Redukcja rządu Morawieckiego. Realna zapowiedź, czy oczyszczenie atmosfery?

- Morawiecki chyba jeszcze nie do końca rozumie, że logika administracji rządowej jest inna niż logika banku prywatnego, w którym pracował przez wiele lat – mówi w rozmowie z Interią prof. Antoni Dudek, politolog z UKSW w odniesieniu do zapowiadanych przez premiera zmian w administracji rządowej.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział w poniedziałek, że w ciągu trzech miesięcy zredukuje ok. 20/25 proc. stanowisk ministerialnych i wiceministerialnych. Planuje także "zmniejszenie używalności kart kredytowych".

Nie pierwsza próba redukcji

Reklama

Zapowiedzi ocenił w rozmowie z Interią politolog prof. Antoni Dudek.

- Redukcja liczby wiceministrów zależy od determinacji premiera, ponieważ to on ich powołuje i odwołuje. To jest wykonalne - stwierdza.

- Natomiast bez porównania trudniejsza będzie próba redukcji całej sfery budżetowej o kilka procent, bo to także - jak rozumiem - wynikało z jego wypowiedzi. Znacznie łatwiej jest zredukować liczbę wiceministrów ze 100 do 75, niż zredukować całość aparatu rządowego choćby o dwa procent - zauważa ekspert.

Profesor przypomina, że ostatnią osobą, która próbowała dokonać redukcji był Donald Tusk.

- Słynną ustawę redukcyjną zawetował jednak Bronisław Komorowski i Tusk ostatecznie skapitulował - mówi prof. Dudek i dodaje: - Teraz zobaczymy, jak będzie z premierem Morawieckim: odpuści, czy jednak będzie próbował redukcję przeprowadzić, bo ona jest niewątpliwie potrzebna.

- Polska jest krajem, w którym - moim zdaniem - aparat rządowy został przeraźliwie rozbudowany i przydałoby się jego odchudzenie - podkreśla ekspert.

- Nie sądzę jednak, żeby to się udało zrobić na zasadzie zapowiadanego przez premiera "normalnego ruchu", w którym ludzie odchodzą i wystarczy nie obsadzać zwalnianych etatów - zauważa.

- Będę to z zainteresowaniem obserwował, ponieważ kierunek jest słuszny, jednak olbrzymi w tej sprawie będzie zapewne także opór materii - podsumowuje.

Realna obietnica, czy oczyszczanie atmosfery?

Profesor Antoni Dudek nie wyklucza, że cała sprawa jest także pewną "próbą ucieczki do przodu".

- Jedno drugiego nie wyklucza. Czasem ktoś podejmuje sensowne działania, po to, żeby uchronić się przed różnego rodzaju zarzutami - stwierdza ekspert. Podkreśla zarazem, że w tle obietnic podwyżek, które premier usiłuje okrasić zapowiedziami redukcji, znajdują się "afery" z nagrodami dla rządu i kartami kredytowymi.

- Mówiąc brutalnie: miała być dobra zmiana, ale wychodzi, że na tym polu żadnej zmiany nie ma. I choć widza wiadomości telewizji - niegdyś nazywanej publiczną - przekonuje się, że minister Macierewicz nie jest bardziej rozrzutny od swojego poprzednika Siemoniaka, bo wydał mniej więcej tyle samo co on, to widz jednak zauważa, że Macierewicz robił dokładnie to samo, co Siemoniak. Miały być oszczędności, miało być dobrze, a nagle się okazuje, że właściwie było tak samo. To oczywiście jest miażdżące dla uprawianej przez dwa lata propagandy, mającej na celu pokazanie rządu, który żyje, można powiedzieć, "o chlebie i wodzie" - zauważa prof. Dudek.

Zdaniem eksperta, premier powinien zdecydować się na przyznanie szefom resortów "znaczących podwyżek".

- Skoro rząd miał odwagę - za co go chwalę - kupić przyzwoite samoloty dla najwyższych władz państwowych, to powinien mieć też odwagę przeprowadzić ustawę o podwyżkach dla premiera i ministrów, żeby nie uciekać się do wątpliwych kroków jak nagrody, bo to jest właśnie fałszywa ścieżka - podkreśla ekspert.

Jak tłumaczy, zarobki ministrów powinny wzrosnąć ze względu np. na odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa.

- Oni odpowiadają za gigantyczne kwoty pieniędzy publicznych. Powinno się zatem przestać udawać i publicznie rozmawiać o podwyżkach. Sytuacja, w której minister zarabia mniej więcej tyle samo, co poseł, a nawet - jak twierdzi Suski - mniej, nie jest zdrowa. W związku z tym uważam, że ministrowie powinni zarabiać więcej. Wiceministrowie zapewne też, chociaż ich liczba powinna być z całą pewnością zredukowana - uważa prof. Dudek podkreślając dodatkowo, że zarówno stanowiska ministrów, jak i wiceministrów powinny być ściśle limitowane.

Oszczędności na poziomie ok. 20 mln? Prof. Dudek: Martwi mnie to

Podczas poniedziałkowej konferencji premier Mateusz Morawiecki ocenił, że oszczędności wynikające z wprowadzenia zmian sięgną "co najmniej" 20 mln zł.

- I to mnie martwi, bo ja bym nie chciał, żeby oni zaoszczędzili 20 milionów. Niech zmniejszą liczbę wiceministrów, a to, co zaoszczędzą, niech wypłacą pozostałym, żeby mieli motywację do pracy - apeluje prof. Dudek.

- Polska się nie załamie od tych 20 milionów, a podejrzewam, że różne nietrafione pomysły kosztują więcej - dodaje.

- Żyjemy w kraju, w którym wykonuje się gesty pozorne - stwierdza prof. Dudek. - Premier deklaruje, że zaoszczędzi 20 mln, a nie mówi się o tym, że jakieś zaniechanie  kosztuje 200 milionów czy dwa miliardy - dodaje podkreślając dodatkowo brak zrozumienia przez wielu obywateli złożoności materii, jaką jest państwo.

- Wielu ludziom niestety wydaje się, że redukcja wiceministrów i zaoszczędzone 20 mln to ogromny zysk. Nie biorą jednak pod uwagę, że zupełnie gdzieś z boku marnowane są znacznie większe kwoty i koncentrują się na pensjach ministrów, a nie na efektach ich pracy, które trudniej jest zmierzyć - zauważa ekspert.

Wewnętrzny opór PiS?

Jak podkreśla prof. Dudek, PiS będzie miało spory problem z wyjaśnieniem swoim wyborcom ewentualnych podwyżek, ponieważ z wszystkich dotychczas rządzących partii, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego jest najbardziej egalitarne. Przedstawia się jako obrońca interesów zwykłych obywateli, a przez to staje się w pewnym sensie zakładnikiem swojej propagandy.

- Przeciętny Polak zarabia ok. 1/5 tego, co minister i ma odczucie, że pensje rządowe są strasznie duże. Nie bierze jednak pod uwagę, że kapitał, którym operuje prezes banku jest wielokrotnie mniejszy niż np. budżet ministerstwa nauki, a taki prezes zarabia ok. 100 tys. a nie jak przedstawiciel resortu 10 tys. zł - zauważa prof. Dudek.

Zdaniem eksperta, z zapowiedzi najprawdopodobniej nic nie wyniknie:

- Będą pewnie nowe próby płacenia ministrom "po cichu". Skoro już nie można oficjalnie nagrodami to za chwilę może się okazać, że ministrowie są konsultantami albo członkami rad nadzorczych spółek skarbu państwa i dostają pieniądze, ale w innej formie.

"Koszt polityczny" jasnej deklaracji o podwyżkach dla ministrów - jak podkreśla prof. Dudek - byłby zbyt duży, co mogłoby się odbić na sondażach, tak istotnych dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

- W związku z tym myślę, że premier usunie paru wiceministrów i ogłosi, że zaoszczędził kilka milionów. Nie sądzę jednak, żeby udało mu się zredukować administrację rządową - podkreśla ekspert.

- Morawiecki chyba jeszcze nie do końca rozumie, że logika administracji rządowej jest inna niż logika banku prywatnego, w którym pracował przez wiele lat. Bank ogłasza np. 7 proc. zwolnienia załogi i w ciągu pół roku rzeczywiście jest to przeprowadzone. W administracji państwowej nie da się tak tego zrobić - zauważa.

- I nie wiem czy premier Morawiecki ma świadomość, że tutaj nagle mogą się pojawić różnego rodzaju umowy o pracę, prawa nabyte i wszelkie problemy związane  z przepisami, które urzędnicy stworzyli do ochrony swoich interesów. Mam obawy, że premier zderzy się właśnie tym problemem - podsumowuje prof. Antoni Dudek.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje