Make Life Harder: Jesteśmy nikim

Make Life Harder. Gdańsk, 2012 rok /Dominik Sadowski /

Jeśli ironia miałaby przybrać jakąś postać, byłaby dwoma mężczyznami z owłosionymi twarzami, którzy robią sobie żarty z ludzi na Facebooku.

Reklama

Na krótko przed 28 sierpnia 2011 roku Jakobe i Rafał siedzieli na ławce przed jedną z gdańskich knajp. Wiedzieli, że chcą zmienić świat. I zaczęli to robić. 5 lat później, ten (ICH) świat wygląda zupełnie inaczej. Dlaczego? Bo robili sobie żarty z Kasi Tusk. Nie ma w tym żadnej ideologii, ale jeśli by była, to facebookowy profil Make Life Harder byłby przeciwwagą dla ładnego świata, który dla nich był abstrakcją. Niewinna "beka" szybko przerodziła się w ogromną popularność wyrażaną w milionach like’ów. I choć robili w internecie różne rzeczy, to tego się nie spodziewali.

"Mówiliśmy o rzeczach, które się czuje, ale nie wypowiada się na głos. Od czasu wygranej PiS w 2015 roku dużo się mówi o tym, że w ludziach narastała frustracja, bo nie wszystkim się tak świetnie żyło. Natomiast, kiedy my zaczęliśmy w 2011 roku, powszechnie panującą wersją świadomości było "jest zajebiście, weszliśmy do Unii, wszystkim się żyje wspaniale". A my wtedy byliśmy świeżo po studiach, mieliśmy jakieś gówniane prace. Ledwo nam starczało od pierwszego do pierwszego. Blog Kasi Tusk był dla nas relacją z równoległej rzeczywistości, gdzie pojawiają się piękne wnętrza i piękne ubrania. Nas to autentycznie wk**wiało. Słowem... byliśmy rozczarowani, zanim to się stało modne!" - mówią mi Maciej i Lucjan, czyli Jakobe Mansztajn i Rafał Żabiński. 

Reklama

***

Katarzyna Krawczyk, Interia: "Partie polityczne żerują na marzeniach"; "politycy są mistrzami w naginaniu historii do swoich celów"; "udział w wyborach to podtrzymanie złudzenia, że mamy na cokolwiek wpływ" - przecież to są mądre rzeczy! Nie jakieś śmieszki, ale trafna diagnoza tego, co się dzieje w Polsce.

Jakobe Mansztajn, Make Life Harder: Pewnie skądś to przepisaliśmy.

Rafał Żabiński, Make Life Harder: Śmiejemy się z polityków, polityki i mediów, ale towarzyszy nam poczucie, że to jest bardzo poważny temat. To się chyba przebija z tych naszych tekstów. Dodatkowo z natury jesteśmy raczej smutni i depresyjni.

Książka jest zabawna i dobrze się ją czyta, bo te smutne prawdy są ukryte pod ironią i żartami, ale kryje się za nią smutna wizja. Trochę tak, jakbyście pisząc, mieli na celu uwrażliwienie ludzi, na to, co się dzieje wokół nich.

Jakobe: Trochę tak jest. Ale też polityka jest po prostu smutna. Groteskowa. A w grotesce jest odrobina tragedii i odrobina komedii. Mam wrażenie, że takim definicyjnym przykładem tej politycznej groteski jest to, co się wydarzyło w Stanach Zjednoczonych. Gwiazda reality show i biznesmen został prezydentem największego mocarstwa na świecie. Polska polityka też idzie w stronę groteski. Można nad tym płakać. Można się śmiać. Ale jeśli śmiać, to też przez łzy.

Jakie pytania związane z książką słyszycie najczęściej?

Jakobe: Najczęściej padają pytania, "który z was to Lucjan, a który to Maciej?" albo "jak się pisze książkę w dwie osoby na Skypie?". I "dlaczego ta książka jest o polityce?". My, tak programowo, nie wychodząc z roli, odpowiadamy, że wzięliśmy zaliczkę, że koniunktura, że to się teraz klika. Ale prawda jest taka, że nam to po prostu leży na sercu. Gdyby nie to, że polityka i to, co się wokół nas dzieje, jest dla nas ważne, to pewnie nie reagowalibyśmy frustracją i rozczarowaniem. I pewnie nie napisalibyśmy o tym książki.

A jak rozumieją ją wasi czytelnicy?

Rafał: Nie zdziwiłbym się, gdyby większość ludzi odebrała tę książkę na płaszczyźnie beki, żartu, dowcipów z Palikota i pierdów. Ale wierzę w to, że nasi fani i czytelnicy są na tyle inteligentni, że znajdą w niej jakieś drugie dno.

Ja znalazłam.

Jakobe: Jesteś pierwszą osobą, tak że gratulujemy.

- Moja koleżanka napisała mi parę dni temu wiadomość, że ta książka opisuje frustracje ludzi 30+, ale jej 47-letni przyjaciel uważa, że jest głupia. Ona chyba największe zrozumienie znajduje wśród ludzi takich jak my, którzy przemysł polityczny obserwują od pewnego czasu i poczucie rozczarowania, rozżalenia i frustracji jest jeszcze stosunkowo świeże.

Dużo ludzi przyszło na wasze spotkania autorskie?

Jakobe: Miliony. 

Rafał: Nie no, było tak z 30 osób na każdym spotkaniu. Całkiem dobrze, jak na spotkania autorskie. Byłem z nich zadowolony. Mam wrażenie, że publiczność była zainteresowana. Jak jechaliśmy z pierwszą książką w trasę, jeszcze w maskach, to ludzie przychodzili głównie po to, żeby nas zobaczyć, pośmiać się z naszych przebrań i zrobić sobie zdjęcie. Teraz było sporo konstruktywnych, fajnych pytań. Ludzie byli zainteresowani.

Jakobe: Odkąd wiadomo, jak wyglądamy, ludzie przychodzą, bo chcą nas chyba po prostu posłuchać. Ale będę utrzymywał, że na spotkaniach było co najmniej 100 tysięcy osób. 

Przyciągnęliście użytkowników "na Kasię Tusk", a czym ich zatrzymaliście? 

Jakobe: Gdybyśmy te żarty z Kasi Tusk opowiadali jeszcze dłużej, niż to robiliśmy, ludzie poczuliby przesyt. My sami poczuliśmy, że ta formuła już się wyczerpała. Stwierdziliśmy, że jeśli chcemy, żeby to dalej żyło, trzeba pójść dalej. I tak było. Pamiętam naszą rozmowę na Skype, w której padło zdania: "Ej! Zacznijmy po prostu krytykować Polskę". Ale tak naprawdę, styl życia, który Kasia Tusk symbolizuje, nadal jest przedmiotem naszych tekstów. 

Rafał: Na początku przez to, że śmialiśmy się z Kasi Tusk, mogliśmy przyciągnąć do siebie jakąś grupę prawicowców, dla których "beka" z Kasi Tusk wiązała się z beką z Tuska. Później się okazało, że my tak naprawdę jedziemy po wszystkich, ale część ludzi nie mogła nam tego wybaczyć. Prywatnie nam chyba jednak jest bliżej do "lewaków", niż do "prawicowców". 

Głosowaliście na partię Razem? 

Rafał: A wiesz, że nie pamiętam. 

Jakobe: A ja głosowałem. 

- Spotkaliśmy się z taką opinią, że partię Razem traktujemy łagodnie w książce. A prawda jest taka, że trudno im jeszcze cokolwiek zarzucić. To jest partia-noworodek, która jeszcze nic nie zdążyła zrobić. Być może jutro się skompromituje, a my będziemy pierwsi, którzy staną nad Zandbergiem i rzucą w niego żartem. W Make Life Harder mamy taką złotą zasadę: wszystkim po równo. Jeśli ci "z prawa" dostają, to ci "z lewa" też muszą oberwać. Idea tej książki była taka, żeby obśmiać wszystkich, nawet tych, z którymi jest nam być może po drodze. 

Dostaliście totalną swobodę od wydawnictwa? Czy wycięli wam kilka żartów?   

Rafał: Nieoczekwianie tak. Przy pisaniu tych żartów nie cofaliśmy ręki. Stwierdziliśmy, że przy pracy z prawnikami i tak będziemy musieli pewne rzeczy wycinać i podmieniać, więc celowo jechaliśmy po bandzie. A wyleciały dosłownie dwa żarty.    

Jakobe:  Jeden z Elizy Michalik, a drugi z Jacka Pałasińskiego.    

Nie pozwoliliście też sobie na żarty ze Smoleńska.   

Rafał: Są jakieś granice dobrego smaku. Smoleńsk nie jest śmieszny.    

Jakobe: Z samego Lecha Kaczyńskiego też nie żartowaliśmy. Wyszliśmy z założenia, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale.

Jest jakaś dyscyplina w waszej relacji? 

Jakobe: Gdyby nie dyscyplina, to Make Life Harder już dawno by się pewnie rozpadło. Narzuciliśmy sobie taki tryb pracy, że umawiamy się codziennie na Skypie. Z wyjątkiem weekendów, no i... 

Rafał: ... czasem poniedziałków.

Jakobe:  W poniedziałek ciężko się zaczyna pracę.

Rafał: ...piątki też są trudne.

Jakobe: Intensywnie pracujemy od wtorku do czwartku. Spotykamy się o tej samej godzinie i "mielimy". Czasem piszemy książki, czasem zlecenia komercyjne, a czasem posty na Facebooku. Staramy się nadać temu jakieś ramy, bo w przeciwnym razie to by się rozjechało szybciej niż rodzina po kolacji wigilijnej. Gdyby czekać na to, aż nam się będzie chciało coś pisać, to pewnie byśmy się nie doczekali.

Rafał: Chciało nam się przez pierwsze dwa miesiące. To było autentyczne, bo cieszyliśmy się z pisania i mieliśmy z tego frajdę. Przez pozostałe 4 lata i 10 miesięcy to jest praca. Wiemy, że się z tego utrzymujemy, że są deadline'y, jest wydawca. Trzeba się po prostu spiąć, usiąść i coś napisać.

Teraz to jest wasze jedyne źródło dochodu? 

Rafał: Moje tak. 

Jakobe: Ja jestem poetą. I przed Make Life Harder z poezji się utrzymywałem. Wiem, że to brzmi jak science fiction, ale tak było. Myślę, że po MLH dalej będę próbował z tego żyć. Chociaż utrzymywanie się z pisania wierszy udaje się tylko wtedy, jeśli nie masz w życiu potrzeb. 

Da się usiąść, napisać wiersz, a potem płynnie przeskoczyć do pisania o "Palikocie i pierdach"?

Jakobe: Tak. Coś jest w tym powiedzeniu, że poetą się bywa. Myślę, że tak samo bywa się senior account managerem. To nie jest tak, że przychodzisz do domu, wchodzisz do wanny i robisz briefing swoim kosmetykom. Czy chodzi o satyryczną publicystykę, czy o wiersze - po prostu wchodzisz w inne buty i robisz coś innego.

- Nie razi mojej poetyckiej wrażliwości, kiedy piszemy, że ktoś "wszedł do pomieszczenia, spierdział się kapustą i poprosił o brawa".

Nie ma w tym żadnego konfliktu wewnętrznego?

Jakobe: Absolutnie. Myślę zresztą, że do retoryki MLH jest mi na co dzień bliżej niż do tej poetyckiej. Zresztą Rafał wie, jakim jestem prostakiem. Chyba po prostu fatalny ze mnie materiał na poetę.

Skończyliście psychologię i politologię na Uniwersytecie Gdańskim. Po co? Czemu żaden z was nie poszedł w wybranym przez siebie kierunku?

Jakobe: Rafał poszedł.

Rafał: Ostatecznie piszę książki o polityce, tak że się udało. W liceum zacząłem się interesować polityką i nadal się nią interesuję, więc to były po prostu studia zgodne z moimi zainteresowaniami. Oczywiście są to jedne z najgorszych studiów, jakie można zrobić, zwłaszcza w Polsce. No może filozofia jest jeszcze gorsza.

Jakobe: Albo geografia!

Rafał: Nie żałuję kierunku, który wybrałem, ale żałuję, że studiowałem w Polsce na Uniwersytecie Gdańskim, a nie studiowałem na Harvardzie. Myślę, że na Harvardzie o wiele lepiej bym się bawił.

Jakobe: Moim zdaniem jesteś świetnym politologiem.

A dlaczego psychologia? I to w dodatku kliniczna, więc ciężki kaliber.

Jakobe: Chciałem chyba być psychologiem, niekoniecznie klinicznym, ale kimś na styku psychologa społecznego i socjologa. I o mały włos zostałem nawet na uczelni, zresztą Rafał też.

- To chyba też było zbieżne z moimi zainteresowaniami, ale to nie była pasja. W zasadzie zainteresowanie psychologią przyszło później. Poszedłem na psychologię z braku lepszego pomysłu, bo do dzisiaj w zasadzie nie wiem, co w życiu robię, więc wybór studiów, które w zasadzie nie precyzują, tego, kim będziesz w przyszłości, był - mam wrażenie - bardzo adekwatny.

Pytam o studia, bo w książce widać to, kim jesteście i w jakim kierunku się kształciliście. Jest w niej dużo wiedzy. Analizy psychologicznej, pewnych formatów, zachowań, wiedzy o polityce. Mimo tego nie wszystkie recenzje są pozytywne. "Polecam ludziom, którzy nie boją się czytać książek, które nic specjalnego do życia nie wnoszą" - taki przykład. 

Jakobe: A! Czytałem! To jest chyba recenzja z portalu lubimyczytac.pl 

Są też dobre recenzje! 

Jakobe: Myślę, że to jest zbieżne z tym, jak jesteśmy odbierani. Można nas odbierać na poziomie dosłownym, czyli "żartów z Kubotów i białych skarpet".  Można też próbować włożyć głowę trochę głębiej i doszukać się drugiego dna. Dla każdego się coś znajdzie. 

Przeczytałam wam fragment recenzji i okazuje się, że ją znacie. Czy to oznacza, że czytacie wszystko, co w internecie się pisze na wasz temat? 

MLH (chórem): Tak. 

A wiecie, że nazywają was vlogerami? 

MLH (chórem): Tak. 

Jakobe: Nawet w jakiejś recenzji nazwali nas youtuberami. 

Nagraliście równo dwa filmy na YouTubie. Z czego jeden to jest reklama. 

Jakobe: A na drugim palimy książki znanych blogerów. Nagraliśmy ten film w opuszczonym hotelu w Gdyni Orłowo. 

 

Ludzie mają problem z tym, żeby was zakwalifikować do jakiejś kategorii. Bo youtuberami nie jesteście, blogerami tak naprawdę też nie jesteście, bo przecież nie macie bloga. W jakiej kategorii wy się widzicie? 

Jakobe: Ja bym siebie umieścił w kategorii "głos pokolenia". Po prostu. 

- Nie no. Jesteśmy takimi trochę... Kim my jesteśmy? 

Rafał: No właśnie nikim. Ja się w pełni z tym zgadzam, że nawet my sami mamy kłopot, żeby siebie jakoś określić i włożyć w jakiekolwiek ramy. To często się przekłada na nasz problem, który dotyczy na przykład współpracy reklamowej, czy z agencjami. Bo nie wiadomo, co my właściwie robimy i kim właściwie jesteśmy. 

I co macie do zaoferowania... 

Rafał: Dokładnie. Niby piszemy te śmieszkowate teksty, ale tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi. Czy jesteśmy za czy przeciw. I w jakiej drużynie gramy. Nie mamy nawet strony internetowej. Wszystko idzie na Facebooka. A teraz jeszcze napisaliśmy dwie książki. Więc ostatecznie chyba najbardziej z tego wszystkiego jesteśmy pisarzami. Na pewno bliżej nam do pisarzy niż vlogerów. 

Myśleliście o tym, żeby nagrywać na przykład komentarze polityczne i wrzucać je na YouTube'a? Albo założyć w końcu tego bloga?

Jakobe: Zastanawialiśmy się, mniej lub bardziej poważnie, nad uruchomieniem kanału na YouTubie, ale jakoś nie możemy się za to zabrać. Mam wrażenie, że w tekście czujemy się jednak najbezpieczniej. Tam mamy pełną kontrolę.

- Z naszymi filmikami z kolei jest taki problem, że rzeczy, które nam się podobają, zwykle nie podobają się naszym widzom. Ilekroć wrzucamy jakiś filmik, to zawsze na etapie montażu wydaje nam się, że te fragmenty, które nas bawią, powinny też bawić ludzi, a zwykle było dokładnie na odwrót. W tekście czujemy synergię z naszymi czytelnikami i rzeczy, które nam się podobają, zwykle też podobają sę naszym czytelnikom. 

- Nie wiem, na czym to polega. Chyba po prostu nie jesteśmy do telewizji. Jesteśmy do papieru. 

A odwiedzicie jeszcze "Dzień Dobry TVN"? 

Rafał: Byliśmy w Dzień Dobry TVN kilka razy i za każdym razem po wyjściu czujemy się, jakby nas ktoś zgwałcił na wizji. Mamy ochotę wrócić do domu, spalić w kiblu ciuchy i wziąć prysznic. Zawsze sobie wtedy obiecujemy, że to był ostatni raz. Po czym oni po pół roku dzwonią i stwierdzamy, że w sumie i tak nie mamy nic innego do roboty, więc możemy pójść. Tak że odpowiedź brzmi: nigdy więcej nie pójdziemy. Ale to nie znaczy, że za trzy miesiące nas tam nie zobaczysz. 

Jakobe: Czasem na horyzoncie pojawia się wizja normalnej rozmowy o normalnych rzeczach. 

- Całkiem niedawno dzwoniła do nas pani z "Dzień Dobry TVN" i zaproponowała - najogólniej mówiąc - rozmowę o Polsce i Polakach. Chodziło o promocje w Lidlu. Ucieszyliśmy się. Cała nasza radość trwała dwie godziny, bo później pani zadzwoniła po raz drugi. Z nową propozycją, która polegała na tym, żeby porozmawiać o sweterku Kanye’go Westa za cztery "klocki"... Powinniśmy im w takiej sytuacji pokazać "faka", ale nie robimy tego. Naprawdę nie wiem dlaczego. 

Rafał: Chociaż z drugiej strony, kiedy pojawiają się poważne propozycje typu pójść do "Drugiego Śniadania Mistrzów", to też nie chcemy iść. 

Bo czujecie, że to nie wypada, żeby muzycy i gwiazdy opowiadały o sytuacji na przykład w Syrii? 

Rafał: Ja bym w tej sytuacji postawił znak równości między muzykami a nami. Tak naprawdę nie jesteśmy ekspertami od tego, o czym się rozmawia w tym programie. To nas trochę denerwuje w mediach, że jest kult znanej twarzy, celebryctwa i zaprasza się Michała Wiśniewskiego, żeby rozmawiał o reformie służby zdrowia z Jarkiem Jakimowiczem. 

- To taka sytuacja, w której nie czulibyśmy się do końca komfortowo, że zaprasza się nas do telewizji i mamy mówić o sytuacji w Syrii w oparciu o to, co przeczytaliśmy dzień wcześniej na Onecie. Od pięciu lat robimy z siebie pajaców, ale nie chcemy z siebie robić TAKICH pajaców. 

Jakobe: Co innego, kiedy idziesz do DDTVN i pod pozorem głupich żarcików próbujesz przemycić jakąś głębszą treść. 

- Kiedyś zostaliśmy zaproszeni na sofę do Kini, żeby porozmawiać o parawaningu. I poszliśmy. Całe nasze wystąpienie było obliczone na to, żeby obśmiać fakt, że w ogóle rozmawiamy w telewizji o czymś tak niedorzecznym jak parawaning. I to jest jeszcze OK. Ale kiedy mielibyśmy usiąść między poważnymi ludźmi i zacząć w poważny sposób rozmawiać o poważnych rzeczach, to czuję, że bylibyśmy skompromitowani.

W książce sporo miejsca poświęcacie mediom. Ale nie ma w nich portali internetowych. Dlaczego?

Jakobe: Faktycznie, o Interii nie napisaliśmy. Ale jest gazeta.pl, jako taki przedstawiciel mediów internetowych. Mam takie postanowienie, że ilekroć wchodzę na gazetę.pl, to nie chcę im dać satysfakcji i nabrać się na te pociągające tytuły w stylu "Nosił jeansy przez 7 lat. Sprawdź, co się stało, kiedy je ściągnął!". A i tak najgorsze później jest to, że nie klikasz w to i do końca życia to później za tobą chodzi i zastanawiasz się, co się stało z tymi dżinsami.

Rafał: Dla mnie wszystkie portale są do siebie podobne i zlewają się w jeden wielki portal. Nie wiem, czy bym rozróżnił nagłówki Interii od nagłówków z Onetu. Między telewizją Republika, a TVN-em jest wyraźna różnica. Musicie popracować nad tym.

Nie wydaje się wam, że to jest trochę takie błędne koło, że na portalach, czy w ogóle w mediach, pojawia się to, co ludzie chcą oglądać. I dopóki ludzie tego będą chcieli, to będą to dostawać.

Rafał: To jest przerażająca reguła wpisana w internet. Ludzie są w całej swojej masie głupi i klikają w głupie rzeczy, więc portale, żeby zarabiać pieniądze, muszą promować głupie rzeczy. Przerażające. Założenie było inne. W latach 90-tych mówiło się o tym, że 'oto teraz będziemy mieli dostęp do internetu, będziemy mogli dowiadywać się mądrych rzeczy i będziemy coraz mądrzejsi'. A okazało się, że jest dokładnie na odwrót. Robimy się coraz głupsi, bo mamy dostęp do głupich informacji. Autorytety już kompletnie nic nie znaczą. Wszyscy je mają w dupie.

Jakobe: Ja się w ogóle zastanawiam, co było pierwsze. Czy ktoś w takiej redakcji stwierdził "o, słuchaj, może wrzucimy coś lżejszego. Może ten śmieszny filmik z kichającą pandą, co?" I może ta panda była najczęściej oglądanym artykułem tego dnia. I czy to nie było tak, że media wygenerowały u ludzi tę potrzebę ch**owych i nieistotnych informacji.

Jest dla Polski jakaś nadzieja? 

Rafał: Nadzieja jest zawsze! Paradoksalnie względem tego, co napisaliśmy w książce, nadzieją jest to, gdyby młodzi ludzie zaczęli traktować politykę poważnie i się w nią angażować. Nasze pokolenie oddało pole. Znam ludzi ze studiów, którzy poszli w politykę i to był ten najgorszy sort. Cwaniacy, kolesie, którzy szli tam dla pieniędzy, prestiżu i władzy. Nie znam za to nikogo, kto mając jakieś poglądy, zapisał się do partii politycznej albo taką założył. A ludzi, którzy wychodzą z domu wieczorami, żeby się udzielać w jakimś stowarzyszeniu, jestem w stanie policzyć na palcach jednej ręki. Cała reszta ma wyjebane. 

-  Nadzieja będzie wtedy, kiedy ludzie, którzy nie są oszustami i którym zależy na czymś więcej poza władzą i pieniędzmi, zaczną robić politykę. Czy to się wydarzy? Nie sądzę.

Klauny, błazny - boli was, że tak o was mówią?

Rafał: Sami sobie trochę na to zapracowaliśmy. Przez trzy lata paradowaliśmy w ciuchach naszych matek. Z zamazanymi twarzami. W maskach. To jest bolesny proces wychodzenia z roli. Chcemy być Piotrem Cyrwusem, a nie Rysiem z Klanu. 

O czym będzie następna książka? 

Jakobe: Myślimy o tym.

Rafał: Póki co skupiamy się na tym, czy uda się zrobić coś, żeby jej nie pisać. 

"Przewodnik po polityce i nie tylko, ale też" autorstwa Make Life Harder ukazał się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka 22 listopada 2016 roku.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje