"Straszenie Polską" w zagranicznych mediach. "Powrót wieków ciemnych do Europy"

"Polska jest przykładem tego, co się dzieje w kraju, kiedy populiści dochodzą do władzy" - grzmi na swoich stronach "Washington Post". "Guardian" informował, że prostestujących potraktowano gazem łzawiącym, choć nie była to prawda, a "The Telegraph" wprost pisze już o autorytaryzmie. Skąd to "straszenie Polską" w zagranicznych mediach? Czym jest spowodowane?

"Zaledwie w rok, nacjonaliści zmienili Polskę w surrealistyczne i zaściankowe miejsce, gdzie teorie spiskowe wspierane przez państwo i propaganda rozpraszają opinię publiczną, podczas gdy dochodzi do erozji demokracji" - czytamy w "Washington Post".

Reklama

Potem jest już równia pochyła. Dziennikarz pisze o tym, że intelektualiści w kraju są przerażeni reformą edukacji, że Prawo i Sprawiedliwość "kupuje sobie poparcie", a ludzie, żyjący na wsi, kochają rządzących, bo dostają pieniądze z programu 500+. Jednocześnie między wierszami kilkakrotnie pada nazwisko Donalda Trumpa. O co chodzi? 

- Przekaz najbardziej znaczących amerykańskich dzienników jest od lat podobny. Polega on na sterowanym uniwersalizmie, gdzie dziennikarze nie tylko opisują rzeczywistość polityczną, ile wręcz wprost ją postulują. W sensie czysto programowym nie może dziwić taki przekaz, którego mottem jest powrót "wieków ciemnych" do Europy, co wyraża się patriotyzmem wziętym w cudzysłów, ponieważ wszelkie narodowe spoiwo traktowane jest przez dziennikarski mainstream USA, jako dosłowne zaprzeczenie nowoczesnych reguł życia społecznego - wyjaśnia w rozmowie z Interią doktor Łukasz Młyńczyk, zastępca Dyrektora Instytutu Politologii Uniwersytetu Zielonogórskiego.

"Jesteśmy ilustracją nie naszej bajki"

W tym miejscu warto wspomnieć, że "Washinton Post" jest jedną z amerykańskich gazet, które podsycają i nadal podsycały lęki przed tym, jak będą wyglądały Stany Zjednoczone pod rządami Donalda Trumpa. 

- Przykład Polski jest doskonałą ilustracją tych lęków, zwłaszcza kiedy utrwalił się zasadniczo bezrefleksyjny zestaw średnich oczekiwań społecznych. Wówczas każdy punkt na mapie, znacząco odstający od postulowanego i propagowanego wzorca, traktowany będzie jako wynaturzenie - mówi politolog. 

- Zapewne mamy szanse dość często być stawiani za przykład tego, co niechciane. Jest to konsekwencja zmian jakie dotknęły same USA, z ich dyżurną troską o przyszłość pod rządami Donalda Trumpa, tak więc częściowo jesteśmy ilustracją mimo wszystko nie naszej bajki - wyjaśnia mój rozmówca. 

Jest jednak druga strona tego medalu, dla Polski i Polaków jeszcze bardziej przykra. - Warto zauważyć, że obawom amerykańskich mediów towarzyszy jednak wielka ignorancja, co potęgowane jest zwyczajowym wizerunkiem Polski z Lechem Wałęsą i Solidarnością. Nie ma zatem miejsca na większą refleksję o Polsce, bo ta jest mało znaczącym partnerem, którego losy właściwie niewiele Amerykanów obchodzą. Rola "straszaka" Amerykanów, chcąc nie chcąc, musi nam wystarczyć - konstatuje doktor Młyńczyk. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje