Prof. Dudek: Prezydent został postawiony pod ścianą

Prezydent Andrzej Duda /Michal Dyjuk /Agencja FORUM

- Andrzej Duda został postawiony pod ścianą. Podpisał nowelę ustawy o IPN, bo uznał, że nie jest w stanie wytłumaczyć innego kroku, nie narażając się jednocześnie na spore polityczne koszty – mówi w rozmowie z Interią prof. Antoni Dudek, politolog z UKSW.

Reklama

We wtorek prezydent Andrzej Duda zdecydował o podpisaniu noweli ustawy o IPN i skierowaniu jej do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym. Zanim ogłosił swoją decyzję, przypomniał ogrom tragedii II wojny światowej. "Zginęło 6 mln obywateli polskich, wśród których było ok. 3 mln obywateli polskich narodowości żydowskiej" - powiedział.

Kilkukrotnie podkreślił, że Polacy nie brali udziału w sposób systemowy w Holokauście, ale jak dodał, "od strony ludzkiej, jednostkowej bywało różnie".

Reklama

"Podpisuję tę ustawę, ale jednocześnie - ze względu na wrażliwość, która powoduje głosy sprzeciwu i wywołuje obawy, zdecydowałem się skierować ustawę w trybie następczym do TK, celem zbadania art. 55a z konstytucją" - powiedział.

"Strzelono z armaty ślepym nabojem"

- Dopóki ustawa była procedowana w Senacie, to zamiast gwałtownie przyspieszać, można było wyhamować i dokonać głębokiego namysłu nad jej kształtem, przeprowadzić szereg rozmów zagranicznych, i dopiero wówczas podjąć ostateczną decyzję - uważa prof. Antoni Dudek. Ekspert przypomina, że wcześniej projekt ustawy ponad 1,5 roku czekał w parlamencie.

- Tymczasem strzelono z armaty ślepym nabojem - ocenia.

W jego opinii, najlepszym rozwiązaniem byłoby skierowanie ustawy do TK bez jej podpisywania.

- Prezydent został przez swój obóz polityczny postawiony pod ścianą. Zapewne uznał, że gdyby zrobił z tą ustawa cokolwiek innego niż jej podpisanie, to straciłby bardzo wielu zwolenników PiS-u zmobilizowanych w walce o tę ustawę - mówi.

Ustawa nie załatwia sprawy

- Są ludzie, którzy uważają, że da się zmienić wizerunek Polski i postrzeganie jej historii na świecie przy pomocy ustawy. Teraz będą się mogli przekonać o skuteczności tego poglądu - stwierdza ekspert.

Prof. Antoni Dudek wielokrotnie podkreślał, że przepisy spornej nowelizacji będą niemożliwe do wyegzekwowania. - Nie przypominam sobie, by w ostatnich latach w Polsce ktoś mówił o "polskich obozach śmierci". To jest przepis przeciwko mediom zagranicznym, których skuteczność ścigania w oparciu o prawo karne jest bliska zeru - przekonuje.

W jego ocenie, oczywistym jest, że z mówieniem o "polskich obozach" należy walczyć, ale nie poprzez wprowadzanie nieskutecznego prawa.

Przypomnijmy, że zgodnie z nowelizacją, każdy kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne - będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Taka sama kara grozi za "rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni".

- Mam nadzieję, że za dwa lata politycy opozycji poproszą rząd i kierownictwo IPN-u, by pokazali, ile spraw zostało wszczętych w związku z tym artykułem ustawy. Na jakim etapie są śledztwa, i jaki jest ich efekt, czy zmniejszyło się używanie w przestrzeni światowych mediów określenia "polskie obozy śmierci". Sam będę to z uwagą śledził, bo pracowałem w IPN przez wiele lat, i mam swoje zdanie na temat skuteczności prokuratury IPN-u. Powiem wprost, to zdanie jest bardzo krytyczne - mówi prof. Dudek.

Ekspert podkreśla, że uchwalono ustawę, która będzie nieskuteczna i nie spełni oczekiwanej roli.

Polityka wewnętrzna kosztem zagranicznej?

Jak przekonuje, manewr prezydenta nie naprawi relacji z Izraelem, który spodziewał się wstrzymania ustawy. Ponadto w Izraelu trwa obecnie kampania wyborcza, w której temat aktualnego polsko-izraelskiego sporu jest podgrzewany.

- Walczące między sobą partie z tej ustawy uczyniły rodzaj piłki, którą się przerzucają, kto mocniej da stronie polskiej do wiwatu - stwierdza.

- Dla mnie najważniejsze jest jednak to, jak ta decyzja wpłynie na relacje polsko-amerykańskie. USA są dziś - po dwóch latach rządów PiS - naszym jedynym znaczącym sojusznikiem. Jeżeli się okaże, że za tę cenę straciliśmy dobre relacje - co nie jest jeszcze przesądzone, ale wszystko ku temu zmierza, patrząc na oświadczenie Departamentu Stanu - to nie było warto - uważa.

W ocenie eksperta, skutki dzisiejszej decyzji będziemy odczuwać przez wiele miesięcy, a nawet lat.

- Niestety, krótkoterminowy interes związany z polityką wewnętrzną znowu wziął górę nad długofalowymi interesami polskiej polityki zagranicznej i naszej pozycji w świecie - podsumowuje prof. Antoni Dudek.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy