Butelka wódki czy książka? Przeciętny Polak nie ma wyboru

zdj. ilustracyjne /123RF/PICSEL

"Książka nie powinna kosztować więcej od flaszki wódki. Człowiek musi mieć przecież jakiś wybór!" - mawiał Andrzej Sapkowski i miał rację. Tymczasem średnia cena książki w Polsce wynosi 41 zł. Wódka kosztuje o połowę mniej.

Reklama

9,46 zł netto - tyle wynosi minimalna stawka godzinowa za pracę w Polsce. Jak nietrudno policzyć, przyjemność kupienia sobie najnowszych pozycji z półki w księgarni, kosztuje nas niemal 4,5 godziny pracy. Zwolennicy wprowadzenia jednolitej ceny książki, zdają się nie brać tych czynników pod uwagę. 

Jak to wygląda w innych krajach w Europie? I czy cena może być jednym z głównych powodów, dla których Polacy nie czytają książek? 

Wielka Brytania: Jedna książka = godzina pracy

Reklama

Pierwszy kraj, który zdecydował się na przetestowanie idei jednolitej ceny książki to Wielka Brytania. 

Tam, już w 1829 roku, przyjęto porozumienie regulujące tę kwestię - było to jednak porozumienie branżowe, a nie rozwiązanie prawne. Taki stan utrzymywał się do 1995 roku. Później z rozwiązań zrezygnowano, głównie z powodu nacisków ze strony sieci księgarskich. 

Aktualnie średnia cena książki na Wyspach kształtuje się na poziomie 7,7 GBP, czyli około 10 euro. Brytyjczyk, aby kupić jedną książkę musi pracować niewiele ponad godzinę, bo minimalna stawka wynosi 7,20 funta.

Mimo tego poziom czytelnictwa w Wielkiej Brytanii regularnie spada. Jeden na pięciu Brytyjczyków nie potrafi wymienić ani jednego autora książek. 15 procent Brytyjczyków uważa, że literatura jest zbyt trudna do zrozumienia, a jedna czwarta badanych przyznała, że przez pół roku nie przeczytała żadnej książki - tak wynika z badań Royal Society of Literature. Ogromny problem z czytaniem mają dzieci, których spory odsetek po ukończeniu szkoły podstawowej, nie potrafi biegle czytać. Z wiekiem ten problem się pogłębia. 

Francja: Ceny rosną, spada czytelnictwo

W kwestii rozwiązań prawnych pionierem w regulowaniu rynku książki poprzez ujednolicenie ceny była Francja. Ustanowione tam w 1981 roku prawo Langa - od nazwiska ówczesnego ministra kultury - faktycznie pozwoliło na zróżnicowanie rynku. Jednak małe sieci księgarskie stanowią tam zaledwie ¼ wszystkich księgarń i przegrywają z wielkimi graczami, którzy wykazują się niezwykłą kreatywnością omijając zapisy ustawy. 

Dodatkowo ceny książek we Francji stale rosną, a spada czytelnictwo. W 2011 roku statystyczny Francuz poświęcał na czytanie 5 godzin i 48 minut tygodniowo, rok później tylko 5 godzin 27 minut, a w 2013 roku zaledwie 5 godzin i 20 minut. Spadły również wydatki na książki - z 94,6 euro w ciągu roku do 81,2 euro. 

Podobną tendencję wykazały badania z 2014 roku. Średnia cena książki we Francji kształtuje się obecnie na poziomie 12,5 euro (Francuz w godzinę zarabia 9,67 euro).


Niemcy: 126 lat tradycji

Niemiecki rynek książki jest niewątpliwie jednym z największych na świecie. To właśnie na naszych zachodnich sąsiadów powołują się pomysłodawcy nowej ustawy. Tradycja regulacji cen w Niemczech liczy sobie jednak 126 lat, co mocno wpłynęło na ukształtowanie konsumenta. 

Średnia cena książki w Niemczech wynosi około 11 euro - średnia płaca godzinowa to 8,84 euro. Stała cena książki obowiązuje przez 18 miesięcy, a maksymalny rabat jaki można zaoferować nabywcy wynosi 10 procent. Po tym okresie wydawcy i sieci księgarskie proponują pozycje przecenione nawet o połowę. Ogromną popularnością cieszą się tam tak zwane wydania kieszonkowe. 

Niemcy czytają dużo i chętnie. Blisko 7 na 10 osób deklaruje, że lubi czytać książki. W 2015 roku 44,6 procent ludności niemieckiej czytało książkę przynajmniej raz w tygodniu. Zakup co najmniej jednej książki w ciągu roku deklaruje niemal 60 procent obywateli. 

Władza od dawna dba o to, aby te wyniki były zadowalające. Akcje promujące czytelnictwo cieszą się ogromnym powodzeniem, a państwo nie szczędzi na nie funduszy. Mimo tego wszyscy sprzedawcy - zarówno ci bezpośredni, jak i dystrybuujący książki przez internet, w ubiegłym roku odnotowali spadki sprzedaży. Spadła także ilość nowości na rynku. 

Włochy i Grecja - czyli leniwi czytelnicy

Z podobnymi problemami z poziomem czytelnictwa jak Polska, zmagają się Włochy i Grecja. Z tą różnicą, że w tych krajach obowiązują już regulacje dotyczące jednolitej ceny książki. 

Ustawę, która obowiązuje we Włoszech po raz pierwszy wprowadzono w 2001 roku, jednak aktualnie obowiązujące przepisy pochodzą z roku 2011. Mimo regulacji, w kraju pizzy i makaronów, co dziesiąta rodzina nie ma w domu ani jednej książki, a zaledwie 41 procent deklaruje, że przeczytało co najmniej jedną pozycję w ciągu roku. 

W Grecji problemem może wydawać się okres ochronny, który wynosi 24 miesiące. Dopiero po tym czasie możliwa jest zmiana ceny książki. Od lat poziom czytelnictwa w Grecji jest jednym z najniższych w całej Europie. Przeczytanie co najmniej jednej książki w ciągu roku deklaruje zaledwie 19 procent Greków. Średnia cena książki waha się od 20 -25 euro - przeciętny Grek musi więc pracować co najmniej 4 godziny, aby stać go było na wycieczkę do księgarni. Ceny książek spadają drastycznie dopiero wówczas, kiedy książka już nie jest nowością. 

Szwecja: Frontem do czytelnika

Szwecja znajdzie się w tym zestawieniu nie ze względu na ustawę, która w tym kraju nie obowiązuje, a ze względu na rekordowy poziom czytelnictwa, któremu warto przyjrzeć się bliżej. 

Pierwsze debaty na temat jednolitej ceny książki odbywały się w Szwecji 1970 roku. Wówczas zniesiono ustawę, która regulowała te kwestie. Mimo tego Szwedzi wydają miliony koron rocznie w księgarniach. Średnia cena książki wynosi około 250 koron, przy średniej pensji za godzinę równej 160 koron. Poziom ten nie jest jednak regulowany prawnie, w związku z czym kwoty zarobków godzinowych często są znacznie większe. Dużą popularnością cieszą się wydania pocket, za które przeciętny Szwed płaci około 50 koron. 

Statystyczny obywatel Szwecji na czytanie poświęca 20 minut dziennie. Aż 90 procent respondentów biorących udział w badaniach deklaruje, że w ciągu roku przeczytało co najmniej jedną książkę. Reprezentacja tych, którzy deklarują, że czytają 5 lub więcej książek rocznie, także trzyma się mocno, bo na poziomie 65 procent. Skąd to się bierze?

Nawyki kształtujące poziom czytelnictwa są w Szwecji mocno zakorzenione. A naród wie, że najbardziej kluczowym okresem dla wychowania czytelnika jest szkoła. Dzieci nie muszą sugerować się obowiązkową listą lektur, bo jej nie ma. Mogą same wybierać, co chcą czytać i jak. Ten brak przymusu pozytywnie odbija się na wyborach dotyczących literatury, które towarzyszą Szwedom także w życiu dorosłym. 

Dobry czytelnik, to wymagający czytelnik

To zestawienie pokazuje, że nie ma uniwersalnych rozwiązań, które sprawdzają się wszędzie. Rządzący powinni o tym pamiętać, bo to, co sprawdziło się w Niemczech, w Polsce w ogóle może nie mieć zastosowania. 

Polacy nie czytają książek, bo nikt ich nie uczy czerpać z tego przyjemności. Cena odgrywa tu także niebagatelną rolę - książka powinna być tania i łatwo dostępna. Nie da się tu nie dostrzec roli bibliotek, bo przecież książkę nie zawsze trzeba kupić, można ją wypożyczyć. Biblioteki są jednak mało atrakcyjne dla czytelników poszukujących nowości, które często trafiają do placówek ze sporym opóźnieniem. 

Trzeba mówić głośno o kształtowaniu nawyków już u najmłodszych dzieci. W Polsce - choć podjęto już pewne próby - zwyczaje czytelników mocno odbiegają od wymarzonych norm. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje