Życie po pokonaniu ISIS

Mosul po wyzwoleniu z rąk dżihadystów z ISIS /Aris Messinis /AFP

Na początku grudnia 2017 roku premier Iraku ogłosił oficjalny koniec wojny z tzw. Państwem Islamskim. Dla Irakijczyków i Kurdów to nowy początek. O odbudowywaniu miast, domów i życia po ustaniu walk z dżihadystami opowiada Marcin Podleśny z Polskiej Akcji Humanitarnej.

Reklama

Justyna Mastalerz, Interia.pl: Zacięte walki i wyzwolenie Mosulu z rąk dżihadystów, potem referendum niepodległościowe w Kurdystanie i zajęcie przez iracką armię Kirkuku. Po zwycięstwie z ISIS nad Irakiem i Kurdystanem zawisła groźba nowej wojny domowej, a ludzie masowo zaczęli się przesiedlać. Jak dzisiaj, po tym wszystkich wydarzeniach, przedstawia się sytuacja w kraju?

Marcin Podleśny, starszy koordynator projektów Polskiej Akcji Humanitarnej w Iraku: - Ilość wydarzeń, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku miesięcy, była naprawdę bardzo duża. Najbardziej widocznym skutkiem jest pogorszenie się sytuacji ekonomicznej w samym Kurdystanie. Nawet dzisiaj, kiedy rozmawiamy, w Sulajmanijji rozpoczęły się strajki pracowników rządowych, którzy od czterech miesięcy nie otrzymują pensji. Co więcej, załamanie się ISIS i ogłoszenie końca konfliktu militarnego wcale nie spowodowało końca kryzysu humanitarnego. On wszedł jedynie w nową fazę. Osoby dotychczas wewnętrznie przesiedlone, które uciekły do Kurdystanu, północnego Iraku czy w okolice Bagdadu, zaczynają wracać do swoich domów.

Reklama

Co zastają na terenach, które były twierdzą dżihadystów?

- Osoby te wracają na tereny dotychczas znajdujące się pod kontrolą ISIS: do Mosulu, Niniwy, Anwar. Zamiast osób wewnętrznie przesiedlonych mamy teraz osoby powracające (ang. returners), które nadal wymagają pomocy. Wracają do swojego rodzinnego otoczenia, ale bardzo często jest ono zrujnowane w wyniku działań zbrojnych. To zniszczone domy, zaminowane pola, nieistniejąca gospodarka. W regionie Tall Afaru, czyli na obszarach, które dopiero dwa-trzy miesiące temu zostały wyzwolone z rąk dżihadystów, podczas działań zbrojnych atakowano elementy infrastruktury krytycznej: systemy wodne, szkoły, szpitale. Ludziom, którzy tam powracają, potrzebny jest więc dostęp do wody, opieki medycznej, edukacji. Z kolei część osób wewnętrznie przesiedlonych zwyczajnie nie ma pieniędzy nawet na to, by powrócić w rodzinne strony. Wymagają wsparcia na każdym kroku do momentu, w którym staną na własne nogi. Dopiero wtedy pomoc humanitarna zamieni się w pomoc rozwojową.

Jak wygląda sytuacja osób mieszkających w obozach dla uchodźców?

- Trzeba pamiętać, że w Iraku obozy dla uchodźców to dosyć specyficzne miejsca, bo mówimy wtedy tylko o syryjskich uchodźcach. Dużo więcej obozów jest przeznaczonych dla osób wewnętrznie przesiedlonych i mówimy wówczas o Irakijczykach z terenów, które były kontrolowane przez ISIS. Ci, którzy mieszkają w obozach, to osoby zazwyczaj najbardziej potrzebujące, które nie mają szans na normalne funkcjonowanie poza obozami. Z różnych względów nie mogą znaleźć pracy - uniemożliwia im to choroba albo sytuacja rodzinna, gdy potrzebna jest opieka nad małymi dziećmi. 

Po wyparciu dżihadystów z Iraku coraz więcej osób decyduje się na powrót do domów. Obozy dla osób wewnętrznie przesiedlonych pustoszeją?

- W 2017 roku, wraz ze zwiększającym się ruchem powrotnym m.in. do Mosulu, liczba osób w samych obozach rzeczywiście spadała, ale pomoc była tam nadal udzielana. Można zatem powiedzieć, że sytuacja osób w obozach nie jest już najgorsza z tego względu, że jest ich coraz mniej, a pomoc ciągle do nich dociera. Osoby te potrzebują jednak nieustannego wsparcia w zakresie pomocy żywnościowej, wodnej, higienicznej, w dostępie do edukacji, do pomocy medycznej i będzie to trwało jeszcze bardzo długo. Ostatnie badania prowadzone przez IOM (Międzynarodową Organizację ds. Migracji) pokazały, że w drugiej połowie 2017 roku bardzo dużo ludzi powróciło do swoich domów m.in. w sąsiadującej z Irbilem prowincji Dahuk. Liczba osób wewnętrznie przesiedlonych zmalała tam aż o 40 proc. Wiele rodzin nie decyduje się jednak na powrót w rodzinne strony z powodu obaw związanych z bezpieczeństwem. Pomimo zakończenia wojny z ISIS, trwające cały czas napięcia powodują, że ludzie boją się wracać. Sam proces rozminowania tych wszystkich obszarów może trwać latami. Z podobnymi problemami borykają się w Iraku uchodźcy z Syrii. Oni jeszcze długo nie powrócą do swojego kraju, w którym nie widać końca konfliktu.

W jaki sposób PAH wybiera rodziny, których potrzeby są najpilniejsze?

- Zaczynamy od współpracy na poziomie rządowym. Najpierw pytamy jednostki rządowe odpowiedzialne za koordynację pomocy humanitarnej, w jakich lokacjach znajdują się osoby, które szczególnie potrzebują pomocy. Oni wysyłają nam listę miejsc, do których wstępnie wysyłamy nasz zespół, aby przeanalizował potrzeby na miejscu. Ta analiza realizowana jest poprzez spotkania z ludźmi. Rozmawiamy z nimi, opowiadają nam o swoich potrzebach. Na podstawie tych informacji widzimy, gdzie są braki. Inną techniką zbierania informacji są wywiady nie z samymi ludźmi, ale z przedstawicielami społeczności, którzy zazwyczaj mają szerszą perspektywę obecnej sytuacji lokalnej ludności. Jest też obserwacja bezpośrednia i wnioski samego zespołu. Na podstawie tego ustalamy, czy w danej lokacji faktycznie potrzeby są duże. Jeśli tak, w koordynacji z lokalnymi władzami, na przykład burmistrzem danego miasta, wybieramy specyficzne lokacje w samym mieście. To może być dzielnica z dużym skupiskiem osób wewnętrznie przesiedlonych albo po prostu miejsce, które uznawane jest za jedne z najbiedniejszych. Kiedy ustalimy już obszar naszego działania, zaczynamy rejestrację osób. Chodzimy od domu do domu, odwiedzamy ludzi, przeprowadzamy z nimi wywiady i zbieramy szczegółowe informacje dotyczące statusu rodziny. Sprawdzamy, czy głową rodziny jest kobieta, czy mężczyzna i jaka jest liczba dzieci. Dowiadujemy się, czy dana rodzina jest wewnętrznie przesiedlona, czy tradycyjnie mieszka w tej lokalizacji. Weryfikujemy, jaki jest poziom dochodu, ile jest osób przewlekle chorych, czy są w rodzinie osoby niepełnosprawne. Na podstawie tych kilkunastu kategorii tworzymy cały system punktowy, w którym oceniamy, jak wysoki jest poziom potrzeb danej rodziny. Następnie wybieramy rodziny, które osiągnęły pewien pułap punktowy i osoby te są kwalifikowane do otrzymania pomocy humanitarnej.

Z czego składa się paczka żywnościowa dla jednej rodziny?

- Mamy dwa rodzaje paczek z pomocą żywnościową: na 15 albo 30 dni. To przede wszystkim suche racje żywnościowe: ryż lub inne ziarna, oleje, sosy pomidorowe, herbaty. Na liście mieści się kilkanaście różnych produktów. Paczka waży łącznie około 40 kilogramów, co teoretycznie powinno wystarczyć sześcioosobowej rodzinie na cały miesiąc. Oprócz paczek z pomocą żywnościową, mamy też paczki z pomocą higieniczną i zimową.

To pomoc jednorazowa czy regularna?

- Pomoc do większości lokalizacji dociera jednorazowo. Dziś dystrybuowaliśmy paczki w miejscowości Khabat, która jest pierwszym miejscem, do którego udało się nam wrócić i pomóc po raz drugi. Wcześniej byliśmy tam niecałe dwa miesiące temu. Wiemy, że potrzeby są tam ogromne, a jednorazowa dystrybucja nie rozwiąże problemów ludności.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje