Antyimigrancka partia Wildersa. Czy Polacy mają się czego obawiać?

Geert Wilders /JOHN THYS /AFP

Antyimigrancka partia Geerta Wildersa zapowiadała w kampanii wyborczej "deislamizację Holandii", wyrzucenie z kraju "marokańskich szumowin" i "przywrócenie Holandii Holendrom". Choć negatywne hasła wymierzone były głównie w muzułmanów, Wilders w przeszłości dał się we znaki także Polakom. Co ewentualna wygrana jego skrajnie prawicowej Partii na rzecz Wolności oznaczałaby dla naszych rodaków mieszkających w Holandii?

Reklama

Geert Wilders dał się zapamiętać Polakom jako ten, który w lutym 2012 roku założył stronę internetową, na której Holendrzy mogli pisać donosy na naszych rodaków. Publicznie wypowiadał się o obywatelach Polski mieszkających w Holandii bardzo negatywnie, mówiąc m.in., że "pijani zabieramy pracę Holendrom".

- Złe nastawienie do Polaków rosło w Holandii od 2007 roku, gdy ruszyła fala migracji zarobkowej. Apogeum antyimigranckich nastrojów miało natomiast miejsce, kiedy ruszył portal Wildersa. Wielu Holendrów wówczas zdecydowanie zareagowało. Wiedzieli, że Polacy są holenderskiej gospodarce bardzo potrzebni. Pomogła rezolucja Parlamentu Europejskiego, potępiająca antypolski portal Wildersa i zainteresowanie sprawą prasy europejskiej, która opisywała to jako skandaliczną nagonkę na Polaków w Holandii, obywateli UE. Rząd podjął działania na rzecz zapobiegania wyzyskowi Polaków przez agencje pracy tymczasowej. Osobiście opublikowałam w gazecie "De Volkskrant" otwarty list do premiera i Holendrów, co przyciągnęło uwagę prasy międzynarodowej - mówi w rozmowie z Interią Małgorzata Bos-Karczewska, dziennikarka mieszkająca w Holandii i redaktor naczelna portalu Polonia.nl.

Reklama

Oficjalnie w Holandii mieszka dziś 150 tys. Polaków. 65 proc. z nich jest tam krócej niż pięć lat. To tzw. nowicjusze, "newcomers".

- Niektórzy z nich są niefrasobliwi, nie potrafią uregulować swoich pobytów, nie mają w Holandii stałego miejsca zamieszkania. Gdy otrzymują pomoc socjalną, a gmina listownie prosi ich o potwierdzenie miejsca zamieszkania, nie odpowiadają. Kiedy w kolejnym liście otrzymują informację, że z powodu nieuregulowania miejsca pobytu w ciągu czterech tygodni muszą opuścić Holandię, są zaskoczeni. Ale to nie jest wina Holandii. To wina Polaków, którzy o takie sprawy całkowicie nie dbają - przyznaje Małgorzata Bos-Karczewska.

- Jeżeli Polacy nie będą się stosowali do zasad współżycia z Holendrami, może dojść do incydentu, jakaś wielka burda może eskalować, co populista Wilders mógłby ewentualnie chętnie wykorzystać - dodaje. - Jednak to wszystko zależy od kalkulacji Wildersa. To wyrachowany polityk, grający na emocjach i niezadowoleniu Holendrów, który umie rozgrywać bitwy medialne, bo one przynoszą mu popularność - podkreśla Małgorzata Bos-Karczewska.

Polityczny kapitał zbudowany na antyimigranckich nastrojach

Z kolei dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, wskazuje, że Partia na rzecz Wolności buduje swój polityczny kapitał przede wszystkim na krytyce imigrantów i Unii Europejskiej. Politycy tego ugrupowania z Geertem Wildersem na czele twierdzą, że mobilność wewnątrz jednolitego rynku i swobodny przepływ osób, jest jedną z przyczyn kryzysu gospodarczego i niestabilności zatrudnienia.

- Holendrzy, którzy od wieków byli społeczeństwem otwartym na migrantów i sami często emigrowali, dziś zdają się być coraz bardziej sceptyczni wobec obcych. Dotyczy to także Polaków. Jeśli wygra Wilders, nowy rząd będzie dążył do ograniczenia liczby obywateli innych krajów w Holandii - mówi w rozmowie z Interią dr Bonikowska.

Zdaniem ekspertki, najgorszym scenariuszem byłoby nasilenie się nastrojów antyimigranckich w holenderskim społeczeństwie. - W konsekwencji mogłoby to przynieść falę hejtu, a nawet przemoc i zamieszki na ulicach - przyznaje dr Bonikowska.

"Toksyczne wiadomości z Polski"

Małgorzata Bos-Karczewska zwraca uwagę na inny wątek. Jej zdaniem, radykalnej zmiany w stosunku do Polaków z powodu polityki Wildersa nie będzie, ale negatywnych trendów można się upatrywać w rosnącej nacjonalizacji, antyunijnych nastrojach pewnej grupy Polaków i zamykaniu się przez nich w polskim kręgu kulturowym.

Jak podkreśla Bos-Karczewska, wśród Polaków z nowej migracji zarobkowej bardzo żywotne są wątki nacjonalistyczne - zakładają oni np. sklepy z odzieżą patriotyczną. - Holendrzy nie odbierają tego pozytywnie, bo widzą, co się dzieje z Turkami, a to ewidentnie niebezpieczne na przyszłość - ocenia.

- Dwa lata temu, zaraz po wyborach w Polsce, jeden młody rodak zapytał mnie, czy można zorganizować marsz niepodległości 11 listopada na moście Erazma w Rotterdamie... To dało mi dużo do myślenia - mówi Bos-Karczewska.

Dodaje, że wielu Polaków radykalizuje się pod wpływem tego, co płynie z Polski. - Chodzi m.in. o konflikt z Komisją Europejską, a dokładnie z Holendrem Fransem Timmermansem. Wśród pewnej grupy Polaków powstają nastroje antyholenderskie właśnie z powodu napięcia między Polską a KE o praworządność - mówi redaktor naczelna Polonia.nl.

Kolejnym niepokojącym zjawiskiem jest też stosunek naszych rodaków do muzułmanów mieszkających w Holandii. - Polacy przyjeżdżają z kraju, który jest monolitem pod względem kulturowym do kraju wielokulturowego. Mają animozje w stosunku do Turków czy Marokańczyków. Odnoszą się do nich z pogardą. Gdy widzą, że ci są już w Holandii ustatkowani, odczuwają wobec nich zazdrość - podkreśla Małgorzata Bos-Karczewska. - Religia - islam - też odgrywa swoją rolę. Co więcej, niektóre polskie dzieci wykazują w holenderskich szkołach postawy rasistowskie. Wynoszą je z domu, bo tacy są ich rodzice - dodaje.

Co zaskakujące, część Polaków sympatyzuje z poglądami Geerta Wildersa, choć ten sam człowiek jeszcze pięć lat temu swoje antyimigranckie hasła wymierzał właśnie w ich stronę.

- Polacy mają krótką pamięć, w międzyczasie tyle się wydarzyło, że tamten incydent poszedł w zapomnienie. Teraz ich głowy zaprzątnęły inne bolączki - głównie sytuacja w Polsce i toksyczne wieści z kraju. Tym właśnie żyją nowicjusze, a nie polityką Holandii - dodaje Małgorzata Bos-Karczewska.

Jak Holendrzy postrzegają naszych rodaków?

Zdaniem dr Bonikowskiej z Centrum Stosunków Międzynarodowych, aktualny obraz Polaków w społeczeństwie holenderskim nie jest jednak zły. - Według badań Instytutu Spraw Publicznych z 2012 roku prawie 40 proc. badanych wskazało, że Polacy dobrze lub bardzo dobrze pasują do społeczeństwa holenderskiego ze względu na "europejskie cechy" - kulturę i wygląd - oraz zdolności adaptacyjne i pracowitość - mówi dr Bonikowska.

Krzysztof Skrzypek, redaktor naczelny portalu Nasza-Holandia.pl, zwraca z kolei uwagę, że Polacy mają ogromny wkład w holenderską gospodarkę.

- Gospodarka Holandii od zawsze opiera się na pracownikach tymczasowych. Jest to tak popularne, że nawet co piąty Holender pracuje za pośrednictwem Agencji Pracy Tymczasowej. Nie ma możliwości, by nagle, w ciągu miesiąca czy roku zwolnić wszystkich pracowników tymczasowych - zabrakłoby wtedy po prostu rąk do pracy - mówi Skrzypek.

Dodaje, że pomimo haseł głoszonych przez Geerta Wildersa, Polacy mieszkający w Holandii nie mają się czego obawiać.

- Trzeba pamiętać że Wilders reprezentuje dość radykalne poglądy, które trafiają jedynie do wąskiej grupy odbiorców. Holendrzy są bardzo przyjaznymi ludźmi, a prawa pracownika są w tym kraju bardzo przestrzegane - podkreśla redaktor naczelny Nasza-holandia.pl. - Przez wiele lat pracy i mieszkania w Holandii nigdy nie spotkałem się z gorszym traktowaniem, a wręcz przeciwnie - z roku na rok żyje się coraz lepiej. Polacy są sumiennymi, pracowitymi ludźmi, a Holendrzy to widzą i doceniają - mówi Krzysztof Skrzypek. 

Justyna Mastalerz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje