Protest lekarzy. Dlaczego wciąż nie udało się osiągnąć kompromisu?

Lekarze rezydenci prowadzą protest głodowy w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie /Paweł Supernak /PAP

- Próbuje się sprowadzać nasze działania tylko do chęci uzyskania przez rezydentów poprawy sytuacji finansowej. Dla nas jednak oczywiste jest to, że jeżeli wzrosną nakłady na ochronę zdrowia, to poprawi się przede wszystkim sytuacja polskiego pacjenta, a w konsekwencji tego nastąpi poprawa naszych warunków pracy i płacy. I chcielibyśmy to zrobić w takiej kolejności – mówi w rozmowie z Interią Joanna Matecka, rzecznik prasowy Porozumienia Rezydentów OZZL.

Reklama

Od poniedziałku trwa protest głodowy rezydentów w hallu głównym Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Żwirki i Wigury w Warszawie.

Protestujący domagają się wzrostu finansowania ochrony zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB w trzy lata, z możliwością osiągnięcia 9 proc. w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Oczekują też zwiększenia liczby pracowników medycznych, podwyższenia wynagrodzenia i poprawy warunków pracy umożliwiających spokojny rozwój zawodowy, a także zmniejszenia biurokracji i skrócenia kolejek.

Reklama

Rezydenci zorganizowali również akcję oddawania krwi pod hasłem "Niech poleje się krew".

Brak porozumienia

Dotychczas z protestującymi spotkał się m.in. Konstanty Radziwiłł. Przedstawił propozycję przygotowywaną przez ministerstwo. Zapewniał, że nakłady na służbę zdrowia stale rosną, a w resorcie trwają prace nad projektem ustawy gwarantującej systematyczny wzrost finansowania ochrony zdrowia tak, by w 2025 r. osiągnął on poziom 6 proc. PKB.  

Ministerstwo chciało też wprowadzić dodatek w wysokości 1,2 tys. zł do wynagrodzenia osób rozpoczynających rezydenturę na wskazanych przez MZ specjalizacjach, w których brakuje lekarzy.

Protestujący odrzucili jednak rządową propozycję. W czym, ich zdaniem, tkwi problem takiego rozwiązania?

- Uważamy to za próbę podzielenia środowiska. My się na to absolutnie nie zgadzamy, ponieważ jesteśmy spójnym środowiskiem, zrzeszonym pod szyldem Porozumienia Zawodów Medycznych, razem m.in. z pielęgniarkami i ratownikami - podkreśla Joanna Matecka.

- Ta drastyczna podwyżka dotyczy wyłącznie kilku grup specjalizacji, które rozpoczną ją w tym momencie. Nie dotyczy to osób, które specjalizację już rozpoczęły, czyli starszych wiekiem, doświadczeniem. Biorąc pod uwagę, że lekarzy rezydentów jest w Polsce około 22 tys., to ta podwyżka obejmie około kilkaset osób - opisuje rzecznik.

Jej zdaniem, dla reszty podwyżki będą jedynie kosmetyczne.

- To jest utrwalanie biedy w ochronie zdrowia. Uzależniają podwyżki od średniej krajowej z ubiegłego roku, aż do 2025 r. Dla lekarza rezydenta jest to od około 20 do 100 zł brutto - wylicza rzecznik PR OZZL.

Potrzeba dalszych rozmów

Jak podkreśla Joanna Matecka, protestujący wciąż są otwarci na rozmowy zarówno z Ministerstwem Zdrowia, jak i z Ministerstwem Finansów.

- Uważamy, że w tym momencie obecność podczas rozmowy przedstawiciela Ministerstwa Finansów jest niezbędna, ponieważ głównym naszym postulatem jest wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat - mówi rzecznik i dodaje: - Samo podniesienie naszych wynagrodzeń nie rozwiąże sytuacji. Nie spowoduje poprawy w polskim systemie ochrony zdrowia, a wręcz przeciwnie. Europejskie raporty biją na alarm, a my jesteśmy w "ogonie" Europy i wydajemy na ochronę zdrowia najmniej obok Czarnogóry, czy Rumunii.

- Skoro polscy politycy chwalą się, że teraz nasza gospodarka jest na dobrym poziomie, że mamy nadwyżkę w budżecie, to my nie widzimy powodów, dlaczego nie miałaby ona zostać przeznaczona na ochronę zdrowia. Szczególnie, biorąc pod uwagę te bardzo niekorzystne, dramatyczne wręcz prognozy raportów, z którymi za chwilę będziemy się mierzyć - zauważa rzecznik, zwracając uwagę na kilka ważnych czynników, które mają lub będą miały wpływa na system leczenia w Polsce.

Coraz więcej pracy, coraz mniej specjalistów

- Wyż demograficzny zaczyna się teraz starzeć i to będzie grupa ludzi najbardziej wymagająca hospitalizacji. Dodatkowo mamy coraz więcej małych dzieci, noworodków. Z ogólnodostępnych prognoz NFZ wynika, że lada moment Polacy będą intensywnie wymagać opieki medycznej i, niestety, z tego co widzimy, polskie państwo nie jest na to przygotowane - wylicza Joanna Matecka.

- Dodatkowo zmagamy się z emigracją kadry medycznej i nie mówię tu tylko o lekarzach, ale także o pielęgniarkach. Wynika to z trudnych warunków pracy i płacy w Polsce - wylicza rzecznik.

Już teraz bardzo często młodzi lekarze zmuszeni są brać dodatkowe dyżury. Jak podkreśla rzecznik Porozumienia Rezydentów OZZL, bardzo często nie wynika to tylko z potrzeby zwiększenia zarobków. - Czasem po prostu trzeba wypełnić luki kadrowe i inaczej się nie da, bo oddział będzie musiał zostać zamknięty. W Polsce mamy najmniej lekarzy przypadających na tysiąc mieszkańców w całej UE.

- Proszę zwrócić uwagę na raporty np. OECD "Health at a Glance". W tym raporcie ewidentnie widać, że jesteśmy po prostu "w ogonie", zarówno jeśli chodzi o liczbę personelu medycznego, a także gdy mowa o rocznych wydatkach na jednego pacjenta i generalnie na ochronę zdrowia - zaznacza Joanna Metaecka.

- Nam się bardzo ciężko patrzy na to, jak pacjent umiera w kolejce, czekając na zabieg operacyjny, który powinien zostać wykonany w trybie natychmiastowym, ale niestety jest zwłoka ze względu na niedofinansowanie. Nie zgadzamy się na to, przede wszystkim cierpi pacjent - dodaje.

Reakcja Ministra Zdrowia

Zeskakiwać może sama reakcja Konstantego Radziwiłła, który z jednej strony podkreśla, że rozumie trudną sytuację rezydentów i nie odbiera ich działań jako ataku. Następnie stwierdza: "Trzeba sobie powiedzieć jasno i wyraźnie: oczekiwania na poziomie dwóch średnich krajowych dla młodych lekarzy są po prostu nierealne. Nierealne zarówno w samej służbie zdrowia, jak i w systemie państwa, które jest, no, nie najzamożniejszym krajem na świecie".

- Pan minister Radziwiłł, kiedy był prezesem naczelnej Rady Lekarskiej, postulował pensje w wysokości trzech średnich krajowych dla lekarzy specjalistów i dwóch średnich dla lekarzy bez specjalizacji - w tym wypadku lekarzy rezydentów. To są jego postulaty i my naszą działalność zaczęliśmy od tych postulatów - mówi rzecznik Porozumienia Rezydentów.

- Doskonale wiemy, że sytuacja w ochronie zdrowia jest trudna i wiemy, że takie zarobki w tym momencie są nieosiągalne. Dlatego jeszcze raz podkreślam - jesteśmy otwarci na dyskusję i próbujemy merytorycznie rozmawiać z ministerstwem. Natomiast resort absolutnie nie wyraża chęci i oferuje nam swoją propozycję, która gwarantuje olbrzymią podwyżkę dla wąskiej grupy, a reszcie oferuje około 100 zł brutto do podstawy - podsumowuje Joanna Matecka.

Liczne działania i brak reakcji rządu

Rzecznik pytana o to, czy jest szansa na spotkanie z premier Beatą Szydło i ministrem Mateuszem Morawieckim, opisała brak reakcji na dwuletnią działalność Porozumienia Rezydentów.

- Zaczęło się od rozmów z parlamentarzystami. Później doszły manifestacje, podczas których przez ulice Warszawy przeszło kilkanaście tysięcy młodych lekarzy i studentów medycyny. Później dołączyły do nas pielęgniarki, ratownicy, diagności - wszystkie zawody zrzeszone pod Porozumieniem Zawodów Medycznych - wylicza Joanna Matecka.

- Następnie wspólnie napisaliśmy ustawę, projekt obywatelski, o warunkach zatrudnienia w ochronie zdrowia. Zebraliśmy ćwierć miliona podpisów, złożyliśmy projekt w Sejmie. Odczytano go w lipcu 2017 r., po czym wylądował w szufladzie - opisuje rzecznik.

- Nie wiem, co więcej moglibyśmy zrobić, żeby zwrócić uwagę na nas, na nasze problemy. Przez cały ten czas kontaktowaliśmy się z Ministerstwem Finansów i z panią premier Szydło. Niestety, bez rezultatu - podsumowuje.

Ciąg dalszy protestów

Aktualnie około 20 osób wciąż prowadzi strajk głodowy. Liczba ta się zmienia - ktoś z powodów zdrowotnych rezygnuje, na jego miejsce przychodzą kolejne osoby. Jak podkreśla rzecznik, coraz więcej osób wyraża swoje poparcie nie tylko fizycznie uczestnicząc w proteście, ale udostępniając ważne informacje na portalach społecznościowych.

- Cieszymy się i jesteśmy bardzo wdzięczni społeczeństwu, tak naprawdę naszym pacjentom. Osobiście sama spotykam się ze wsparciem pacjentów, starszych kolegów specjalistów, a także innych grup zawodowych - mówi Joanna Matecka i dodaje: - Wiele osób dołącza także do akcji oddawania krwi. Od tego zaczęliśmy w poniedziałek, gdy około tysiąca medyków poszło do punktów krwiodawstwa. Ludzie albo oddają krew albo wysyłają nam zdjęcia w koszulkach z logiem akcji. To bardzo budujące. Pokazuje, że to, co robimy, jest słuszne.

Sytuacja rozwija się dynamicznie. W sobotę odbył się protest pod Ministerstwem Zdrowia.

- Wiele się mówi o finansach i generalnie to wszystko sprowadza się do tego, ale proszę mi wierzyć - byłam na tych spotkaniach z ministerstwem i temat wzrostu nakładów na ochronę zdrowia to jest temat numer jeden. Próbuje się sprowadzać nasze działania tylko do chęci uzyskania przez rezydentów poprawy sytuacji finansowej. Dla nas jednak oczywiste jest to, że jeżeli wzrosną nakłady na ochronę zdrowia, to poprawi się przede wszystkim sytuacja polskiego pacjenta, a w konsekwencji tego nastąpi poprawa naszych warunków pracy i płacy. I chcielibyśmy to zrobić w takiej kolejności - podsumowuje rzecznik prasowy Porozumienia Rezydentów OZZL.

Joanna Bercal

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje