Władysław Frasyniuk: Nie jestem bohaterem, ale jestem przyzwoity

- Nie jestem bohaterem, ale jestem człowiekiem przyzwoitym i momentami odważnym. W 1981 r. wybrano mnie na przewodniczącego Solidarności i złożyłem zobowiązanie, że będę z Solidarnością na dobre i na złe - mówi Władysław Frasyniuk, jeden z czołowych działaczy opozycji w czasach PRL. - Polsce i Europie potrzebna jest dziś przyzwoitość, otwartość i odwaga w obronie wartości. Nikt nie wzywa na barykady ani do rewolucji, ale potrzeba wielkiej, cywilnej odwagi, by swoje poglądy publicznie głosić - ocenia polityk.

"Europa pilniej niż kiedykolwiek potrzebuje bohaterów. W coraz bardziej czarno-białej narracji zaczyna brakować miejsca dla bohaterów pokojowych przemian, bohaterów mozolnego budowania polskiego dobrobytu" - to główne przesłanie zorganizowanej w Oświęcimiu IV Międzynarodowej konferencji "Europa wobec wyzwań XXI wieku. Bohaterowie i antybohaterowie".

Reklama

Władysław Frasyniuk, legenda pierwszej Solidarności i uczestnik plenarnych obrad Okrągłego Stołu, podczas swojego wystąpienia próbował odpowiedzieć na pytanie: jakich bohaterów potrzebuje dziś Polska i Europa?

Jak zaznaczył, obecność w Oświęcimiu wymaga tego, by głośno mówić w tym miejscu o prawach człowieka, tolerancji, szacunku, odwadze cywilnej, rzeczach trudnych i niepopularnych.

- To miejsce, w którym głos człowieka powinien być silny i doniosły. Zwłaszcza dzisiaj, w 2017 roku, kiedy jest coraz więcej nietolerancji i coraz mniej szacunku dla ludzi inaczej myślących, kiedy pojawia się agresja wobec innego koloru skóry, wyznania, preferencji seksualnych - mówi Frasyniuk. - Niepotrzebne nam jest dziś bohaterstwo, potrzebna nam jest zwyczajna, ludzka przyzwoitość - podkreśla.

Przyzwoitość w czasach beznadziei

Frasyniuk przypomniał podczas swojego wystąpienia o latach, w których kilkakrotnie był więziony za działalność opozycyjną. Czy czuje się dziś bohaterem?

- Bohaterem zostaje ten, kto w sposób bezinteresowny i szlachetny oddaje życie za innych. Ja nie jestem bohaterem, ale jestem człowiekiem przyzwoitym i momentami odważnym - mówi Frasyniuk. - W 1981 r. wybrano mnie na przewodniczącego Solidarności i złożyłem zobowiązanie, że będę z Solidarnością na dobre i na złe. Gdy wprowadzono stan wojenny, oczywiste było dla mnie, że przywódca musi w najgorszych czasach trzymać mandat wysoko. Nieważne, jak się zachowają ludzie, ważne jak zachowa się przywódca. Wywiązałem się z tego zobowiązania - ocenia po latach.

Zaznacza jednocześnie, że "nie jest łatwo być przywódcą, ponieważ w dramatycznych sytuacjach nie wiadomo, czym jest przyzwoitość". Przypomina, że 1982 rok był w Polsce czasem największych represji i największego oporu. Dodaje, że właśnie wtedy, w "czasach beznadziei", przyzwoitość miała niezwykle wysoką cenę.

- Kiedy dostałem pierwszy wyrok, to wiedziałem już, że w tym systemie PRL-owskim będę chodzić od więzienia do więzienia. Podjąłem wtedy decyzję, o której rzadko mówię: będę grypsujący. Wszedłem w machinę życia więziennego. Należałem w zakładach karnych do ludzi trudnych. Siedziałem w represyjnych izolatkach. Nie było kar, których bym nie doświadczył. Ale miałem głębokie przekonanie, że będę w stanie bronić moich kolegów - wspomina Frasyniuk.

Jak dodaje, dziś nie ma pretensji do systemu. - Przyjąłem taką filozofię, że nawet, jeśli byłem w zakładzie karnym, to wciąż pozostawałem przywódcą. A przywódca jest człowiekiem, który nigdy nie składa broni. Zostaje nim do końca życia - podkreśla.

Kryzys wartości

Były przewodniczący Unii Wolności i Partii Demokratycznej zwraca uwagę, że tym, czego najbardziej potrzebuje dziś Europa, jest przyzwoitość, otwartość i odwaga do obrony wartości.

- Mamy dziś kryzys wartości, a gdy nie ma wartości, nie ma przywództwa - ocenia Frasyniuk. - Jeśli miałbym młodym ludziom cokolwiek doradzić, to powiedziałbym, że najważniejszą rzeczą jest to, by mieli poglądy. Solidarność zwyciężyła, bo miała poglądy. One zaczynają się od przyzwoitości wobec ludzi, państwa, instytucji, miejsca pracy. Nikt nie wzywa dzisiaj na barykady, nikt nie wzywa do rewolucji, ale potrzeba wielkiej odwagi cywilnej, by swoje poglądy publicznie głosić - zaznacza Frasyniuk.

Kamień węgielny nowej Polski

Działacz antykomunistycznej opozycji podkreśla też, że w polskim społeczeństwie wciąż tkwi poczucie porażki i niezrozumiałe kompleksy.

- Cały przekaz polskiej historii to tylko nieszczęście. Kiedy włączam telewizor 13 grudnia i 4 czerwca, zastanawiam się, kiedy w końcu pojawi się narracja: "wygraliśmy", a nie "zostaliśmy zbici". Przecież to my jesteśmy ludźmi sukcesu - mówi Frasyniuk, dodając, że kompleks wiecznie przegranego społeczeństwa i porażek jest w Polakach nieustannie "nieprawdopodobnie silny".

Jego zdaniem, brakuje w naszym kraju "kamienia węgielnego nowej Polski".

- To trochę żart historyczny, ale uważam, że psychologicznie brakuje nam daty, która byłaby symbolem demokratycznej Polski. Tej, która potrafiła połączyć ludzi z systemu totalitarnego z tymi, którzy wyszli z więzień. Brak takiej daty sprawia, że ciągle oglądamy się na mechanizmy PRL-owskie, które są silniejsze od wartości postsolidarnościowych - ocenia działacz antykomunistycznej opozycji.

"Nie mam pretensji do PiS-u"

Główną przyczynę polskich kompleksów polityk upatruje w wieloletnim nieprzywiązywaniu wagi do istoty edukacji społeczeństwa.

- Jeśli gdzieś przegraliśmy, to dlatego, że moje środowisko Unii Demokratycznej popełniło największy błąd - niedocenienie istoty edukacji na wszelkich poziomach - mówi Frasyniuk. Jak dodaje, Polakom potrzebna jest zmiana mentalności i pozytywne myślenie.

- W myśl obowiązujących przepisów powinienem wystąpić do Instytutu Pamięci Narodowej o przyznanie statusu pokrzywdzonego. Ale tego nie zrobię, bo ja czuję się zwycięzcą, a nie pokrzywdzonym - podkreśla Władysław Frasyniuk.

Zaznacza przy tym, że najważniejsza jest edukacja dzieci, by miały nawyk wyborczy od wczesnych lat.

- Polityków wybieramy my, społeczeństwo, głosując na nich albo do wyborów nie chodząc - mówi Frasyniuk. - Nie mam dziś pretensji do PiS-u, bo część społeczeństwa go wybrała. Dobrze by tylko było, gdyby państwo nie ingerowało w nasze prawa, obowiązki i wolności - dodaje.

- Cały czas około 20 proc. polskiego społeczeństwa wierzy Jarosławowi Kaczyńskiemu. (...) Ale nie ma przywódcy, nie ma lidera, który połączy to podzielone społeczeństwo. Potrzebni są nam dzisiaj przywódcy na miarę Mazowieckiego, który będzie podziały zasypywał. Potrzebne jest pokolenie 40- i 50-latków, którzy rozumieją i wiedzą, że Polska bez świata będzie tylko absolutnie szarą i biedną prowincją - podsumowuje Władysław Frasyniuk.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje