Andrzej Guła: Postawiliśmy sobie tylko jeden cel

"Jako Alarm Smogowy postawiliśmy sobie tylko jeden cel: chcemy doprowadzić jakość powietrza w Polsce do poziomu zgodnego z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia. Będziemy działać tak długo, aż go osiągniemy" - zapowiada Andrzej Guła, współzałożyciel Krakowskiego Alarmu Smogowego oraz inicjatywy Polski Alarm Smogowy. "Chcemy móc oddychać powietrzem, które będzie bezpieczne, i które najzwyczajniej w świecie nas nie zabije" - apeluje.

Ekonomista środowiska, ekspert ds. efektywności energetycznej i ochrony powietrza, był jednym z gości IV Międzynarodowej konferencji "Europa wobec wyzwań XXI wieku. Bohaterowie i antybohaterowie", zorganizowanej w Oświęcimiu. Podczas dyskusji mówił o bohaterstwie codzienności i walce o lepsze, czyste powietrze w Polsce.

Reklama

Andrzej Guła zajmuje się kwestią zanieczyszczeń powietrza od pięciu lat. W trakcie swojego wystąpienia opowiedział, jak powstał Krakowski Alarm Smogowy. 

- Kilka lat temu, w trakcie realizacji projektu, zostałem zmuszony do przejrzenia danych dotyczących jakości powietrza w Polsce. Uzmysłowiłem sobie wtedy, że jest bardzo źle. Dym unoszący się z kominów sąsiednich domów, który trafiał prosto do moich okien, był realnym zagrożeniem dla mnie, mojej rodziny, moich dzieci. Nie chciałem już dłużej mieszkać w miejscu, w którym w zimie mam notoryczny problem ze smogiem, w którym nie mogę oddychać. Z grupą bliskich znajomych zaczęliśmy apelować do polityków - wspominał Andrzej Guła w Oświęcimiu.

Jak podkreślił, już na samym początku okazało się, że ludzi, którym zależy na czystym powietrzu, jest bardzo dużo. Walka ze smogiem rozpoczęła się w Krakowie, ale do inicjatorów szybko zaczęły docierać niepokojące sygnały z innych miejsc. 

- To ludzie wymusili tę zmianę. Gdyby nie wychodzili na ulice, nie protestowali, nie składali podpisów pod petycjami, nie pokazywali politykom, że nie będą dłużej tolerować takiej sytuacji, pewnie nic by się nie zmieniło - przypomniał ekspert.

"Będziemy działać tak długo, aż osiągniemy cel"

Polskie władze od wielu lat dopuszczają do tego, by do ogrzewania w domach stosować marnej jakości węgiel i pozaklasowe kotły, które nie spełniają żadnych standardów emisyjnych. 

- W Polsce, w kraju węglowym, dopuszcza się do sprzedaży odpad węglowy. Ten, który nigdy nie powinien być spalany w gospodarstwach domowych i musi zostać zakazany - zaapelował Andrzej Guła. 

Podkreślił również, że Alarm Smogowy ma tylko jeden cel. 

- Chcemy doprowadzić jakość powietrza w Polsce do poziomu zgodnego z przepisami UE i wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia. Będziemy działać tak długo, aż osiągniemy ten cel. Nie chodzi o to, by wprowadzić zakaz palenia węglem w polskich gospodarstwach domowych. Chodzi o podstawowe regulacje, które ucywilizują sposób, w jaki ogrzewane są polskie domy - zaznaczył ekspert.

- Smog ma dziś twarz nie tylko dużych miast. To też twarz małych miasteczek i wsi - podkreślił Andrzej Guła. 

Wzajemna przepychanka

O zanieczyszczenie powietrza oskarżają się wzajemnie już nie tylko kierowcy samochodów i osoby palące w domach odpadami. Smog - jako plaga wielu polskich miastach - stał się tematem przepychanek politycznych.

- Odkąd zacząłem działać, z niepokojem obserwuję polityczne przepychanki. Smog jest jednak problemem zaniedbywanym przez wszystkie dotychczasowe ekipy polityczne. Jeżeli teraz opozycja mówi, że rządzący nie chcą nic w tej kwestii zrobić, to warto przypomnieć, że przez osiem wcześniejszych lat również nic w tym zakresie nie uczyniono - zaznaczył Andrzej Guła.

- Chcemy móc oddychać powietrzem, które będzie bezpieczne, i które najzwyczajniej w świecie nas nie zabije. Pragniemy, by nie zagrażało ono naszemu zdrowiu i życiu - dodał. Przypomniał też, że inicjatywa Alarmu Smogowego działa w sposób "absolutnie apartyjny". 

- Będziemy rozmawiać z każdym - od prawa do lewa. Powietrze nie ma barw partyjnych - podkreślił.

Setki miliardów publicznych pieniędzy i brak efektów

Na początku br. "Financial Times" okrzyknął Polskę "europejską stolicą smogu". Jak podkreślił Andrzej Guła, z działaniami na rzecz walki z zanieczyszczeniem powietrza nasz kraj jest spóźniony o co najmniej kilka lat.

- Nasi południowi sąsiedzi, Czesi, już kilka lat temu wprowadzili stosowne regulacje. Nie sprzedają do gospodarstw domowych kotłów na węgiel, drewno, czy biomasę, które nie spełniają podstawowych standardów emisyjnych.

Co przez ten czas działo się w Polsce? Każdego roku na polskim rynku sprzedaje się około 150 tys. kotłów, które nie spełniają praktycznie żadnych standardów emisyjnych. Z drugiej strony państwo oferuje ludziom dotacje na wymianę kotłów. - Po wydaniu setek miliardów publicznych pieniędzy, efektu w postaci poprawy jakości powietrza po prostu nie ma - zaalarmował Andrzej Guła.

Alarm Smogowy policzył to na przykładzie województwa małopolskiego.

- W 2014 roku, za pomocą wysokiej "marchewki dotacyjnej", która wynosi około 70-90 procent, wymienionych zostało w Małopolsce trzy tysiące pozaklasowych kotłów w gospodarstwach domowych. W tym samym roku sprzedano w marketach budowlanych 13 tys. kotłów określanych przez branżę jako tzw. kopciuchy, śmieciuchy. Jeżeli ktoś zakupił taki kocioł, to będzie go używał przez najbliższe dziesięć lat - wyliczył Andrzej Guła.

Przebudzenie polskiego społeczeństwa

Ekspert zaalarmował, że każdego roku z tytułu zanieczyszczonego powietrza umiera przedwcześnie 45 tys. osób.

- To nie są bajki. To poważne badania epidemiologiczne prowadzone przez lekarzy, które pokazują, jaką cenę płacimy za mocno zanieczyszczone powietrze w Polsce. To nowotwory, zawały, udary - wyliczał.

Jednocześnie ostrzegł, że żadna, nawet najlepsza kampania informacyjna, nie spowoduje zmiany samoistnie. W walce ze smogiem niezbędne jest zaangażowanie rządu i lokalnych władz.

- Świadomość społeczna jest kluczowa, z tym, że budowanie jej nie może usprawiedliwiać polityków, by nie podejmowali działań. Budowanie świadomości jest fundamentalnie ważne, ale nie zastąpi funkcji regulacyjnych - podkreślił Andrzej Guła.

Dziś, za pomocą monitoringu jakości powietrza, stacji pomiarowych czy mobilnych aplikacji, praktycznie każdy mieszkaniec Polski może zobaczyć, czym oddycha. Czy dzięki temu nastąpiło smogowe przebudzenie?

- Czy mamy dziś w Polsce takie samo smogowe przebudzenie jak w Londynie w 1952 roku, kiedy w wyniku wysokich stężeń pyłu i dwutlenku siarki zmarło tam kilka tysięcy osób? Nie wiem - oświadczył Andrzej Guła. - Brytyjskie władze postanowiły wtedy stworzyć prawo ochrony powietrza. W Polsce ten impuls następuje powoli, ale jest szansa, żeby wszystko zmienić - podkreślił.

- Im więcej ludzi będzie głośno nawoływać polityków do działań, tym większe prawdopodobieństwo, że się uda - podsumował.

Justyna Mastalerz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje