​Kopciuszek czy Królowa Śniegu? Zagadka najbogatszej Polki

Barbara Piasecka Johnson na terenie swojej posiadłości w Princeton, 4 czerwca 1986 roku /East News

- Mimo wszystkich kontrowersji, niespełnionych obietnic, żalu i nieporozumień - powinniśmy być jej wdzięczni. Barbara fundowała stypendia dla naukowców i artystów, wspierała opozycję. Niewielu chce o tym pamiętać - mówi w rozmowie z Interią Ewa Winnicka, autorka książki "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson".

Reklama

25 lutego 1937 roku we wsi Staniewicze (obecna Białoruś), w domu Wojciecha i Pelagii Piaseckich przychodzi na świat mała Basia. Dziewczynka jest ich czwartym, najmłodszym potomkiem. Przez dwa lata dziecko rozwija się w cieniu ciężkiej rolniczej pracy swojego ojca i choroby psychicznej swojej matki. Pierwsze wspomnienia małej Basi także nie są szczęśliwe:

"(...) błysk światła. Ktoś chwyta mnie i odciąga od ojca. Potem mój ojciec był bity. Ustawili nas pod ścianą - całą moją rodzinę, byli tam moi bracia. Skierowali na nas karabiny maszynowe, jakby mieli do nas strzelać. Staliśmy tak przez długie godziny. Z późniejszych opowiadań rodziców wiedziałam, że rozpoczęła się wojna" - tak wspomnienia Barbary Piaseckiej opisuje Ewa Winnicka na łamach książki "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson".

Reklama

Zawirowania wojenne sprawiają, że rodzina Piaseckich przenosi się do Zacharzyc koło Wrocławia. To miasto otwiera Barbarze drzwi do "wielkiego świata". W 1955 roku odbiera świadectwo maturalne, jednak studia rozpoczyna dopiero w 1958 roku. Długo szuka swojej pasji i znajduje ją pod postacią sztuki. Wybór zdaje się być trafiony, bo gdy w 1964 składa swoją pracę magisterską, zbiera niemal same pozytywne opinie od recenzentów.

W wieku 29 lat Barbara Piasecka z dyplomem Uniwersytetu Wrocławskiego rusza w świat, jednak nie od razu trafia do Ameryki. Dzięki swojemu starszemu o niemal 10 lat narzeczonemu z Polski, udaje jej się dostać do Włoch - takie przynajmniej są fakty. Według legend krążących o milionerce "opuszczała Polskę ze stoma dolarami w kieszeni". Jeszcze zanim Basia opuści kraj, mówi do swoich znajomych: "Jeśli wrócę, to tylko rolls-royce’m".

Latem 1968 roku Barbara trafia w końcu do Ameryki. We Włoszech nie przebywała długo. Do USA przyjechały za nią plotki o tym, że w Rzymie zakochał się w niej włoski arystokrata. Wszystko dzięki jej pięknemu uśmiechowi. Ten uśmiech zawsze pomagał jej w nawiązywaniu intratnych znajomości. Pierwszą z tych relacji, które przyniosły Barbarze Piaseckiej największy zysk, była znajomość z Zofią Kowerdan. To ona załatwiła młodej Polce pracę u państwa Johnsonów.

Amerykański reporter David Margolick z "The New York Timesa" tak opisywał pierwszą wizytę Basi u milionerów: "To jest historyczny moment w tej dziwacznej i nieprzewidywalnej opowieści o jednej z najbogatszych rodzin w Ameryce. Druga pani Johnson właśnie spotkała trzecią".

Trzecia pani Johnson

Barbara Piasecka zostaje żoną Johna Sewarda Johnsona 6 listopada 1971 roku. Mężczyzna do związku wnosi spory bagaż w postaci sześciorga dzieci i dwóch byłych żon. Ale nie tylko. Jest wart 330 milionów dolarów, posiada jacht i kilka domów.

Posag Basi jest znacznie skromniejszy, choć narzeczony zadbał o jego "podreperowanie". Kobieta zaczyna wspólne życie z gotówką w kwocie 359 dolarów, futrami, biżuterią i hojnym darem od ukochanego w postaci 500 tysięcy dolarów przelanych na jej konto.

Na ślubie 34-letniej Polki i 76-letniego Sewarda Johnsona, nie zjawia się żadne z dzieci "pana młodego". Ceremonię Barbara kwituje toastem "za mężczyznę, który dał mi wszystko i da mi wszystko, jeśli będzie trzeba", a na wścibskie skądinąd pytania o chrzciny przyszłych dzieci, odpowiada "chyba szczeniaków".

"W kronikach towarzyskich New Jersey brakuje wzmianki o ślubie osobistości z koncernu Johnson & Johnson, ponieważ panna młoda jest zagadką. Kiedy reporter "New Jersey Monthly" próbuje zdobyć informacje o nowej pani Johnson, dostaje list od prawników firmy z jasną prośbą o niewtrącanie się w prywatne życie rodziny. Za zdjęcie Basi nowojorski 'Daily News' jest skłonny zapłacić pięćset dolarów" - pisze Ewa Winnicka w "Milionerce".

Zaraz po ślubie Barbara rozpoczyna projekt swojego życia. Budowę gigantycznego i luksusowego kompleksu Jasna Polana w Princeton. "Fontanna na dziedzińcu, kuta brama przed wjazdem do rezydencji, rekordowa liczba trzydziestu sześciu toalet i park pocięty precyzyjną siatką ścieżek"- opisuje Winnicka. Budowa wiążę się z gigantycznymi kosztami, a pani domu ma wolną rękę w doborze wszystkich rozwiązań. Prace trwają 7 lat, a ich koszt szacuje się na 30 milionów dolarów. Każdy detal musi być dopracowany. Dom jest twierdzą, a Seward Johnson mawia, że "nie może się nawet załatwić bez alarmu". 

Para inwestuje także w dzieła sztuki. Tutaj również Barbara wiedzie prym, podejmując decyzje odnośnie kupna. Chełmoński, Witkacy, Stanisławski, Michałowski, Monet, Gauguin, van Gogh i wielu innych. Piasecka Johnson często podróżuje do Włoch, spotyka się z innymi kolekcjonerami, pilnuje, aby zbiór stale się powiększał, a dzieła były dobrze wyeksponowane, zwłaszcza przed przybyciem prominentnych gości. 

Tych na Jasnej Polanie nie brakuje. Słynny kompozytor Witold Małcużyński, prezydent Lech Wałęsa, tenisista i filantrop Wojciech Fibak, znany włoski reżyser i scenarzysta Franco Zeffirelli, legendarny tenor Placido Domingo - to tylko garstka z długiej listy osobistości, które przez lata odwiedzały posiadłość. Warto zaznaczyć, że Barbarze łatwo było podpaść, więc to, z kim się akurat przyjaźniła, w dużej mierze zależało od jej humoru. 

To, czy kapryśna Polka kochała naprawdę Johna Sewarda Johnsona, do dziś rodzi wiele wątpliwości. Są tacy, którzy twierdzą, że bardziej trzymały ich przy sobie pieniądze. Choć bez wątpienia oboje byli sobą zafascynowani. Kiedy pytam Ewę Winnicką, autorkę książki o Barbarze Piaseckiej Johnson o to, co mocniej trzymało małżonków przy sobie, pieniądze czy miłość, ta odpowiada: "Seward kochał Barbarę, a małżeństwo z nią było spełnieniem kaprysu. Był bardzo bogaty i miał zwyczaj spełniać swoje kaprysy. Dla Barbary był człowiekiem, który otworzył jej drzwi do świata, o którym nie mogła nawet marzyć".

- Można więc powiedzieć, że łączyła ich i miłość i pieniądze. Dodałabym jeszcze wdzięczność i przywiązanie. Ale było to dość burzliwe małżeństwo, bo Barbara była osobą trudną. I źle znosiła fakt, że Seward się starzeje i robi niedołężny. Wkurzało ją to - podkreśla Winnicka. 

Potęga Johnsonów

Firma Johnson & Johnson jest "ikoną amerykańskiego kapitalizmu, zrodzoną z ambicji, ciężkiej pracy, sprytu, odpowiedzialności, brutalności i kilku szczęśliwych historycznych zbiegów okoliczności. Choćby pierwszej i drugiej wojny światowej. A wcześniej wojny secesyjnej". 

Koncern założony w 1886 roku nadal jest gigantem na rynku. Jego główne marki dostępne na polskim rynku to: Acuvue, Carefree, Clean & Clear, Johnson's Baby, Neutrogena, Nicorette, Nizoral, czy Visine. Potęgę przez lata budowali przodkowie Sewarda Johnsona, choć on sam nigdy nie był mocno zaangażowany w prace nad przedsięwzięciem. Tu pierwsze skrzypce aż do swojej śmierci odgrywał jego starszy brat nazywany Generałem - Robert Wood Johnson. 

Małe zaangażowanie w życie firmy nie przeszkadza Sewardowi w gromadzeniu majątku. W chwili gdy 23 maja 1983 roku w wieku 87 lat umiera na Florydzie, jego zasoby szacuje się na pół miliarda dolarów, choć są tacy którzy mówią, ze nawet miliard. 

"Między listopadem 1971 roku roku a majem 1983 roku Seward Johnson zmienia testament dwadzieścia dwa razy. Z punktu widzenia osoby posiadającej olbrzymi majątek nie jest to niczym nadzwyczajnym. Testament podlega natychmiastowym korektom wraz z każdą poważniejszą zmianą prawa podatkowego,niemniej dzieci Sewarda oraz ich małżonkowie są zaniepokojone milczeniem taty w tej kwestii."

W ostatniej wersji testamentu Seward przekazuje cały swój majątek Basi. Ze swojego potomstwa wyróżnia jedynie syna, Sewarda Juniora. Ojciec zapisuje mu przystań jachtową i milion dolarów. Wtedy rozpętuje się burza. 

"Miała posprzątać dom, a nie nasze konta"

W trzy lata po śmierci Sewarda Johnsona jego dzieci toczą z Barbarą zażarty sądowy bój. W trakcie burzliwego, trwającego 16 tygodni procesu, wychodzą na jaw skandaliczne szczegóły z życia rodziny, a obie strony nie mają żadnych zahamowań w tej bezwzględnej walce. 

Dzieci prezentują przed sądem nagrania wybuchów złości Piaseckiej, które kierowała między innymi w stronę pracowników Jasnej Polany. Linia Barbary opiera się z kolei na udowodnieniu, że potomkowie Sewarda nie interesowali się nim, kiedy jeszcze żył, a pieniądze, którymi dysponowali, zostały roztrwonione. Proces jest kosztowny, a wszystkie honoraria adwokatów wynoszą łącznie dwadzieścia cztery miliony dolarów. 

2 czerwca 1986 roku następuje przełom. Obie strony zgadzają się na ugodę, w wyniku której wszystkie wzajemne oskarżenia zostają wycofane, Barbara zatrzymuje 350 milionów dolarów, a każde z dzieci Johna Sewarda Johnsona otrzymuje po sześć milionów dwieście tysięcy dolarów, poza Juniorem, który dodatkowo dostaje osiem milionów dolarów jako zadośćuczynienie. 

Obie strony czują się wygrane. Barbara organizuje nawet specjalne spotkanie z dziennikarzami na Jasnej Polanie, chce napawać się sukcesem. 

»Jakie cele stawia sobie pani na resztę życia?« - pyta dziennikarz z »The Star-Ledger«. Barbara odpowiada: »Chciałabym dalej urzeczywistniać marzenia mojego męża i moje własne, co sprowadza się do działalności dobroczynnej, pomocy mniej szczęśliwym ludziom, udostępniania ogółowi wielkiego dokonania, jakim jest moja kolekcja dzieł sztuki, dzielenia jej z innymi«".

Dobrodziejka

Lista osób i instytucji, którym pomogła Barbara Piasecka Johnson jest długa. W 1974 roku zostaje zarejestrowana The Barbara Piasecka Johnson Foundation. Jej działalność - oprócz praktycznych względów w postaci odpisu od podatku -  pozwala Barbarze pomagać biednym i pokrzywdzonym przez los. 

W tym gronie lwią część stanowią Polacy. Wśród beneficjentów jest m.in. Krystian Zimerman, polska aktorka Małgorzata Zajączkowska, Zofia Romaszewska, a za jej pośrednictwem także Solidarność, córka Romaszewskiej, Agnieszka, Leszek Moczulski, a w końcu nawet Lech Wałęsa, który z Barbarą Piasecką Johnson wiązał ambitne plany. 

Kiedy Barbara podpisuje list intencyjny w sprawie zakupu Stoczni Gdańskiej, uradowany prezydent mówi: "Nie będę spał w nocy. Jestem uratowany, uratowany! Spotykałem się z królami, królowymi, mężami stanu, ale nigdy z kimś tak wspaniałym jak pani Basia".

Ostatecznie jednak do zakupu stoczni nie dochodzi i jest to jedna z wielu porażek na drodze Piaseckiej Johnson ku wielkości. 

Basia marzy o spektakularnym geście, który sprawi, że pokochają ją miliony Polaków, szuka swojej drogi. Ostatecznie zniechęca się do Polski, a jedną z najbardziej trafnych inwestycji przeprowadza w USA. To przebudowa Jasnej Polany na pole golfowe w 1998 roku. 

Pole golfowe Jasna Polana:

W Polsce jej odbiór nigdy nie był jednoznaczny. Raz imponowała, innym razem wywoływała zażenowanie. Mimo tego ciągnęło ją do ojczyzny i była z niej dumna. Czy Polacy też powinni być dumni z Piaseckiej Johnson? - Mimo wszystkich kontrowersji, niespełnionych obietnic, żalu i nieporozumień, powinniśmy być jej wdzięczni - podkreśla Winnicka. 

- Dzięki Piaseckiej mieliśmy w 1990 roku wystawę Opus Sacrum na Zamku Królewskim. Jej fundacja zbudowała ważny ośrodek terapeutyczny i naukowy w Gdańsku - jej pomoc osobom z autyzmem jest nie do przecenienia. Barbara fundowała stypendia dla naukowców i artystów, wspierała opozycję. Niewielu chce o tym pamiętać - mówi mi reporterka. 

Z Monte Carlo do Sobótki

W 1995 roku Barbara kupuje dom w Monte Carlo. Ponieważ przyjaźni się z rodziną Grimaldich, ma w Monako specjalne względy. Książęcy ród przyciąga Barbarę swoją religijnością. Ona także zaczyna coraz mocniej obnosić się ze swoją wiarą. To właśnie ona w 2003 roku prowadzi ją do Włoch, a dokładniej do Asyżu. "Jadę tam, gdzie święty Franciszek otoczy mnie swoją opieką" - mówi. W ciszy i spokoju spędzi tam kilka lat. Nadal będą ją odwiedzać znajomi, a Basia nie porzuci swojej miłości do sztuki, choć teraz jej dom wypełnia głównie sztuka sakralna. 

W 2009 roku dowiaduje się, że jest chora na raka. Rozpoczyna leczenie w klinice w Perugii. Ma sporą nadzieję na to, że wyzdrowieje. Jeszcze w 2010 roku otwiera w Gdańsku Przedszkole Specjalne dla Dzieci z Autyzmem. Potem robi się coraz gorzej. 

"Karetki pogotowia, które pod koniec 2011 roku zaczynają kursować między Wrocławiem a Sobótką, nie oznaczają otwarcia nowego ośrodka dla starszych ludzi, jak podejrzewali sąsiedzi. Pewnego dnia mieszkańcy sąsiedniej posesji widzą w dawnym przyszpitalnym ogrodzie drobną kobietę. Chodzi powoli, zgarbiona. Wkrótce ażurowy płot otaczający posiadłość zostaje zamieniony na solidne żeliwne ogrodzenie, zza którego nic nie widać, a przy bramie pojawia się ochroniarz".

1 kwietnia 2013 roku na czołówkach gazet, pojawia się informacja o tym, że w wieku 76 lat, po ciężkiej i długiej chorobie zmarła Barbara Piasecka Johnson, zostawiając po sobie wielokrotnie pomnożony majątek swojego męża w postaci 3,6 mld dolarów. 

Na pogrzeb we Wrocławiu przyszły tłumy. Zabrakło tylko osób, które Barbara Piasecka Johnson zwykła nazywać "przyjaciółmi".

***

"Sławomir Pietras: - Należało jej się od losu coś, co jej nie spotkało. Powinna była trafić na amanta, przy którym poczułaby się damą. A tak została w pamięci jako pokojówka, wdowa po milionerze. Miała mentalność kury domowej, a musiała grać gwiazdę".



Artykuł powstał na podstawie książki Ewy Winnickiej "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson", która ukaże się nakładem wydawnictwa Znak 29 marca 2017 roku. 

Wydawnictwo Znak zaprasza na spotkania z autorką:

23.03 o 18:00 w Instytucie Kultury Miejskiej (ul. Długi Targ 39/40, 80-830) w Gdańsku.
29.03. o 19:00 w Faktycznym Domu Kultury (ul. Gałczyńskiego 12, 00-362) w Warszawie.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje