład polityka, którego kariera międzynarodowa, a właściwie jej brak, źle świadczy o polskiej klasie politycznej. Jacek Saryusz-Wolski bardzo dobrze zna się na sprawach europejskich, ale dotąd nie pełnił żadnej funkcji. Dlaczego komisarzami zostali pani Bieńkowska, której każdy dzień urzędowania kompromituję Polskę w Unii i Janusz Lewandowski, który miał, w chwili wyboru na stanowisko, blade pojęcie o UE? On był z ich partii. Uważam, że powinien w końcu podjąć ważną funkcję jako reprezentant Polski w UE, np. w 2019 roku po odejściu pani Bieńkowskiej.

A przynależność partyjna?

- Nie byłbym zwolennikiem poglądu, że musi wstępować do Prawa i Sprawiedliwości. Nie musi tego robić, żeby być kandydatem partii na komisarza w 2019 roku. Nic nie stoi też na przeszkodzie, gdyby doszło do zmian w kraju, żeby objął funkcję szefa MSZ. Byłby bardzo dobrym kandydatem.

Rozmawiał Dariusz Jaroń

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje