Denuklearyzacyjna gra Kim Dzong Una

Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un i prezydent Korei Południowej Mun Dze In /Korea Summit Press Pool /AFP

- USA same dostarczają wiele argumentów Koreańczykom z Północy. Mając na uwadze doświadczenie dyplomacji północnokoreańskiej i ich determinację, zakładam, że wykorzystają oni każde potknięcie Amerykanów – mówi w rozmowie z Interią Oskar Pietrewicz, analityk programu Azja i Pacyfik w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, odnosząc się do planowanego czerwcowego spotkania USA-Korea Północna. - To nie jest tak, że mamy do czynienia z jakimiś "ułomnymi" dyplomatami, którzy nie wiedzą, jak negocjować - dodaje.

Reklama

W ostatnich latach ONZ i Stany Zjednoczone nałożyły na Koreę Północną liczne sankcje, których celem jest ograniczenie programów nuklearnego i rakietowego reżimu w Pjongjangu.

W ubiegłym roku Kim Dzong Un i Donald Trump, nie przebierając w słowach, przerzucali się groźbami konfliktu nuklearnego.

Reklama

Niedawno jednak Kim Dzong Un złagodził swoją retorykę, zapowiadając m.in. wstrzymanie prób jądrowych i startów rakiet batalistycznych dalekiego zasięgu. Pod koniec kwietnia doszło do historycznego spotkania przywódców Korei Północnej i Południowej, następnie w maju uwolniono trzech amerykańskich obywateli przetrzymywanych w Korei Północnej, co komentatorzy określali jako gest dobrej woli przed zaplanowanym na 12 czerwca spotkaniem Kima z Trumpem w Singapurze. 

Trump oświadczył, że wierzy w dobrą wolę Kim Dzong Una i możliwość porozumienia w sprawie całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego.

Kilka dni później z Korei Północnej wypłynął kolejny oskarżycielski komunikat, który postawił pod znakiem zapytania planowany na czerwiec szczyt.

Korea Południowa zaapelowała do północnego sąsiada o wypełnianie zobowiązań. Zadeklarowała też ciągłą chęć współpracy.

O przyczynach zmienności w działaniach Kim Dzong Una i możliwych scenariuszach przed i po czerwcowym szczycie USA-Korea Północna mówi Interii Oskar Pietrewicz, analityk programu Azja i Pacyfik w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

"Zmienność" północnokoreańską strategią negocjacyjną?

Zdaniem eksperta, gdybyśmy patrzyli tylko z perspektywy zeszłego roku, to faktycznie zmiana w retoryce jest spora.

- Atmosfera unosząca się wokół Półwyspu Koreańskiego zmieniła się z atmosfery "na krawędzi wojny" na oczekiwanie, że dojdzie do przełomu, a planowany szczyt rozwiąże wiele spraw. Uważam, że tak, jak w poprzednim roku narracja "na granicy wojny" była przesadzona, tak i teraz nie jest aż tak dobrze, jak to jest przedstawiane - stwierdza w rozmowie z Interią Oskar Pietrewicz.

- I w tym sensie to "sianie fermentu", czyli przeplatające się ze sobą okresy konfrontacyjne z późniejszymi elementami koncyliacyjnymi, po których Korea Północna znowu wprowadza elementy powodujące wątpliwości, to styl negocjacji, w którym Korea Północna się najlepiej odnajduje - dodaje ekspert.

Zdaniem Pietrewicza, obranie przez Koreę Północną bardziej koncyliacyjnego kursu nie powinno być jednak odczytywane jako oznaka słabości reżimu, a raczej jako przekonanie Koreańczyków z Północy, że mogą zdecydować się na negocjowanie z pozycji siły z racji wzmocnienia przez nich potencjału nuklearno-rakietowego. To także próba zbadania, na ile Stany Zjednoczone i Korea Południowa będą w stanie odpowiedzieć na oczekiwania Korei Północnej.

Zderzenie dwóch wizji denuklearyzacji

Jednak, jak zauważa ekspert PISM, już sam zwrot "denuklearyzacja" jest w tym przypadku problematyczny, ponieważ każdy z krajów biorących udział w rozmowach ma inną wizję jej przebiegu.

- Patrzę na dialog amerykańsko-północnokoreański z pewnymi obawami, tu gdyż może dojść do zderzenia zupełnie różnych punktów widzenia. Opcja amerykańska to chęć rozwiązania problemu nuklearnego tu i teraz. To założenie, że natychmiast należy dokonać przełomu. Jeśli administracja Donalda Trumpa będzie zbyt pewna siebie, przekonana, że "to jest ten moment historyczny" i można rozwiązać bardzo złożone problemy za pomocą jednego szczytu, to Amerykanie poniosą porażkę - stwierdza ekspert.

- Koreańczycy z Północy są nastawieni na etapowe rozwiązanie, czyli powrót do sposobu negocjacji znanego z czasów rozmów sześciostronnych w latach 2003-2008. Wtedy skupiono się na podejściu "step by step", coś za coś. Zaczynamy od małych kroków licząc, że to nas doprowadzi do wielkiego celu, a nie odwrotnie - podkreśla Pietrewicz.

Jego zdaniem, denuklearyzacja w rozumieniu USA, po której Korea Północna całkowicie wyrzeknie się i pozbędzie broni nuklearnej oraz związanego z nią technicznego zaplecza, jest niemożliwa, a Korea Północna ewentualnie może zgodzić się na ograniczenie i kontrolę zbrojeń.

- Nie ma możliwości, żeby Kim Dzong Un zrezygnował z czegoś, co uważa za gwarancję utrzymania się u władzy, a broń nuklearna niewątpliwie tym gwarantem jest - podkreśla Oskar Pietrewicz.

"Najpoważniejsze problemy dla władz Korei Północnej są w Korei Północnej"

Obserwatorzy podkreślali, że wpływ na niedawną zmianę retoryki Kim Dzong Una mogły mieć nałożone sankcje, które uderzyły w północnokoreańską gospodarkę. Pietrewicz zwraca jednak uwagę na inny poziom wyzwań stojących przed przywódcą Korei Północnej:

- Być może te "łagodzące" działania Kim Dzong Una to znowu tylko blef, krótkoterminowa próba złapania oddechu i złagodzenia presji sankcyjnej. Brałbym jednak pod uwagę, że najpoważniejsze problemy dla władz Korei Północnej są w samej Korei Północnej - stwierdza ekspert.

- Wydaje mi się, że oprócz sankcji, wpływ na zmianę kierunku negocjacji miały także realne potrzeby reform gospodarczych Korei Północnej. Ten reżim, w ograniczonym stopniu, reformuje się od początku rządów Kim Dzong Una. To są zmiany bardzo fragmentaryczne, ale jednak występują i dotyczą przede wszystkim rolnictwa, przemysłu lekkiego czy funkcjonowania przedsiębiorstw państwowych - dodaje.

- Jednak, żeby reformy pchnąć dalej, władze potrzebują silnego, stabilnego państwa, a do tego potrzeba napływu kapitału, inwestycji z zewnątrz i pogłębienia współpracy z najważniejszymi partnerami gospodarczymi (Chinami, Koreą Południową). Nie będzie to możliwe bez zniesienia sankcji i dlatego tak bardzo zależy na tym władzom Korei Północnej - dodaje ekspert.

Jak mówi Pietrewicz, jest to gigantyczne wyzwanie stojące przed Koreą Północną, która chce "zjeść ciastko i mieć ciastko". Nie chcąc się wyrzec broni nuklearnej, ale grając nią dyplomatycznie, rządzący Koreą Północną chcą doprowadzić do zniesienia lub co najmniej ograniczenia sankcji, które mogą otworzyć furtkę do wewnętrznych reform.

Doświadczenie w "ogrywaniu" Amerykanów

Zdaniem eksperta, Korea Północna doskonale zdaje sobie sprawę, że planowany na czerwiec szczyt nie może okazać się fiaskiem, ponieważ jeśli Trump wyjedzie z Singapuru sfrustrowany wynikiem rozmów, może dojść do tego, że Amerykanie stracą cierpliwość i zaufanie do dyplomacji.

- Dodatkowo trzeba pamiętać, że w administracji amerykańskiej jest m.in. John Bolton, doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego, który wiele razy mówił, że należy prowadzić dyplomatyczne rozmowy z Koreą Północną, aby ostatecznie pokazać, że dyplomacja nie działa i następnie móc płynnie przejść do działań militarnych - mówi ekspert PISM.

Stąd najprawdopodobniej dotychczasowe gesty Kim Dzong Una, jak zapowiedź wysadzenia poligonu atomowego, czy zaproszenie na to wydarzenie zagranicznych obserwatorów. Wszystko ma na celu pokazanie, że północnokoreański reżim jest gotowy na dialog.

Kolejny zwrot?

Zdaniem Oskara Pietrewicza, komunikat Korei Północnej stawiający czerwcowe rozmowy pod znakiem zapytania w związku z manewrami prowadzonymi przez USA i Koreę Południową, wpisuje się w klasyczną taktykę negocjacyjną podnoszenia poprzeczki i pokazania, że negocjacje nie będą łatwe.

Podkreśla także, że wieloletnie doświadczenia dyplomatyczne w relacjach amerykańsko-północnokoreańskich pokazały, że Koreańczycy z Północy są bardzo wymagającymi negocjatorami. Co więcej - zdaniem Pietrewicza - porozumienia w 1994 roku i później w trakcie rozmów sześciostronnych pokazały, że Koreańczycy z Północy wiele razy dyplomatycznie "ogrywali" Amerykanów.

- To nie jest tak, że mamy do czynienia z jakimiś "ułomnymi" dyplomatami, którzy nie wiedzą, jak negocjować. Oni są wyśmienicie przygotowani i mam wrażenie, że powtórka scenariusza sprzed ponad 20 lat jest jak najbardziej możliwa - mówi ekspert.

Ekspercki problem USA

Zdaniem Oskara Pietrewicza, podstawowym problemem amerykańskiej dyplomacji jest obecnie brak odpowiedniego zaplecza eksperckiego. Dodatkowo Donald Trump uwielbia "dobre nagłówki" i Koreańczycy z Północy doskonale zdają sobie sprawę także z tego, że obecny prezydent USA bardzo chce przejść do historii.

- Trump potrzebuje sukcesów w polityce zagranicznej, jednak ma problem: jego administracja jest szalenie niekonsekwentna, co będzie chciała wykorzystać Korea Północna - zwraca uwagę Pietrewicz.

- Jesteśmy niemalże w przededniu szczytu Donald Trump-Kim Dzong Un, a Stany Zjednoczone wychodzą z porozumienia z Iranem. Korea Północna z pewnością będzie tym grała, starając się pokazać "my chcemy rozmawiać, ale to Stany Zjednoczone nie przestrzegają porozumień" - wylicza ekspert.

- USA same dostarczają wiele argumentów Koreańczykom z Północy. Mając na uwadze doświadczenie dyplomacji północnokoreańskiej i ich determinację, zakładam, że wykorzystają oni każde potknięcie Amerykanów - mówi Pietrewicz, podkreślając ogromne wyzwanie dyplomatyczne, jakie stoi przed Stanami Zjednoczonymi.

- W mojej ocenie Kim Dzong Un i Koreańczycy z Północy marzą o tym, żeby Donald Trump podpisał porozumienie, sądząc, że jest dla niego korzystne, a tak naprawdę czas pokaże, że jest korzystne tylko dla Korei Północnej - podsumowuje Oskar Pietrewicz, ekspert PISM.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje