​Architekci nowej Europy

W ubiegły weekend do Koblencji w Niemczech przyjechały tuzy antyunijnych i skrajnie prawicowych partii z całej Europy. Wśród nich nie zabrakło Marine Le Pen i Geerta Wildersa - najbardziej rozpoznawalnych przeciwników Unii Europejskiej. Wnioski? Europa pilnie potrzebuje ratunku. I to oni ją ocalą.

Antyunijny szczyt w Koblencji odbył się pod szyldem Grupy Europa Narodów i Wolności (ENF), frakcji w Parlamencie Europejskim, którą w 2015 roku założyła Marine Le Pen, a w której zasiadają posłowie z dziewięciu europejskich krajów, w tym z Polski. Spotkanie populistów zorganizowała Frauke Petry z niemieckiej AfD, a na zaproszenie odpowiedzieli między innymi Geert Wilders Partii Wolności (Holandia), Matteo Salvini z Ligi Północnej (Włochy) i Harald Vilimsky z Wolnościowej Partii Austrii.

Reklama

Jednak jeszcze zanim wszyscy spodziewani goście zdążyli dotrzeć na miejsce, już wybuchły kontrowersje. Wszystko za sprawą członka skrajnie prawicowej AfD z Niemiec. Marcus Pretzell - prywatnie mąż szefowej partii Frauke Petry - ogłosił, że niemieckie media nie będą miały wstępu na wydarzenie.

- Wolność prasy powinna oznaczać także wolność do tego, aby nie podawać fałszywych newsów - napisał na Twitterze wyjaśniając swoje stanowisko i dodając, że media przedstawiają jego partię w złym świetle, co wzbudziło niemałe oburzenie. 

Sprzeciw wobec spotkania w Koblencji postanowiły zamanifestować także 3 tysiące osób, które zebrały się z hasłami "Precz z nazistami" na ustach i z wizerunkami Franco, Stalina, Hitlera i Mussoliniego pod pachą. Wśród protestujących przechadzała się... policja, rozdając ludziom tekst "Ody do radości", hymnu Unii Europejskiej.

- Na spotkaniu w Koblencji nie byłem. Nie było tam niczego nowego. W tego typu spotkaniach uczestniczyłem wielokrotnie w kilku różnych krajach: Włochy, Austria, Polska, Rumunia - mówi w rozmowie z Interią europoseł Michał Marusik, jeden z dwóch Polaków należących do frakcji Marine Le Pen w Parlamencie Europejskim i szef Kongresu Nowej Prawicy.

Efekt domina

Geert Wilders na stanowisku premiera Holandii, Marine Le Pen jako francuska prezydent i Frauke Petry w miejsce Angeli Merkel - z takim zapleczem skrajna prawica chce zmieniać świat. Co więcej, w opinii Le Pen, ten już się zmienia.

- "Pierwszy cios" staremu porządkowi zadał Brexit i spowoduje on "efekt domina". Drugim uderzeniem był wybór Trumpa na prezydenta USA - powiedziała szefowa francuskiego Frontu Narodowego, zwracając się do swoich kolegów z ENF. - Jesteśmy świadkami upadku starego świata i narodzin nowego - podkreślała kandydatka na prezydenta Francji. 

Na pytanie, co dokładnie miała na myśli Marine Len Pen, mówiąc o "upadku starego świata" europoseł Marusik odpowiada: "Stwierdzenie, że 'umiera stary świat i właśnie rodzi się nowy' nie zawiera żadnych informacji. Na pewno 'nowy, wspaniały świat' rozpoczął się antyfrancuską rewolucją. W wyniku tej rewolucji powoli cały obszar niegdyś wspaniałej Cywilizacji Łacińskiej przechodzi do wspomnień i zastępowany jest niewolniczym, wspólnotowym systemem ucisku, ogłupiania i inżynierii społecznej. Polskie media takim sprawom poświęcają bardzo mało miejsca. Co gorsza - jeśli już poświęcają jakąś uwagę zmianom cywilizacyjnym, to w zasadzie wyłącznie w celach propagandowego wychwalania systemu wymierzonego w interesy Narodów i państw - uważa wiceprzewodniczący Grupy Europa Narodów i Wolności. 

Make Europe great again!

Kolejną cegiełką, która przyczyni się do upadku aktualnego porządku na świecie, ma być marcowe zwycięstwo Geerta Wildersa, holenderskiego polityka, który również zabrał głos na spotkaniu. - Wczoraj nowa Ameryka, dziś Koblencja, jutro nowa Europa! - wykrzykiwał do zebranych. - Europa potrzebuje Frauke Petry, a nie Angeli Merkel! - dodał.

- Jesteśmy na początku Patriotycznej Wiosny, która przetoczy się przez całą Europę. (...) Organizacja Narodów Zjednoczonych prognozuje, że populacja Afryki wzrośnie poczwórnie z 1,1 miliarda do 4,4 miliarda. Badania pokazują, że w południowej Afryce, jeden na trzech dorosłych chce emigrować. A w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, emigracji chce jedna na pięć osób. Wielu z nich w przyszłości chce przybyć do Europy -  kontynuował szef Partii na rzecz Wolności (PVV).

Wilders pytał dalej: Jak ochronić nasz kraj? Nasze wartości? Jak ochronić cywilizację i kulturę? Przyszłość naszych dzieci?  

- Kochani! Wolność oznacza wieczną czujność. Nasi przywódcy stracili zdolność do rozpoznawania niebezpieczeństwa i rozumienia prawdy, bo nie cenią sobie już wolności. (...) Mówią w równości, a zapominają, że w islamie, kobiety mają znacznie mniej praw niż mężczyźni - kontynuował.  - Ludzie boją się mówić to, co myślą. Kobiety boją pokazywać się swoje blond włosy - podkreślał Wilders.

- Nie możemy już dłużej być ślepi na to, że elity porzuciły obywateli. Jeśli nic nie zrobimy, przestaniemy istnieć - wykrzykiwał przy akompaniamencie oklasków Wilders.

"Liderzy nowej Europy"

Frauke Petry z AfD swoim słuchaczom opowiadała o powrocie do korzeni demokracji, która zakiełkowała w Grecji. Oskarżyła jednocześnie, że niemiecki rząd i władza UE "pierze obywatelom mózgi". 

- To dzisiejsze pranie mózgu, jest o wiele bardziej sprytne od starej propagandy socjalistycznej - mówiła Petry.  - Technokraci i "inżynierowie społeczni" twierdzą, że niemodne jest trzymanie się swoich zwyczajów i tradycji - podkreślała.

"Imigranci wylegują się w hotelach na koszt podatników"

Matteo Salvini z włoskiej Ligi Północnej rozpoczął swoją przemowę od porównania ofiar ostatniego trzęsienia ziemi we Włoszech, które po tragedii w dużej mierze są bezdomne, do imigrantów, którzy "wylegują się w hotelach na koszt podatnika".

Salvini, który najbardziej znany jest z tego, że nie jest zwolennikiem strefy euro mówił też: myślę, że wszyscy wiedzą już, że ten przestępczy eksperyment dobiega końca.

Podczas spotkania liderów Wolnościowa Partia Austrii nie była reprezentowana przez swojego lidera Heinz-Christiana Strache, który udał się do Stanów Zjednoczonych, aby uczestniczyć w inauguracji Donalda Trumpa. W Koblencji reprezentował go Harald Vilimsky, który zapowiadał walkę ze skorumpowanym establishmentem I walkę o "Europę ojczyzn". 

Europoseł Marusik: Kto pierwszy opuści UE, zyska ogromną przewagę nad pozostałymi

Czy scenariusz, którego ziszczenie wieści europejska skrajna prawica ma szansę się ziścić? Geert Wilders już prowadzi w sondażach w swoim kraju, a Marine Le Pen depcze po piętach faworytowi Francois Fillonowi. 

- Wyborcze szanse Le Pen i Wildersa dla naszej frakcji w PE niczego nie zmieniają. Cała frakcja składa się ze zwolenników pokojowej współpracy suwerennych państw. To państwo, które pierwsze opuści Unię Europejską i zacznie się kierować interesem własnym i własnych obywateli, zyska ogromną przewagę nad pozostałymi. Widać to było po Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich; opóźnień w rozwoju do dziś nie jesteśmy w stanie nadrobić. Podobnie rzecz się ma ze Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich - ocenia europoseł Marusik w rozmowie z Interią. 

- Politycy z frakcji Europa Narodów i Wolności - w tym i moja skromna osoba - robią to, co robili zawsze: namawiają do wyjścia ze standardów "nowego, wspaniałego świata" i powrotu do historycznie sprawdzonych wzorców Cywilizacji Łacińskiej. Na pewno zawsze głosujemy w PE za tym, by każdy kraj miał pełną swobodę poszukiwania własnych rozwiązań w stosunku do własnych problemów - podsumowuje polityk. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje