Chlor użyty przeciw oblężonym? OPCW wszczęło śledztwo

Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) bada, czy podczas ataków na oblężoną, kontrolowaną przez rebeliantów Wschodnią Ghutę użyto zakazanego chloru - informuje we wtorek Reuters. Od kilku dni media i organizacje humanitarne alarmowały, że podczas nalotów wykorzystywane są bomby chemiczne.

OPCW z siedzibą w Hadze wszczęła śledztwo w niedzielę, 25 lutego. Badane są doniesienia o wielokrotnym wykorzystaniu bomb z chlorem w lutym na przedmieściach Damaszku - pisze Reuters, powołując się na źródła dyplomatyczne. 

Reklama

Ze względów bezpieczeństwa zespół nie uda się do Ghuty. Gromadzone będą natomiast zeznania świadków, dowody fotograficzne i nagrania wideo. OPCW przeprowadzi też wywiady z lekarzami - informuje Reuters.  

OPCW nie orzeknie jednak, kto stał za atakami.  

Syryjska Obrona Cywilna znana jako Białe Hełmy opublikowała w niedzielę oświadczenie, w którym oskarżyła reżim Asada o zrzucenie na Wschodnią Ghutę bomb wypełnionych chlorem. Białe Hełmy poinformowały, że w wyniku ataku gazowego na miasto al-Shifuniya jedno dziecko zginęło przez uduszenie. Kilkanaście osób, w tym dwóch wolontariuszy Syryjskiej Obrony Cywilnej, miało objawy typowe dla zatrucia chlorem.  

Lokalni lekarze relacjonowali, że poszkodowanych zostało co najmniej 18 osób, które miały trudności z oddychaniem, zapalenie oczu i błon śluzowych oraz zawroty głowy. Potwierdzili także, że podczas ataku zginęło jedno dziecko - trzyletni chłopiec, a inne, czteromiesięczne, musiało zostać podłączone do respiratora.  

Na nagraniu opublikowanym przez Syryjsko-Amerykańskie Towarzystwo Medyczne widać ratowników biegnących z pomocą dzieciom, które oblewane były wodą i podawano im maski tlenowe - relacjonuje "The Guardian".  

"Zapach świadków ataku, kierowców pogotowia i ofiar to doskonale znany zapach gazu chlorowego" - relacjonowali w niedzielę lekarze.  

Jeden z doktorów, który przedstawił się w rozmowie z BBC jako dr Jad, powiedział, że ratownicy pracują we Wschodniej Ghucie "w obliczu spadających bomb, bez elektryczności, bez tlenu, bez znieczuleń, bez środków przeciwbólowych, bez antybiotyków". 

"Pracują w naprawdę strasznej i trudnej sytuacji. To nam przypomina pierwszą wojnę światową" - cytuje lekarza BBC.

Użycie chloru jako broni chemicznej jest niezgodne z konwencją o zakazie broni chemicznej z 1997 r. Jeśli okaże się, że w nalotach na Wschodnią Ghutę wykorzystano chlor, będzie to oznaczało pogwałcenie międzynarodowej konwencji, którą Syria podpisała w 2013 r. po tym, jak setki ludzi zginęło wówczas w Ghucie w ataku z użyciem sarinu. Według różnych szacunków, masakra z użyciem broni chemicznej w 2013 r. mogła pochłonąć w Ghucie ponad 1800 ofiar.  

W kwietniu 2017 r. na miasto Chan Szajchun w prowincji Idlib spadły kolejne pociski wypełnione śmiertelnie trującym gazem bojowym - sarinem. Zginęło wówczas ponad 80 osób, w tym 30 dzieci. Na krwawy atak mocno zareagowały Stany Zjednoczone, które na polecenie Donalda Trumpa wystrzeliły 59 samosterujących pocisków Tomahawk. Uderzyły one w bazę lotnictwa syryjskiego al-Szajrat, skąd trzy dni wcześniej wystartował samolot z bombą chemiczną na pokładzie.     

W ubiegłym roku komisja śledcza ONZ ds. zbrodni wojennych w Syrii opublikowała raport, w którym oskarżyła reżim Asada o stosowanie broni chemicznej. Napisała, że ma dowody na 33 ataki chemiczne w Syrii, z których 27 dokonały siły rządowe.   

Baszar el-Asad zaprzecza wszystkim oskarżeniom. Zarówno Syria jak i Rosja o użycie broni chemicznej oskarżają rebeliantów.   Reuters przyomina, że przywódcy Francji, USA i Wielkiej Brytanii mówili w lutym, że jeśli pojawiłyby się dowody na użycie broni chemicznej przez prezydenta Asada, to poparliby działania wojskowe wymierzone w syryjski reżim. 

Reklama

Reklama

Reklama