Wspólnym kobiecym głosem. Czego domagają się strajkujące?

Po raz pierwszy w historii obchodzony jest dziś Międzynarodowy Strajk Kobiet. W ponad 50 krajach świata kobiety wychodzą na ulice, by zaprotestować przeciwko władzy i ograniczaniu ich praw. "Solidarność jest naszą bronią" - podkreślają uczestniczki. "Jesteśmy przecież wszędzie" - dodają.

Dla równości i ograniczenia dyskryminacji, przeciwko przemocy i luce płacowej, za prawo do swobodnego decydowania o sobie i o macierzyństwie. Na ulice w ponad 50 krajach świata wychodzą dziś kobiety.

Do akcji Międzynarodowy Strajk Kobiet dołączyły m.in.: Argentyna, Australia, Boliwia, Belgia, Brazylia, Chile, Kostaryka, Czechy, Ekwador, Anglia, Francja, Niemcy, Gwatemala, Honduras, Islandia, Irlandia, Izrael, Włochy, Meksyk, Nikaragua, Peru, Polska, Rosja, Salwador, Szkocja, Korea Płd., Szwecja, Togo, Urugwaj, USA i Turcja, a także Senegal, Togo, Kambodża i Kuba.

Cztery postulaty Polek

Reklama

Kobiety demonstrujące w Polsce wysunęły cztery postulaty. Żądają pełni praw reprodukcyjnych, wdrożenia i stosowania Konwencji Antyprzemocowej oraz poprawy sytuacji ekonomicznej.

Mówiąc o pełni praw reprodukcyjnych, domagają się przede wszystkim utrzymania standardów okołoporodowych (więcej na ten temat przeczytaj w naszym RAPORCIE SPECJALNYM), dostępu do nowoczesnej, bezpłatnej antykoncepcji i przerywania ciąży, a także dofinansowania in vitro.

Manifestujące podkreślają też w postulatach, że mają dość angażowania się Kościoła w życie kobiet. Domagają się państwa "wolnego od zabobonów" i "opieki medycznej, a nie watykańskiej".

"Nie zgadzam się na wtrącanie się Kościoła w politykę i agresję Kościoła skierowaną w kobiety. Nie zgadzam się na klauzulę sumienia w państwowych szpitalach i w gabinetach z podpisaną umową z NFZ, na ograniczenie dostępności tabletki <dzień po>" - napisała na stronie wydarzenia jedna z uczestniczek, Olga Kowalczyk.

Żądania demonstrujących nie kończą się jednak na prawach kobiet. Obok likwidacji "klauzuli sumienia", chcą, by lekcje religii dla dzieci były organizowane w parafiach i na koszt Kościoła. Oprócz tego domagają się "powołania niezależnej komisji ds. pedofilii w Kościele" i "wymierzenia bezwzględnych kar sprawcom i osobom winnym ukrywania przestępstwa pedofilii w Kościele".

Polki apelują również do państwa, by dokonało przesunięć finansowania budżetowego z Kościoła na organizacje zajmujące się walką z przemocą wobec kobiet. Żądają też od władz bezwzględnego ścigania gwałcicieli i dołożenia wszelkich starań, by ochronić ofiary przemocy i odizolować sprawców.

W ostatnim postulacie apelują o ściąganie alimentów przez państwo i karanie wszystkich dłużników. Chcą też, by rząd zapewnił zabezpieczenie emerytalne za ich nieodpłatną pracę. Dla kobiet aktywnych zawodowo walczą zaś o równość płac bez względu na płeć.

"Stanowimy więcej niż połowę ludności świata"

"My, kobiety z całego świata, mamy dość przemocy fizycznej, ekonomicznej, moralnej i werbalnej. Nie będziemy tego dłużej tolerować. (...) Jako obywatelki zdajemy sobie sprawę, że świat przeżywa kryzys, ale nie zgadzamy się, by być jego ofiarami. (...) Stanowimy więcej niż połowę ludności świata. Wiemy, że moc jest z nami" - apelują kobiety w globalnym oświadczeniu.

"Nie zapominajcie, że to od naszej decyzji zależy, że życie na Ziemi będzie kontynuowane" - dodają uczestniczki manifestacji.

Wspólnym kobiecym głosem

Polly Neate, szefowa organizacji pomocowej "Women's Aid", zwraca szczególną uwagę na przemoc, jakiej doświadczają kobiety na Wyspach. "W Anglii i Walii tygodniowo giną średnio dwie kobiety, które są ofiarami swoich obecnych lub dawnych partnerów. Coś musi się zmienić" - zaapelowała.

Problem ten na gigantyczną skalę występuje w Ameryce Łacińskiej. Protestujące kobiety wskazują, że w tym rejonie świata w wyniku męskiej przemocy ginie codziennie nawet 12 kobiet.

We Francji Międzynarodowy Strajk Kobiet to przede wszystkim symbol walki o równouprawnienie. Francuzki mówią, że "pracują za darmo" w porównaniu z zarobkami ich kolegów z pracy. Komentatorzy twierdzą, że Francja wciąż ma przed sobą długą drogę, zanim osiągnie równość płci - czytamy w "The Guardian".

Na brak równouprawnienia zwracają również uwagę niemieckie gazety. "Problemy opiekunki w Nadrenii-Palatynacie są inne niż menedżerki w Hamburgu - w pierwszym przypadku chodzi o gorsze wynagrodzenie, w drugim o miejsce w gremiach kierowniczych, zdominowanych przez mężczyzn. Równouprawnienie to również kwestia związana z pochodzeniem lub środowiskiem społecznym" - pisze "Deutsche Welle" za "Hannoversche Allgemeine Zeitung", zwracając uwagę, że problemy kobiet nie są takie same, a dyskryminacji nie można redukować tylko do płci.

Głosy płynące z Azji to przede wszystkim apele o solidarność i antidotum na "rosnący autorytaryzm, pogłębianie się nierówności i rozpowszechnione męskie przywództwo na świecie". W azjatyckim strajku solidarnościowym bierze udział około 500 kobiet. Demonstracje odbywają się m.in. w Tajlandii, na Filipinach i w Indiach - pisze "The Guardian".

"Kobiety pracujące w sektorach niezorganizowanych są nadal dyskryminowane - nierówne płace, molestowanie seksualne w miejscu pracy, brak bezpieczeństwa, urlopu macierzyńskiego i świadczeń socjalnych. W obliczu tych represji, nasza siła leży w solidarności" - powiedziała w rozmowie z brytyjskim "The Guardianem" Elizabeth Khumallambam z programu "Nari Shakti Manch" działającego na rzecz kobiet.

W Stanach Zjednoczonych Międzynarodowy Strajk Kobiet ma silne konotacje z prezydentem Donaldem Trumpem. Protestująca damska społeczność oskarża go o mizoginizm, czyli nienawiść do kobiet. Ma to związek z jego kontrowersyjnymi wypowiedziami dotyczącymi kobiet, które ujrzały światło dzienne w czasie kampanii prezydenckiej w 2016 roku.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy