Wschodnia Ghuta - epicentrum cierpienia

/AMER ALMOHIBANY /AFP

- Trudno jest mi rozmawiać z ludźmi we Wschodniej Ghucie, bo po prostu muszę być z nimi szczera. Oni to wiedzą i ja to wiem: nie ma żadnej pomocy, która mogłaby do nich nadejść. Nie ma na arenie międzynarodowej potęgi, która byłaby gotowa do interwencji w imieniu prawdziwych ofiar tego świata. O krwawych bombardowaniach, głodzie i dramatycznym losie ludności na przedmieściach Damaszku opowiada w rozmowie z Interią Valerie Szybala, dyrektor The Syria Institute.

Reklama

Dwa lata temu świat usłyszał o Alanie Kurdim - chłopcu wyrzuconym przez morze na plażę tureckiego kurortu Bodrum*. Trzylatek wraz z bratem i rodzicami uciekał przed wojną domową w Syrii. Próbowali przedostać się na grecką wyspę Kos. Ucieczkę przeżył tylko ojciec.

Fotografia chłopca leżącego bezwładnie na brzegu morza, z twarzą w piasku, błyskawicznie obiegła media. Wywołała wstrząs, poruszenie i lawinę krytyki pod adresem rządów w Europie przegrywających walkę z nasilającym się kryzysem migracyjnym.

Reklama

Zdjęcie martwego trzylatka z Syrii sprawiło, że tragedia rozgrywająca się u bram Starego Kontynentu stała się namacalna dla milionów ludzi na całym świecie.

Śmiertelny głód

Dokładnie dwa lata po tych wydarzeniach świat obiegło kolejne zdjęcie. Miesięczna Sahar Dofdaa ze Wschodniej Ghuty w Syrii zmarła kilka godzin po uwiecznieniu jej na fotografii. Żyła 34 dni. Była skrajnie niedożywiona - ważyła niecałe 1,9 kilograma, czyli dwa razy mniej niż średnia waga miesięcznego dziecka. Szara skóra, wystające kości, nierówny oddech. Nie miała siły, żeby płakać.

Jej rodzina była zbyt biedna, by kupić mleczne mieszanki czy suplementy witaminowe dla niemowląt.

Sahar to nie jedyny taki przypadek na przedmieściach stolicy Syrii - Damaszku.

- W ciągu ostatniego miesiąca otrzymaliśmy informację o zgonie co najmniej dwójki niemowląt we Wschodniej Ghucie. Zmarły z powodu niedożywienia, ich matki również były niedożywione. Szacujemy, że ponad 1,5 tys. dzieci jest tam narażonych na skrajny głód - alarmuje w rozmowie z Interią Monika Kacprzak z UNICEF Polska.

Niedożywione matki nie są w stanie karmić piersią swoich dzieci. Pokarmy dla niemowląt są niedostępne albo zbyt drogie. Starsze dzieci, które mogą już jeść stałe pokarmy, również cierpią z powodu niedożywienia i chorób wywołanych złą higieną. Dostęp do wody jest utrudniony, a jeśli już się pojawi - jest brudna, co powoduje jeszcze więcej zachorowań.

- Szokujące zdjęcia poważnie niedożywionych dzieci, które w ostatnich dniach ujrzały światło dzienne, są przerażającą oznaką trudnego położenia ludzi we Wschodniej Ghucie. Sytuacja jest skandaliczna - alarmował niedawno Zeid Ra'ad Al-Hussein, Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (UNHCHR).

"Najgorsze użycie broni masowego rażenia w XXI wieku"

Wschodnia Ghuta, położona na północny wschód od Damaszku, jest jedną z ostatnich twierdz rebeliantów w Syrii. Od 2013 r. jest oblężona i odcięta od świata przez siły rządowe prezydenta Baszara el-Asada.

O regionie mówiło się głośno w sierpniu 2013 r., gdy doszło tam do ataku gazowego, który pochłonął setki ofiar. W głowicach rakiet umieszczony był trujący sarin. Ówczesny sekretarz generalny ONZ Bank Ki-Moon oświadczył po przeprowadzonym śledztwie, że było to najgorsze użycie broni masowego rażenia w XXI wieku.

Dawniej, jeszcze przed syryjską wojną, Wschodnia Ghuta była regionem rolniczym, słynącym z pól uprawnych i sadów. To stamtąd napływały do stolicy kraju - Damaszku - najróżniejsze warzywa i owoce. Dziś trwająca siódmy rok wojna i zaciskające się oblężenie zepchnęły mieszkańców tego regionu na skraj głodu. Przez lata walk obszar został dramatycznie zniszczony. Ataki powietrzne i ostrzały zrównały z ziemią wielopiętrowe budynki, sprawiając, że ulice praktycznie nie nadają się do zamieszkania.

Wciąż żyje tam jednak niemal 400 tys. osób. Szacuje się, że połowa z nich to dzieci. 

Zacieśniający się pierścień oblężenia

Wschodnia Ghuta powinna być jedną tzw. stref deeskalacyjnych, zgodnie z porozumieniem przyjętym w maju przez Rosję, Turcję i Iran. Tymczasem działania wojskowe i ataki lotnicze przybierają na sile.

- Syryjski rząd w ciągu ostatniego roku zintensyfikował oblężenie we Wschodniej Ghucie, udaremniając przemyt, niszcząc pola uprawne. Zamknął ostatni punkt kontrolny dla wszelkiej pomocy humanitarnej, odciął dostawy handlowe, które wcześniej tam docierały. Wszystko to prowadzi do bardzo wysokiego poziomu niedożywienia, a ludzie umierają z powodu braku dostępu do opieki medycznej - mówi w rozmowie z Interią Valerie Szybala, dyrektor zarządzająca w The Syria Intitute. Jak dodaje, sytuacja z dnia na dzień zdecydowanie się pogarsza.

Ceny żywności we Wschodniej Ghucie diametralnie podskoczyły, od kiedy w maju br. siły lojalne wobec Asada przejęły kontrolę nad kilkoma dzielnicami Damaszku i zniszczyły tunele, które były wykorzystywane do szmuglowania towarów do oblężonych miejsc.

- We Wschodniej Ghucie obecnie brakuje praktycznie wszystkiego. Najpoważniejszy w skutkach jest jednak brak żywności, czystej wody i leków - podkreśla Monika Kacprzak z UNICEF Polska.

Od lipca do września w ośrodku medycznym we Wschodniej Ghucie zbadano niemal 9 tys. dzieci. Badanie wykazało, że 1,2 tys. z nich cierpi z powodu niedożywienia, z czego 1/3 ma ciężkie, ostre niedożywienie.

Na ratunek

Pod koniec października i na początku listopada do kilku miejscowości w regionie - Kafr Batny, Sakby, Hammurijji, Ajn Tarmy i Doumy - wysłano konwoje humanitarne organizowane przez ONZ i Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Ciężarówki dostarczyły ludziom doustne sole nawadniające, leki, witaminy, zestawy położnicze, pediatryczne i sanitarne oraz herbatniki wysokoenergetyczne. Minimum, dzięki któremu mają szansę na przeżycie. Od początku roku pomoc humanitarna dotarła w tamte rejony zaledwie sześć razy. 

Stosowana przez strony konfliktu blokada miast to niezgodna z międzynarodowym prawem metoda walki - alarmuje UNICEF Polska.

Kilka dni po dostarczeniu konwoju do Doumy, magazyn, w którym złożono żywność, został mocno zbombardowany. Bomby spadają wszędzie - na ulice, domy, szkoły. Rebelianci i reżim Asada stosują strategię "wet za wet".

The Syria Insitute zaznacza, że przedłużające się niedożywienie to prawdziwy kryzys, w którym umrze jeszcze więcej ludzi.

Na krawędzi katastrofy

Valerie Szybala przypomina, że podczas wojny w Syrii już kilkakrotnie głód był wykorzystywany jako broń.

- Z taką samą sytuacją mieliśmy do czynienia już wcześniej, na przykład w miejscowości Madaya w 2015 roku i w Yarmouk w 2014 roku, gdzie powszechna była śmierć z powodu niedożywienia. Zaczyna się zwykle w ten sam sposób - od ludzi najbardziej narażonych na ciosy, cierpiących na choroby, które chciałyby się ochronić, ale nie mogą, bo są zbyt słabe, nie mają ani opieki, ani jedzenia, których potrzebują - mówi dyrekotr Thre Syria Insitute. Podkreśla, że region znalazł się "na krawędzi katastrofy humanitarnej".

- Rozmyślne głodzenie cywilów, stosowane jako metoda działań wojennych, oznacza oczywiste naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego i może być równoznaczne ze zbrodnią przeciwko ludzkości czy zbrodnia wojenną - podkreślił niedawno Zeid Ra'ad Al-Hussein z UNHCHR.

Z kolei ONZ zaznaczyło w wydanym oświadczeniu, że utrudnianie cywilom, którzy od czterech lat żyją w oblężeniu, dostępu do odpowiedniej opieki zdrowotnej, jest "wyraźnym i odrażającym pogwałceniem prawa".

Brutalna taktyka Asada

W ciągu ostatnich dwóch tygodni syryjski rząd jeszcze bardziej wzmocnił kampanię militarną we Wschodniej Ghucie.

- Widzimy dziesiątki ataków lotniczych. Obecnie poziom przemocy w tym regionie jest niewiarygodnie wysoki, co przede wszystkim pokazuje, że siły Asada stosują taktykę "spalonej ziemi" przeciwko społeczności - podkreśla Valerie Szybala.

Jak dodaje, Asad stosuje na przedmieściach Damaszku dokładnie tę samą strategię, co we wschodnim Aleppo.

- Widzimy tam dziś całe mnóstwo ludzi umierających z powodu ataków bombowych. Celem są placówki medyczne i ratownicy, wszystkie te miejsca, w których udzielana jest pomoc. Ludzie nie mają dokąd uciekać, by otrzymać opiekę, przez co wzrasta liczba ofiar i rannych - mówi Valerie Szybala.

Operacje przez Facebooka w "epicentrum cierpienia"

Koordynator z ramienia ONZ ds. pomocy humanitarnej w Syrii Jan Egeland nazwał niedawno Wschodnią Ghutę "epicentrum cierpienia". Jak mówił: "Ludzie poniewierają się tam w piwnicach i prowizorycznych szpitalach".

AFP donosiło niedawno, że lekarze w oblężonej twierdzy rebeliantów są zmuszeni do improwizowania na każdym kroku, by móc poradzić sobie z brakiem leków, przyrządów i opatrunków.

Na porządku dziennym we Wschodniej Ghucie są konsultacje chirurgiczne udzielane za pośrednictwem Facebooka, kilkukrotne używanie szwów czy rękawiczek ochronnych i leczenie ludzi zmniejszonymi dawkami przeterminowanych leków.

"Kiedy kończymy szycie, myjemy nić i sterylizujemy ją, żeby ponownie jej użyć u innego pacjenta" - powiedziała w rozmowie z AFP 23-letnia pielęgniarka Anas Daher.

Po operacjach Daher zdejmuje swoje chirurgiczne rękawiczki i - zamiast je wyrzucić - szoruje je wodą z mydłem, bo nie ma innych. Rękawiczki są potem umieszczane na 24 godziny w szczelnych słoikach z tabletkami do sterylizacji. Dzięki temu można je wykorzystać przy udzielaniu pomocy innym osobom.

Szpitale ograniczają operacje tylko do nagłych przypadków, a chirurdzy są zmuszeni wykonywać operacje wykraczające poza ich specjalizacje.

Jak relacjonowało AFP, 44-letni chirurg Hussam Adnan był jednym z czterech lekarzy, którzy w październiku operowali we Wschodniej Ghucie niemowlę z deformacją przełyku. Żaden z nich nie był chirurgiem dziecięcym. Wykorzystali więc aplikację w telefonie i za pomocą wideo połączyli się ze specjalistą z zewnątrz. Operacja się udała, dzięki nim niemowlę przeżyło.

"Nie ma żadnej pomocy, która mogłaby do nich nadejść"

Kiedy pytam Valerie Szybalę o to, czy jest jakakolwiek szansa na poprawę sytuacji i wyjście z kryzysu, odpowiada wprost: "Mówiąc szczerze, nie mam zbyt wiele nadziei".

- Widziałem to samo w Darajji, w Madaji, w Homs i we wschodnim Aleppo. W żadnej z tych sytuacji nie podjęto interwencji, która ochroniłaby cywilną ludność. Skutkiem realizacji taktyki "spalonej ziemi" jest częściowe albo całkowite wyludnienie całego oblężonego obszaru. Niestety, ale nie mogę przywołać żadnej historii, która byłaby dziś światełkiem w tunelu - przyznaje.

- Trudno jest mi rozmawiać z ludźmi we Wschodniej Ghucie, bo po prostu muszę być z nimi szczera. Oni to wiedzą i ja to wiem: nie ma żadnej pomocy, która mogłaby do nich nadejść... - mówi Valerie Szybala.

Po chwili dodaje: - Nie ma na arenie międzynarodowej potęgi gotowej do interwencji w imieniu prawdziwych ofiar tego świata.

Po śmierci trzyletniego Alana Kurdiego o losach uchodźców z Syrii opowiedziała m.in. australijska piosenkarka Missy Higgins w utworze "Oh Canada", którego teledysk zilustrowano rysunkami dzieci dotkniętych kryzysem na Bliskim Wschodzie.

Justyna Mastalerz

Chcesz porozmawiać z autorką tekstu? Kliknij tutaj, aby wysłać wiadomość



Czytaj również:

Syria jak powieść szkatułkowa. O kraju przeżartym cierpieniem

Sahara - śmiertelny szlak migracyjny

Wojciech Wilk: Pomoc humanitarna to odpowiedzialność

Ar-Rakka - piekło i pułapka nad Eufratem

"Matki dziękowały nam, że zoperowaliśmy im dzieci"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje