"Najwyższa jakość edukacji". Samorządy pełne obaw

Za niewiele ponad 9 miesięcy uczniowie mają rozpocząć naukę w zupełnie nowej rzeczywistości. Zmieni się nie tylko podstawa programowa, ale i cały ustrój szkolny. Przeprowadzenie reformy spocznie na barkach samorządowców, którzy alarmują, że wciąż nie mają ku temu podstaw prawnych, a Prawo oświatowe to nadal jedynie projekt.

"Najwyższa jakość edukacji w bezpiecznej, małej lub dużej szkole - tej w mieście i tej na wsi bez względu na status materialny rodziców, z doskonalącym się nauczycielem" - tak Anna Zalewska rozpoczęła podsumowanie pierwszego roku pracy Ministerstwa Edukacji Narodowej pod jej kierownictwem.

Reklama

W prawie ośmiominutowym wystąpieniu wskazała na dobre zmiany, które jej resort przeprowadził. Wśród nich pojawiły się: przywrócenie obowiązku szkolnego od 7. roku życia, rezygnacja ze sprawdzianu szóstoklasisty, wzmocnienie roli kuratora oświaty. Do reformy edukacji, która od dłuższego czasu wzbudza żarliwą dyskusję i liczne kontrowersje, nawiązała dopiero pod koniec swojego przemówienia.

Jedynie niespełna dwie minuty dotyczyły sprawy najbardziej zasadniczej. Tu minister zaczęła od tematu szkoły zawodowej, która zgodnie z planem ma zostać przekształcona  w dwustopniową szkołę branżową, z możliwością zdania matury po drugim stopniu. Wydaje się, że takie rozłożenie akcentów nie było przypadkowe, bo decyzja o zmianach w tym zakresie wzbudza powszechną akceptację społeczną. Ale kiedy dyskusja przechodzi na tematy reformy ustrojowej - określanej mianem rewolucyjnej, krytyki wobec sposobu działań MEN nie brakuje. Liczne związki, na czele z ZNP zarzucają Annie Zalewskiej, że jej poczynania to festiwal chaosu, nad którym sama minister nie panuje, a zgłaszane przez nich uwagi nie są uwzględniane.

Tymczasem przy niemal każdym publicznym wystąpieniu szefowa MEN, dowodząc potrzeby zmian, powołuje się na prowadzone ze społeczeństwem i jego przedstawicielami rozmowy. Tak było i tym razem. "Od lutego dyskutujemy o zmianie systemu edukacji" - powiedziała Zalewska, stwierdzając, że nie można mówić o zmianach cywilizacyjnych, jeżeli nie odbudujemy czteroletniego liceum z "prawdziwą maturą, z nauczaniem przedmiotów".

Slogany czy fakty?

"I wreszcie zgodnie z obietnicami rozmawiamy i dyskutujemy ze związkami zawodowymi" - zapewniła.

Ten ostatni - jeden, z ulubionych argumentów minister edukacji, przywołującej obraz resortu zawsze gotowego do dialogu - traci na wiarygodności. Minister wypowiadała te słowa na kilka dni po tym, jak Rada Dialogu Społecznego, w ramach której toczą się wspomniane rozmowy z MEN, zaapelowała o wstrzymanie reformy, której projekt został przyjęty przez rząd.

"Apel do premier Beaty Szydło o wstrzymanie reformy strukturalnej w oświacie wystosowały również wszystkie organizacje pracodawców i związki zawodowe, za wyjątkiem Solidarności, wchodzące w skład Rady Dialogu Społecznego" - przekazała konfederacja pracodawców Lewiatan, oceniając, że wątpliwości zgłaszane przez samorządy, środowiska nauczycielskie, rodziców i uczniów powinny skłaniać rząd do refleksji nad samą koncepcją przygotowań. Lewiatan zaapelował o wstrzymanie reformy strukturalnej od 2017 r. i kontynuowanie innych zapowiadanych zmian, m.in. rozpoczęcie prac nad koncepcją polskiego liceum i standardami kształcenia w nim oraz przedstawienie harmonogramu i planu realizacji reformy kształcenia zawodowego.

"Musimy reformę przeprowadzić, a prawie nic nie wiemy"

Samorządowcy rzeczywiście są pełni obaw. Końcem października strona samorządowa Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego podtrzymała swoją negatywna opinię ws. obu projektów: Prawo oświatowe i przepisów wprowadzających ustawę Prawo oświatowe. Jak wskazują, MEN nie przedstawiło diagnozy, która mogłaby być podstawą zmian, a zaproponowane terminy wdrożenia nowego ustroju szkolnego są niemożliwe do zachowania.

- Strona rządowa nie przekonała nas, że rzeczywiście przeprowadziła na tyle dogłębną analizę systemu, że wymaga to tak radykalnej zmiany. Podstawa programowa, podręczniki, zmiany w szkolnictwie zawodowym, to wszystko można rozumieć - natomiast do gruntownej reformy ustrojowej nas nie przekonano - podkreśla w rozmowie z Interią współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, wójt gminy Lubicz Marek Olszewski.

- Jeżeli przyjąć, że rzeczywiście potrzebne są zmiany - to niepokoi nas czas. Bo my jako samorządy, będziemy musieli reformę przeprowadzić - na poziomie organizacyjnym i finansowym, a prawie nic nie wiemy - alarmuje.

Nim Sejm uchwali, a prezydent podpisze

Wygaszanie gimnazjów, jak zapowiedziała minister, rozpocznie się 1 września 2017 roku. Nie będzie wówczas rekrutacji do pierwszej klasy gimnazjalnej, a uczniowie dotychczasowej 6-letniej szkoły podstawowej znajdą się już w szkole 8-letniej. Jak słusznie wskazuje nasz rozmówca, zostało niewiele ponad 9 miesięcy, żeby wszystko przygotować.

- Tymczasem brak jakichkolwiek podstaw prawnych, bo Prawo oświatowe jest nadal projektem, podobnie przepisy wprowadzające tę ustawę to nadal tylko projekt. Nim Sejm uchwali, pan prezydent podpisze - minie jeszcze sporo czasu. Znamy jedynie termin, do którego każdy samorząd ma przygotować swoją sieć szkolną - to jest 31 marca 2017 roku. Jednak trudno podejmować decyzje, jeśli wciąż brak podstawy prawnej, nie ma aktów wykonawczych, niezbędnych rozporządzeń. To co mamy, to wciąż jedynie projekty i publicystyka - kwituje Marek Olszewski.

Czytaj także wywiad z prezesem ZNP Sławomirem Broniarzem: To nie minister stoi za zmianami


Dowiedz się więcej na temat: reforma edukacji

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje