Wizerunkowy problem Prawa i Sprawiedliwości

Kampania "Sprawiedliwe sądy" /Tomasz Kawka /East News

- PiS, kiedy szło po władzę z hasłem "dobrej zmiany" na sztandarach, obiecywało tzw. "odnowę moralną", zapewniając, że nie będzie tolerować sytuacji, w których politycy rządzący konsumują "ośmiorniczki za publiczne pieniądze", dlatego kampania "Sprawiedliwe sądy" jest niewątpliwie sporym problemem wizerunkowym obozu władzy - mówi Interii dr Olgierd Annusewicz, politolog zajmujący się m.in. zagadnieniem kształtowania wizerunku w polityce.

Reklama

Od kiedy na ulicach zawisły billboardy z cytatem słów prof. Andrzeja Rzeplińskiego: "Niech zostanie tak, jak było", do opinii publicznej zaczęły trafiać kolejne niezbyt wygodne dla PiS informacje, związane z okolicznościami prowadzenia kampanii "Sprawiedliwe sądy", która - w zamyśle jej autorów - ma przybliżyć polskiej i zagranicznej opinii publicznej cele i szczegóły reformy wymiaru sprawiedliwości.

Pierwsze kontrowersje wzbudził fakt, że kampania została zlecona przez Polską Fundację Narodową (PFN), finansowaną przez spółki Skarbu Państwa, a jej koszt to 19 mln zł.

Reklama

- Okazało się, że pieniądze spółek Skarbu Państwa są wyciągane po to, żeby PiS-owscy działacze i sympatycy realizowali spoty promujące partyjną reformę i zarabiali na tym - wskazuje dr Olgierd Annusewicz.

Rządowa czy nie? Sprzeczne komunikaty

W obliczu oskarżeń o partyjność kampanii, PiS miało spory problem w zakomunikowaniu społeczeństwu, jaka była rola obozu władzy w jej powstaniu.

13 września, wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik: Ani rząd, ani Prawo i Sprawiedliwość nie ma nic wspólnego z kampanią billboardową dotyczącą sądownictwa.

14 września, Robert Mazurek w RMF FM pyta Macieja Świrskiego, wiceprezesa PFN o to, w czyim imieniu prowadzona jest kampania: (...) Mazurek: Ale pan się w czyim imieniu, przepraszam, przeciwstawia? W imieniu PiS-u, w imieniu rządu? Świrski: Nic nie wiem na ten temat, żebym się przeciwstawiał w imieniu PiS-u czy w imieniu rządu - w imieniu obywateli.

Tego samego dnia wypowiada się szef klubu PiS Ryszard Terlecki: To jest kampania, którą prowadzi PFN, oczywiście na zlecenie rządu.

15 września wicepremier Piotr Gliński, pytany w Sejmie o wzbudzającą kontrowersje kampanię, formułuje jednoznaczne stanowisko: Decyzja w sprawie kampanii "Sprawiedliwe sądy" była "autonomiczną decyzją tej fundacji". Przyznał jednak, że przedsięwzięcie jest realizowane "na prośbę rządu". "I nie jest nic wstydliwego w tym, że PFN przychyliła się do prośby polskiego rządu, żeby w ważnych dla Polaków sprawach przeprowadzić kampanię informacyjną" - zaznaczył szef MKiDN.

Dopiero po tej wypowiedzi politycy obozu władzy przyjęli wspólną wersję wydarzeń. 

19 września Ryszard Terlecki: "Rząd nie zlecił PFN przeprowadzenia kampanii dotyczącej sądownictwa, bo tego formalnie zrobić nie może". "Fundacja działa na życzenie, prośbę, chce wesprzeć rząd" - zapewnił.

"To jak mierzenie zawartości cukru w cukrze"

Kontrowersje wzbudził także zamysł kampanii rozmijający się z głównymi celami statutowymi PFN. Kiedy powołano fundację, jako główny cel jej działalności wskazano "promocję i ochronę wizerunku Rzeczypospolitej Polskiej oraz polskiej gospodarki w Polsce i poza jej granicami". Pojawiły się więc liczne pytania: jak kampania informująca Polaków o patologiach w wymiarze sprawiedliwości ma promować Polskę?

- Ze strony PFN nie otrzymaliśmy żadnego sensownego i racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego fundacja promuje reformę sądownictwa rządu. Starano się za to uporczywie udowadniać, że to jednak jest kampania promująca Polskę - zauważa dr Annusewicz.

"Celem statutowym fundacji jest promowanie wizerunku Polski nie tylko za granicą, ale także w kraju. Zaczynamy od Polski, dlatego, że wizerunek Polski na skutek nieodpowiedzialnych działań pewnych mediów przede wszystkim został poderwany także w oczach obywateli - stąd akcja" - przekonywał wiceprezes zarządu PFN Maciej Świrski.

- Mówienie o sędzi, który spowodował wypadek po pijanemu nie promuje Polski. Poza tym promowanie Polski w Polsce przypomina mierzenie zawartości cukru w cukrze, do takiego poziomu absurdu dotarliśmy - stwierdza politolog.

Prawda czy półprawda

Dodatkowo okazało się, że niektóre przykłady mające obnażać patologie wśród sędziów są dalekie od rzetelności.

"Sędzia z Tarnobrzega pod koniec 2006 roku wpadł na kradzieży kiełbasy w stalowowolskim markecie. Następnego dnia jechał do Tarnobrzega, by swoim przełożonym wytłumaczyć tę sprawę, lecz nie dojechał. Wpadł do rowu, uciekając przed policyjną kontrolą. We krwi sędziego wykryto 2,36 promila alkoholu".  Sędzia, jak się okazało, nie tylko został ukarany za ten czyn, przestał orzekać, ale od dwóch lat nie żyje.

Posłużono się także przykładem sędzi z Łodzi w stanie spoczynku, która została złapana w sklepie na kradzieży spodni. Kiedy policja chciała ukarać ją mandatem, próbowała zasłonić się immunitetem. W opisie tego przypadku "nadużycia w nadzwyczajnej kaście" zabrakło dość znaczących faktów. Jak poinformował łódzki sąd, sędzia cierpi na chorobę psychiczną i od 12 lat nie orzeka.

- Nie da się również pominąć faktu, że z punktu czysto marketingowego ta kampania jest bezsensowna i fatalnie prowadzona. Już w pierwszych dniach jej trwania, Platformie udało się ją całkowicie przykryć. Jeśli przeanalizujemy zasięgi memów (liczba osób, do których memy dotarły - przyp. red.) robionych przez PO i postów wrzucanych przez Solvere, to dane są kompletnie nieporównywalne. Oczywiście na niekorzyść wydawania 19 mln zł - wskazuje dr Olgierd Annusewicz.

Spółka byłych współpracowników premier

Negatywne oceny jakości kampanii to jednak nie jedyny problem spółki Solvere. Wiele pytań wzbudziły okoliczności jej powstania, rejestracja domeny i sami właściciele: Piotr Matczuk i Anna Plakwicz. PR-owcy są byłymi współpracownikami premier Szydło. Spółkę Solvere zarejestrowali jeszcze jako urzędnicy w Kancelarii Premiera. Zlecenie od PFN spółka otrzymała bez udziału w przetargu. "Fundacji nie obowiązują przepisy o zamówieniach publicznych" - uzasadniał brak ogłoszenia przetargu prezes PFN Cezary Jurkiewicz.

Zainteresowanie wzbudził także termin rejestracji domeny internetowej sprawiedliwesady.pl. Matczuk i Plakwicz zrobili to dzień po ogłoszeniu przez prezydenta Andrzeja Dudę wet w sprawie ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. A ponad trzy tygodnie później Solvere podpisało umowę z PFN na prowadzenie kampanii na temat reformy sądownictwa.

Skąd tak szybka decyzja o zarejestrowaniu domeny? "Ludzie z podobnego środowiska myślą tymi samymi torami - my myśleliśmy o tym, a oni o tym. I tyle" - stwierdził wiceprezes PFN Maciej Świrski. 

Poszukiwanie winnych?

- Gdybym był dziś pracownikiem Kancelarii Premiera i zastanawiał się, jak ten problem rozwiązać, to rozważałbym przekształcenie PFN w jakąś inną instytucję po to, żeby ta marka przestała istnieć. Po drugie znalazłbym kogoś, kogo można obciążyć winą za tę kampanię - rozważa ekspert.

O ile na razie nic nie wskazuje, by w PFN miało dojść do jakichkolwiek zmian, o tyle pismo, jakie 15 września do CBA skierowano z Kancelarii Premiera może być krokiem w stronę oczyszczenia premier Beaty Szydło z podejrzeń, że była świadoma wszystkich działań prowadzonych przez jej współpracowników.

Matczuk i Plakwicz zarejestrowali spółkę jeszcze jako pracownicy kancelarii. Przesłane do CBA pismo miałoby dotyczyć właśnie wątku rejestracji i działalności Solvere. Z nieoficjalnych ustaleń RMF FM wnika, że CBA ma zbadać, czy mogło dojść do złamania przepisów zakazujących prowadzenia działalności gospodarczej przez urzędników.

Kaczyński: Doskonała, bardzo skuteczna kampania

Niejasności i przykłady nierzetelnych działań nie niepokoją jednak prezesa PiS, wręcz przeciwnie. "To jest doskonała, bardzo skuteczna kampania, notująca dziesiątki milionów wejść internetowych" - podkreślił prezes Jarosław Kaczyński w rozmowie z tygodnikiem "Sieci prawdy". Ocenił jednocześnie, że PFN ma "pełne prawo" prowadzić tę kampanię, a rząd - jak stwierdził - "ma prawo ją zachęcać do tego typu działań".

"Bronię tej kampanii, uważam ją za bardzo dobre przedsięwzięcie. To działanie całkowicie uprawnione, dotyczące sprawy, która w żadnym wypadku nie ma charakteru partyjnego, ale dotyczy bardzo ważnej reformy państwa, ma więc charakter państwowy" - zaznaczył Kaczyński. W jego ocenie, to nie jest akcja prowadzona w interesie partii, ale w interesie wszystkich obywateli.

- PiS ma ten element w swoim kodzie genetycznym - czystość wartości i uczciwość. Każdy element, który nie będzie zgodny z tym kodem, będzie działał długoterminowo na niekorzyść wizerunku. W momencie, w którym ludzie przestaną wierzyć, że PiS może wnieść do polityki coś pozytywnego, tę odnowę moralną - i nie mówię tu o ludziach, którzy w to nigdy nie wierzyli - to będzie koniec tego ugrupowania - prognozuje dr Olgierd Annusewicz.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje