Nieustanna walka o życie. Jak pomoc humanitarna odmienia świat

Obóz dla syryjskich uchodźców w Libanie /Spencer Platt /Getty Images

Bombardowania, głód, strach, choroby i cierpienie - to codzienność milionów ludzi żyjących na terenach ogarniętych konfliktem zbrojnym. W przypadający dziś Dzień Pomocy Humanitarnej ONZ przypomina i apeluje do światowych przywódców, by wojny nie toczyły się kosztem niewinnych cywilów i pracowników humanitarnych.

Reklama

Konflikty zbrojne rozdzierają dziś ogromne obszary świata. Rekordowa liczba osób potrzebuje pomocy humanitarnej i ochrony. Ponad 65 milionów ludzi musi uciekać ze swoich domów w wyniku wojny, przemocy albo prześladowań. W tym samym czasie, wśród społeczności międzynarodowej narasta zmęczenie cierpieniem ludzi dotkniętych wojną - czytamy w raporcie Sekretarza Generalnego ONZ Antonio Guterresa.

W obliczu największych kryzysów humanitarnych od czasów drugiej wojny światowej o życie ludzi nieustannie walczą organizacje humanitarne. W samym sercu ich pracy jest człowiek - dotknięty kataklizmem albo krwawym konfliktem spowodowanym przez innego człowieka.

Reklama

- W swoich wyobrażeniach i dążeniach do jak najlepszego życia dla nas i naszych rodzin, jesteśmy wszyscy bardzo podobni. Tyle złego dzieje się dookoła, a moglibyśmy żyć zupełnie inaczej - mówi w Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej Ewa Piekarska, prezes Polskiej Misji Medycznej (PMM).

Podkreśla, że praca na rzecz drugiego człowieka opiera się na czterech głównych filarach: neutralności, poszanowaniu godności ludzkiej, apolityczności i humanitaryzmie. - Tratujemy każdą z ofiar, której pomagamy, w identyczny sposób. Niesiemy pomoc bez względu na stronę konfliktu, przekonania, rasę, kulturę, czy tradycję - mówi szefowa PMM.

Piotr Kołodziej z Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH) dodaje, że pomoc humanitarna musi być długofalowa i odpowiadać na palące potrzeby najsłabszych. - By pomoc była efektywna, należy słuchać ludzi, którym się pomaga, zauważać ich głos. Rozpoczyna się to już od samego początku, przy rozpoznawaniu potrzeb i planowaniu działań. Jeśli dowiemy się, jaka jest potrzeba w danym rejonie, tym efektywniej możemy na nią odpowiedzieć. Programy humanitarne muszą być modyfikowane w zależności od okoliczności, a te podczas wojny czy kryzysu są bardzo różne - podkreśla pracownik PAH.

Dodaje, że istotną rolę odgrywa współpraca z innymi organizacjami oraz ONZ. - Bardzo ważna jest koordynacja, by pracować tam, gdzie są największe potrzeby i jednocześnie nie pokrywać się z innymi instytucjami. Musimy działać przede wszystkim tam, gdzie pomoc jeszcze nie dotarła - mówi Piotr Kołodziej.

Ogniska zapalne

Regiony, które obecnie najpilniej potrzebują pomocy, to przede wszystkim Bliski Wschód, Jemen oraz państwa wschodniej Afryki.

- To ogniska zapalne, w których występują dziś największe katastrofy humanitarne na świecie. Kryzys syryjski, który trwa już ponad sześć lat, dotknął cały region Bliskiego Wschodu. Pomocy potrzebują uchodźcy m.in. w Jordanii, Turcji, Libanie i Iraku - mówi Piotr Kołodziej z PAH.

W Afryce najcięższa sytuacja występuje w Południowym Sudanie, Somalii i Nigerii. Według raportu ONZ, na krawędzi głodu żyje tam obecnie ponad 20 milionów ludzi, w tym 1,4 miliona dzieci. Z tym samym problemem boryka się Jemen.

- Jemen to kryzys trochę zapomniany, ale mamy tam również do czynienia z katastrofą humanitarną ze względu na epidemię cholery, wojnę domową i brak dostępu do czystej wody - przypomina Piotr Kołodziej z PAH.

- Nie możemy też zapominać o regionach, w których katastrofy miały miejsce kilka lat temu, ale ludzie nadal ponoszą ich konsekwencje. Wiele zniszczonych domów jest wciąż na Haiti - zauważa Ewa Piekarska, szefowa PMM. - Pomoc humanitarna powinna trwać do pół roku po wystąpieniu katastrofy, natomiast w regionach po tsunami lub trzęsieniach ziemi proces odbudowy trwa o wiele dłużej - dodaje. 

Małgorzata Olasińska-Chart z PMM przypomina też o regionach, które są nieustannie narażone na katastrofy naturalne.

- Regiony jak Pakistan, Chiny, Bangladesz czy Filipiny z racji swojego położenia geograficznego są cały czas narażone na trzęsienia ziemi, lawiny, powodzie błotne, tsunami i monsuny. Rok w rok pustoszą one część tych krajów - mówi koordynatorka projektów PMM.

Misje na krańcach świata

Polska Akcja Humanitarna obejmuje działaniami głównie terytorium Iraku, Syrii, Somalii i Sudanu Południowego. Oprócz tego prowadzi misję na Ukrainie, a niedługo rozpocznie pomoc w Irackim Kurdystanie.

- PAH jest organizacją wodno-sanitarną. Prowadzimy działania, które umożliwiają ludziom dostęp do wody pitnej. Odbudowujemy infrastrukturę, budujemy toalety. Osobne działania prowadzimy na obszarze Iraku i Syrii dla osób, które przesiedliły się wewnętrznie i nie uciekły poza granice kraju. Organizujemy kampanie higieniczne i dystrybuujemy paczki żywnościowe, pomagając ludności cywilnej. W Sudanie Południowym staramy się zwiększać kapitał ludności lokalnej w odpowiedzi na suszę. Nie dystrybuujemy tam żywności, tylko stwarzamy narzędzie, które pomagają tym osobom nie popaść w głód - mówi Piotr Kołodziej.

Polska Misja Medyczna oprócz projektów w Syrii, Mjanmie i Irackim Kurdystanie, prowadzi działania m.in. na Haiti, w Senegalu, Azerbejdżanie, Ugandzie, Papui-Nowej Gwinei, Indiach i Kenii.

Ewa Piekarska i Małgorzata Olasińska-Chart podkreślają, że równie ważna, jak pomoc humanitarna, jest późniejsza faza działań, czyli pomoc rozwojowa. 

- Polega ona na przygotowaniu społeczności na ewentualne kolejne kataklizmy. Pomoc rozwojowa trwa kilka lat i zakłada osiągnięcie trwałych rezultatów w miejscu katastrofy, m.in. odbudowanie infrastruktury: dróg, połączeń telekomunikacyjnych, szkół, domów. Jednocześnie uczy się ludzi, jak zapobiec albo zareagować szybciej w przypadku nowego kryzysu i obniżyć jego negatywne skutki - mówi Małgorzata Olasińska-Chart z PMM.

- Jeżeli będziemy mieć efektywny system komunikacyjny między wioskami, jeśli będziemy budować domy tak, by były mniej podatne na trzęsienia ziemi czy tsunami, wówczas społeczność poniesie o wiele mniejsze straty niż w poprzednich kataklizmach - dodaje.

Kulisy pracy humanitarnej

Pracownicy humanitarni, podobnie jak cywile przebywający na obszarach konfliktów zbrojnych, narażeni są na ataki.

- W Sudanie Południowym nie negocjujemy z osobami, które mają broń, nie przewozimy ich samochodami, nie wpuszczamy ich na teren misji. W krajach muzułmańskich pracownice humanitarne muszą mieć zakryte włosy. W Somalii nie można pokazać się z odkrytą głową, bo jest to bezpośrednie narażenie się na niebezpieczeństwo - mówi Małgorzata Olasińska-Chart z PMM, zapytana o kulisy pracy humanitarnej.

Jak dodaje, istnieje tzw. kodeks postępowania pracowników humanitarnych. Każdy, kto jedzie udzielać pomocy, musi się z nim zapoznać i go podpisać. Są w nim opisane zasady, jak postępować zgodnie z zagrożeniami, kulturą i tradycją danego kraju.

Ewa Piekarska z PMM podkreśla jednak, że żadna organizacja nigdy nie naraża swoich pracowników na utratę zdrowia lub życia. - Jeżeli zaostrza się konflikt, a sytuacja staje się niebezpieczna i eskaluje, pracownicy są ewakuowani - mówi.

Międzynarodowa solidarność

Pracownicy organizacji humanitarnych podkreślają, że w obliczu obecnych kryzysów widoczna jest ogromna solidarność ludzi z ofiarami wojen i katastrof.

- Oprócz wpłat i darowizn  mamy mnóstwo zapytań, w czym można nam pomóc - mówi szefowa PMM. - Przy temacie leczenia syryjskich dzieci w Polsce dostajemy mnóstwo propozycji: ktoś może zoperować, ktoś może przyjąć pod dach na czas rehabilitacji - dodaje.

Pracowniczki PMM podkreślają, że to, co z wnętrza rozdartej wojną Syrii pokazały media, wywołało jeszcze większą solidarność i ofiarność, także wśród Polaków.

- Wzruszające jest, gdy dzwonią do nas starsze panie i mówią, że za parę dni będą miały emeryturę i na pewno wpłacą pieniądze, chociaż same mają niewiele. Solidaryzujemy się z tymi, którzy potrzebują pomocy bez względu na przekonania religijne czy kulturowe. To coś niesamowitego, bo ludzie naprawdę otwierają swoje serca - podkreśla Ewa Piekarska.

"Matki dziękowały nam, że zoperowaliśmy im dzieci"

Ewa Piekarska i Małgorzata Olasińska-Char z PMM podkreślają, że najbardziej wzruszający w działalności pracowników humanitarnych jest uśmiech, który pomimo ogromnego cierpienia pojawia się u osób poszkodowanych w wyniku wojen i bombardowań.

- W Sudanie czy w Iraku współpracownicy lub osoby, którym pomagamy, pamiętają, że lubimy zjeść tradycyjny, lokalny posiłek. Kiedy wyjeżdżam z Sudanu, zawsze dostaję w prezencie siatkę smażonej katawy, a w Iraku -  na pożegnanie słoik konfitury z granatów. Ci ludzie zawsze chcą nam dać coś od siebie - mówi Małgorzata Olasińska-Chart z PMM.

- Pojedyncze słowa podziękowania są najpiękniejsze. Ludzie, którzy nic nie mają, potrafią dzielić się tym, co są w stanie zdobyć. Tak było chociażby podczas misji w Papui-NowejGwinei, kiedy mieszkańcy wioski zabili dla nas świnię. To było ogromne poświęcenie, bo taki posiłek zjada się tylko od święta - wspomina misję Ewa Piekarska.

I dodaje: - Ale na zawsze zapamiętam matki, które w różnych rejonach świata przychodziły i mówiły: "Dziękuję wam za to, że zoperowaliście mi dziecko".



Justyna Mastalerz

Chcesz porozmawiać z autorką tekstu? Kliknij tutaj, aby wysłać wiadomość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje