Prok. Waldemar Szwiec: Inwentaryzujemy te czyny, które dotychczas nie były osądzone

Teren byłego obozu Auschwitz I /Andrzej Grygiel /PAP

- Upublicznienie tej bazy w sposób istotny przyczyni się do walki z określeniami "polskie obozy śmierci". (...) W sposób precyzyjny określamy mechanizm zbrodniczy i wskazujemy osoby, które w nim uczestniczyły - mówi o ujawnionej wczoraj bazie esesmanów zawierającej ponad 8,5 tys. nazwisk prokurator Waldemar Szwiec, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie. Jak podkreśla, śledztwo w sprawie zagłady w obozie koncentracyjnym Auschwitz wciąż trwa i może pozwolić na określenie takich czynów, których dotychczas nie przypisano żadnym osobom i nie zostały jeszcze osądzone.

Reklama

Justyna Mastalerz, Interia.pl:  Dlaczego upublicznienie bazy załogi SS KL Auschwitz jest tak ważne?

Prok. Waldemar Szwiec, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie: - Te ponad 8 tys. esesmanów, których personalia udało się ustalić i to, iż służyli w obozie, jest takim dorobkiem śledztwa w tej sprawie. Śledztwa dotyczącego procesu zbrodniczego, który odbywał się w obozie koncentracyjnym KL Auschwitz-Birkenau. Uznaliśmy się, że te materiały, które udało się zebrać, zweryfikować i wzbogacić o orzeczenia sądów polskich w tym zakresie, a następnie fotografie, są tego rodzaju wiedzą, która po prostu powinna w sferze publicznej funkcjonować.

Reklama

Czy dzięki upublicznieniu bazy można spodziewać się kolejnych procesów i wymierzenia sprawiedliwości wobec tych, którzy do tej pory jej uniknęli?

- Staramy się weryfikować informacje dotyczące ewentualnie żyjących osób, które znajdują się na tej liście. Natomiast chciałbym przypomnieć, że od kilku lat niemieckie organy wymiaru sprawiedliwości - również przy naszej pomocy - stawiają zarzuty, oskarżają osoby z grona członków załogi obozów koncentracyjnych. Wydaje się, że te procesy, czy to w Niemczech, czy przy udziale międzynarodowej pomocy prawnej w sprawach karnych, mogą mieć miejsce.

Część esesmanów wciąż żyje. Czy nie obawiają się Państwo, że stworzona baza może doprowadzić do samosądów - zarówno na nich, jak i ich rodzinach?

- Staraliśmy się, aby te informacje były zweryfikowane z kilku źródeł. Dużą pomoc w tym zakresie udzieliło nam Muzeum Auschwitz-Birkenau. Staraliśmy się również weryfikować te informacje w oparciu o inne źródła i wyroki sądowe, czyli tego rodzaju dokumentację, która przypisuje konkretne czyny i członkostwo konkretnym osobom. Takie obawy towarzyszyły głównie temu, by baza była w maksymalnie sposób rzetelna i zweryfikowana u kilku źródeł.

Od 1942 roku do służby w obozie koncentracyjnym Auschwitz zaczęto kierować także kobiety. Nadzorczynie obozowe nazywano "pomocniczkami SS". Czy baza z ich danymi osobowymi również będzie upubliczniona?

- Praca nad listą kobiet, które również były członkami załogi KL Auschwitz jest w toku. Zbieramy informacje na ten temat, również informacje źródłowe. Wydaje się, że w przyszłości taka lista może również znaleźć się, po pierwsze, w materiałach śledztwa, a po drugie - stać się upublicznioną bazą danych na temat tych kobiet.

Krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej pozyskał bazę w maju 2014 roku na potrzeby śledztwa dotyczącego zbrodni popełnionych w KL Auschwitz-Birkenau. Jakie kolejne kroki planuje podjąć Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu?

- Prowadzimy, inwentaryzujemy właściwie te czyny, które dotychczas nie były osądzone. W oparciu o zeznania świadków i dokumentację staramy się sporządzić możliwie pełny wykaz tych zbrodni nie tylko w sensie ogólnym - jako pewnego mechanizmu zadawania śmierci, ale również incydentalnych zdarzeń jeśli chodzi o sposoby pozbawiania życia; poczynając od selekcji, ale również miejsca składowania prochów z krematoriów. Mówiąc o selekcji, chodzi o kierowanie do komór gazowych poszczególnych, dużych grup osób, transportów. Badamy również system pracy przymusowej. Musimy przypomnieć, że w podobozach realizowano eksterminację więźniów. To są te aspekty sprawy, które mamy zamiar wyjaśnić.

To pierwsza tego typu baza na świecie, dzięki której każdy może poznać personalia esesmanów. Czy oprócz ich danych osobowych, biegłym udało się również poznać bliżej strukturę załogi SS KL Auschwitz?

- Znając przebieg służby w obozie i odnosząc to do pracy naukowców, zarówno prof. Aleksandra Lasika, jak i innych badaczy wykonujących swoją pracę naukową w Muzeum Auschwitz-Birkenau, podjęliśmy próbę - i to dzieje się w dalszym ciągu śledztwa - przypisania konkretnych osób do pozycji w strukturze obozowej. To z kolei, w odniesieniu do materiału dowodowego w postaci zeznań świadków, gdzie jest mowa o pewnych detalicznych zdarzeniach, może pozwolić na określenie takich czynów, których dotychczas nie przypisano żadnym osobom i wyjaśnić więcej okoliczności w sprawie. Wyjaśnienie okoliczności przestępstwa jest bowiem jednym z głównych celów procesowych.

Wciąż potrzeba jednak dowodów i świadków, którzy mogliby pomóc w osądzeniu żyjących oprawców.

- W tym kierunku pomagamy niemieckim organom ścigania. Oni w konkretnych sprawach, odnośnie konkretnych osób, zwracają się do nas. Przypomnę tylko, że w ostatniej fazie śledztwa przesłuchaliśmy 100 obecnie żyjących jeszcze więźniów obozu, a w całym śledztwie znajduje się przeszło 2,8 tys. tego rodzaju przesłuchań.

Baza ma pomóc w walce z określeniami "polskie obozy koncentracyjne", "polskie obozy śmierci". Jak reagować, kiedy wciąż - pomimo interwencji - spotyka się w zagranicznych mediach podobne zwroty?

- Wydaje mi się, że upublicznienie tej bazy w sposób istotny przyczyni się do walki z podobnymi określeniami. To nie jest już poziom wiedzy na temat tego, co rzeczywiście się wydarzyło, ale w sposób precyzyjny określamy mechanizm zbrodniczy i wskazujemy osoby, które w nim uczestniczyły. Jest to element odkłamywania "zbitki myślowej", która w ten sposób funkcjonuje. "Polskie obozy koncentracyjne" to określenie, którego używanie zostało w ostatnim czasie spenalizowane. Mówimy w tym przypadku o zaprzeczaniu zbrodniom totalitarnym. Istnieje taki przepis, który uprawnia prokuratorów pionu śledczego do ścigania w tej sprawie. Zwrot "polskie obozy śmierci", czyli zakłamywanie tego, co rzeczywiście działo się w obozach, jest przedmiotem niezbyt częstych, ale jednak postępowań. Myślę, że powiadomienie organów ścigania o każdym przypadku tego rodzaju zdarzeń umocni powszechne przekonanie, że nie zgadzamy się na tego rodzaju sformułowania i na to, by funkcjonowały w sferze publicznego przekazu.

Justyna Mastalerz

Czytaj również:

IPN ujawnił dane osobowe esesmanów z Auschwitz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy