Misiło: Nie ma żadnego zakazu wypowiedzi

- Nie ma żadnego medialnego zakazu wypowiedzi, natomiast prezydium klubu zdecydowało, żebyśmy: Katarzyna Lubnauer, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Witold Zembaczyński i ja byli osobami, które będą w pierwszej kolejności odpowiadały na pytania mediów - mówi Interii wiceprzewodniczący klubu Nowoczesnej Piotr Misiło.

Wcześniej nieoficjalnie informowano, że przewodnicząca klubu Kamila Gasiuk-Pihowicz wydała posłom Nowoczesnej taki zakaz.

Reklama

Miał on być pokłosiem sytuacji związanej z głosowaniem nad obywatelskim projektem komitetu "Ratujmy Kobiety 2017" liberalizującym prawo aborcyjne. 10 posłów Nowoczesnej było nieobecnych podczas tego głosowania. Ostatecznie projekt nie trafił do prac w komisji. Zabrakło dziewięciu głosów.

Ta postawa wywołała oburzenie części posłów Nowoczesnej. Troje z nich - Joanna Scheuring-Wielgus, Joanna Schmidt i Krzysztof Mieszkowski - w ramach protestu postanowiło na miesiąc zawiesić członkostwo w partii.

Napięta atmosfera spowodowała, że szefowa klubu Kamila Gasiuk-Pihowicz miała wydać zakaz wypowiedzi medialnych. Jak nieoficjalnie informowało RMF FM, nie dotyczył on jedynie szefowej partii Katarzyny Lubnauer, Witolda Zembaczyńskiego, Piotra Misiły oraz samej Gasiuk-Pihowicz.

Informacjom tym zaprzecza Piotr Misiło, choć potwierdza, że wybrano cztery osoby, które w "pierwszej kolejności mają odpowiadać na pytania mediów".

- Czy reszta może się swobodnie wypowiadać? - dopytujemy.

- Każdy poseł na Sejm RP może się wypowiadać, ważne, aby wiedział, co mówi - zdawkowo odpowiada poseł Nowoczesnej.

Misiło nie chce komentować kwestii zawieszenia członkostwa przez trójkę posłów. Przyznaje jednak, że nieobecność na głosowaniu aż 10 posłów jest niedopuszczalna i nie powinna się zdarzyć.

- Stąd decyzja o naganach i karach finansowych w wysokości 1 tys. zł dla każdego z posłów - mówi.

Nowoczesna zapowiedziała także powołanie rzecznika dyscypliny, co ma - w ocenie władz partii - zapobiec sytuacjom podobnym do tej ze środowego głosowania.

- Przedstawimy go na kolejnym posiedzeniu Sejmu - mówi Misiło.

- Osobiście jest mi szczególnie przykro, bo sam wielokrotnie uczestniczyłem w protestach kobiet. Proszę też pamiętać, że to nie było głosownie za czy przeciw ustawie, tylko za skierowaniem jej do prac w komisji. Dlatego wynik tego głosowania i postawa części opozycyjnych posłów, jest nie do zaakceptowania - stwierdza.

Sporne głosowanie nad obywatelskim projektem komitetu "Ratujmy Kobiety 2017" zakładającym liberalizację przepisów aborcyjnych odbyło się w środę. Za odrzuceniem projektu "Ratujmy Kobiety 2017" głosowało wczoraj 202 posłów, przeciw było 194, wstrzymało się siedmiu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje