​Niecodzienna inicjatywa ojców chorych dzieci

"Chore dziecko to nie koniec życia, ale początek innego, może trochę trudniejszego, ale nie mniej wspaniałego" - przekonują ojcowie chorych dzieci. Fundacja "Józef" pokazuje mężczyznom, którzy mierzą się z chorobą syna, że są w stanie stanąć na wysokości zadania.

Fundacja "Józef" zrzesza ojców, którzy mają niepełnosprawnych synów. Z ich inicjatywy powstał właśnie niezwykły kalendarz, dzięki któremu ojcowie zbierają środki na pomoc swoim podopiecznym. 

Reklama

Zdjęcia zamieszczone w kalendarzu przedstawiają codzienność, w której ojcowie spędzają czas ze swoimi chorymi dziećmi. Jego bohaterowie udowadniają, że choroba dziecka to nie "koniec świata", ale początek innego, pełnego wartości życia, w którym docenia się każdą wspólną chwilę i cieszy z drobnostek.

"Bariery są w głowie"

Jednym z bohaterów kalendarza jest pan Maciej, który opiekuje się swoim synkiem Michałem. Michał cierpi na dziecięce porażenie mózgowe, jednak dzięki determinacji swojego ojca intelektualnie rozwija się prawidłowo. Chłopiec jest ogromnym fanem komunikacji zbiorowej. Razem z tatą podróżuje autobusami po Krakowie, ale nie tylko. Wspólnie pokonują też bariery. 

"Bariery, które wydają się nie do pokonania są najczęściej w głowie. I więcej jest ich w dorosłych niż u tych chorych dzieciaków" - uważa pan Maciej.

- Nikt z obecnych na tym zdjęciu ojców nie uważa, że robi coś wielkiego! - wyjaśnia w rozmowie z Interią pan Maciej. I dodaje: "Chcemy pokazać, niekoniecznie kobietom, ale tym ojcom, którzy dzisiaj stają oko w oko z diagnozą dotyczącą własnego dziecka, że to nie jest koniec świata. Po diagnozie nie odkładamy swoich planów i wyobrażeń związanych z wychowaniem dziecka - odchodząc, załamując się, czy negując rzeczywistość - ale je modyfikujemy".

Jak wygląda życie z chorym dzieckiem? Jaki ma wpływ na rodzinną sytuację? - Życie rodzinne wymaga większego zdeterminowania, nowej logistyki, zmiany priorytetów. Ale nasze życie nie jest ani lepsze, ani gorsze, tylko inne - wyjaśnia pan Maciej. 

- Kalendarz ma pokazać radość, normalność - w miarę możliwości - oraz okazję realizacji wspólnych pasji. Nie jesteśmy super ojcami, lepszymi od innych. Nie jesteśmy też "cierpiętnikami", diagnoza o chorobie jest dla nas oczywiście bolesną prawdą, ale nie jest wyrokiem. Z tym można i trzeba żyć. Kalendarz jest zaproszeniem do rozmowy dla tych ojców, którzy mają dylemat, czy z tak trudną sytuacją poradzą sobie jako mąż, ojciec, mężczyzna - wyjaśnia tata Michała. 

Pan Maciej mówi, że tacy mężczyźni, mogą się skontaktować z fundacją. - Zapraszamy. Bo często ojciec chorego dziecka zamyka się przed rodziną, lekarzem,psychologiem i trwa w swoim bólu i rozterkach. W męskim gronie ludzi, którzy z tym są od lat na co dzień, może się wyżalić, wypłakać, upić, na pewno uzyska zrozumienie, poradę i bez względu na decyzję. którą podejmie. nie będzie oceniany - dodaje mój rozmówca. 

"Widziałem chore dzieci w towarzystwie mam i babć. Bo ojciec odszedł"

- Mając 16-letniego już syna, widziałem na oddziałach rehabilitacyjnych, w szpitalach, chore czy niepełnosprawne dzieci w towarzystwie mam, babć, dziadków, a nawet sąsiadek, nie dlatego, że ojciec w pracy, ale dlatego, że nie pogodził się z diagnozą i odszedł - mówi tata Michała. - Zdecydowanie uważamy i chcemy promować jako normalność sytuację, w której mąż i ojciec trwa przy rodzinie - wyjaśnia. 

- Rozprowadzamy kalendarz jako cegiełkę, bo w naszych realiach, diagnoza o chorobie czy niepełnosprawności powoduje, że jedno z rodziców musi porzucić aktywność zawodową. A to zawsze wpływa na kondycję finansową rodziny. I to w sytuacji, gdy potrzeby są większe, a nie mniejsze - podkreśla pan Maciej. 

***
Koszt kalendarza to 47 zł. Możliwość zakupu kalendarza, a także przekazania dodatkowej darowizny jest możliwa TUTAJ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje