Wulgarni wybrańcy narodu

fot. fot. sejm.gov, Rafal Oleksiewicz/REPORTER/EastNews /

Mówi się, że posłowie są wybrańcami narodu. Jeśli faktycznie tak jest, to co możemy o sobie pomyśleć, gdy z ław i mównicy sejmowej padają słowa, które nie odbiegają wiele od wulgarności.

Reklama

Dzisiaj polityka coraz częściej staje się brutalną walką o władzę i wpływy, a język określany jako "nieparlamentarny", staje się ... parlamentarny.

- W demokracji język jest narzędziem uprawiania polityki. Spory polityczne wygrywa ten, kto potrafi lepiej argumentować, a w zasadzie skuteczniej pokonywać przeciwnika, zna i potrafi stosować w praktyce mechanizmy erystyczne lub - po prostu - potrafi zdominować, a czasem "zakrzyczeć" rozmówcę - mówi w rozmowie z Interią dr Radosław Marzęcki, socjolog i politolog z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Rywalizacja celem samym w sobie

Reklama

W opinii naukowca, problem zaczyna się w momencie, kiedy istota demokracji, jaką jest polityczna rywalizacja partii, staje się nie środkiem do celu, ale celem samym w sobie.

- To rywalizacja jest coraz częściej celem, który napędza partie do działania. Istotą tak rozumianej demokracji jest utrzymywanie stanowisk przez elity. Dlatego politycy szukają skutecznych środków do osiągnięcia tego celu. I tu rodzi się pytanie retoryczne: czy lepszym narzędziem będzie język trudny, niezrozumiały, ale pozbawiony zbędnych emocji, choć nastawiony na poszukiwanie porozumienia, czy też język wulgarny, pełny inwektyw i społecznych stygmatów, który daje rozgłos i widoczność medialną? - pyta politolog.

Zdaniem eksperta coraz częściej politycy wybierają tę drugą alternatywę. 

"Golenie na łyso", "zdradzieckie mordy", środkowy palec

Oto ledwie kilka przykładów dotyczących obrzucania się inwektywami.

Kiedy Agnieszka Pomaska (PO) targała na mównicy sejmowej uchwałę w obronie suwerenności Polski, radna PiS Anna Kołakowska pisała na Facebooku: "trzeba to coś złapać i ogolić na łyso". I mimo że sąd orzekł, iż posłance PO należą się przeprosiny - radna uznała, że wyrok sądu jej nie obowiązuje.

Dosadnie potrafi się wypowiedzieć lider ruchu Kukiz'15. O kolegach z opozycji mówił, że "zostało im darcie japy na ulicy", a do Pawła Bednarza z fundacji Dobrego Pasterza zaapelował, aby się od niego "odpier...".

Z kolei poseł Stanisław Pięta z PiS, w komentarzu udzielonym dziennikowi "Super Express", w taki sposób wypowiedział się na temat nauczycieli, którzy strajkując korzystali z przysługujących im praw: "Jeśliby to ode mnie zależało, to wyrzuciłbym tę czerwoną lumpeninteligencję na pysk (...)".

A poseł PO Ryszard Wilczyński tak przemawiał do mieszkańców Namysłowa: "Będziemy musieli odbudować państwo. Co po PiS-ie? Depisyzacja, tak jak była denazyfikacja i dekomunizacja, już nie powiem deratyzacja czy dezynsekcja".

W kwestii "barwnego" języka tradycyjnie nie zawodzi Krystyna Pawłowicz z PiS. Do Kamili Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości, mówiła: "Proszę się nie odzywać, teraz ja mówię, pani myszko agresorko".

Najbardziej głośna stała się jednak wypowiedź szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego z 18 lipca, kiedy z jego ust padło słynne już: "Panie marszałku przepraszam, ale ja bez żadnego trybu. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie sobie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami". A schodząc z mównicy do jednej z posłanek rzucił jeszcze "won". Jego wystąpienie klub PiS nagrodził oklaskami. 

Niektórzy z posłów sięgają też po język seksistowski. Kiedy Monika Wielichowska przekonywała z mównicy, że kobiety po Czarnym Proteście nie złożyły parasolek, poseł PiS Dominik Tarczyński oznajmił, że "złożyły mózgi". Z kolei jego klubowy kolega Piotr Kaleta na ostrzeżenie Bartosza Arłukowicza, żeby "nie zaczynać z kobietami, bo wiadomo jak to się kończy", odparł, że w jego przekonaniu "kończy się przyjemnie".

A na antenie radiowej Trójki Marek Suski (PiS) mówił: "To jak z tymi feministkami w Unii, które mówią, że jak  was będą gwałcić ci z ISIS, to się nie brońcie, bo oni są spragnieni kobiety i dajcie im jeszcze kwiatka, a w Szwecji mieszkanie im chcą jeszcze dać. Nie rozumiem tego myślenia i od tego uciekamy". Zaś pytany o molestowanie kobiet odparł: "Wydaje mi się, że nikogo nie molestowałem. Jeżeli, to nieświadomie". 

Nie tylko zresztą słowa wyrażają wulgaryzację i brutalizację zachowań posłów.

Jednym z najbardziej pamiętnych i najgorętszych pod względem emocji był dzień, w którym w Sejmie dyskutowano na temat ustawy o Trybunale Konstytucyjnym - to wówczas rozpowszechniły się w sieci zdjęcia posła PiS Piotra Pyzika, prezentującego kolegom z opozycji swój środkowy palec.

Z kolei przy debacie na temat ustawy o Sądzie Najwyższym, kiedy temperatura emocji nie mogła opaść i doszło do awantury, poseł Tomasz Lenz (PO) bezceremonialnie popchnął posła PiS Józefa Leśniaka.

Papierowa Komisja Etyki

Na tego typu zachowania powinna reagować Komisja Etyki Poselskiej. Ale choć słowo "komisja" brzmi poważnie, to sam organ dysponuje właściwie symbolicznymi narzędziami. W przypadku stwierdzenia naruszenia przez posła "Zasad etyki poselskiej", komisja może w drodze uchwały nałożyć na niego jedną z sankcji: zwrócić uwagę, udzielić upomnienia lub udzielić nagany.

W całej swojej historii komisja najczęściej nakładała najłagodniejszą karę, czyli zwracała uwagę, a stało się tak w ponad 90 przypadkach. Sankcję średniego kalibru, czyli upomnienie usłyszało około 60 posłów, a naganą ukarano 46.

W obecnej kadencji Sejmu komisja nie wydaje się być szczególnie zapracowana. Do tej pory podjęła łącznie 19 uchwał. Najczęściej naruszana jest zasada dbałości o dobre imię Sejmu - takiego naruszenia dopuściło się 17 posłów. Najczęściej nakładaną sankcją jest - jak wcześniej w historii - zwrócenie posłowi uwagi.

Jedynym posłem, który w tej kadencji zasłużył na najostrzejszą sankcję jest Paweł Kukiz. Szef ruchu Kukiz'15 został ukarany naganą za kontrowersyjny wpis na portalu społecznościowym: "Nie dziwię się pani Joannie... Gdybym był na jej miejscu to też marzyłbym (marzyłabym) o imigrantach w kontekście sylwestrowej nocy", skierowanym pod adresem pani Joanny Grabarczyk, działaczki organizacji HejtStop. Kukiz ma na swoim koncie też jedną uwagę.

Kolejnym "ulubieńcem" komisji jest poseł Stefan Niesiołowski ukarany jedną uwagą i jednym upomnieniem za naruszenie zasady dbałości o dobre imię Sejmu. A wśród ukaranych znajdziemy m.in.: Krystynę Pawłowicz, Kamilę Gasiuk-Pihowicz, Patryka Jakiego, Beatę Mazurek i Joannę Scheuring-Wielgus, która zresztą sama przez dwa lata była członkiem komisji.

W 2012 roku ówczesna marszałek Sejmu Ewa Kopacz podniosła pomysł, aby na niesfornych posłów nakładać kary finansowe. Jednak - co nie dziwi - nie spotkał się on ze zrozumieniem.

- Nie bez kozery poszłam do komisji etyki. Chciałam ją zmienić. Ona jest właściwie taką komisją papierową. I mimo tego, że jest w niej przedstawiciel z każdego klubu, to osobą, która podejmuje ostateczne decyzje, jest i tak Marszałek Sejmu - mówi w rozmowie z Interią posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus. Zwraca też uwagę na inny problem. - Niestety, większość posłów nie traktuje komisji etyki poważnie. Nie stawiają się na nią. Nie chcą się tłumaczyć i rozmawiać na temat swojego zachowania. Lekceważą ją - mówi. - Sama jestem w Sejmie dopiero od dwóch lat, ale wydaje mi się, że poziom kultury i języka posłów jest z miesiąca na miesiąc coraz gorszy.

To my wybieramy

O tym, jakich posłów wybierzemy decyduje nasz głos. A frekwencja wyborcza w Polsce rzadko wynosi więcej niż 50 procent. To oznacza, że na ponad 30 milionów Polaków uprawnionych do głosowania, do lokali wyborczych przychodzi tylko połowa z nich - i to oni decydują o losie nas wszystkich. Obecną władzę - która sprawuje rządy w 38-milionowym państwie - wybrało niewiele ponad 5 milionów obywateli.

Co się dzieje z naszym społeczeństwem? Z jednej strony widzimy tłumy protestujące na ulicach, a z drugiej niechęć do wzięcia udziału w wyborach. 

- Kultura polityczna każdego demokratycznego społeczeństwa ma charakter mieszany. Spotkamy ludzi o dużej wiedzy politycznej, aktywnych i świadomych swoich interesów. Ale też i takich, którym wszystko jest obojętne, wycofanych, zmarginalizowanych na własne życzenie - wyjaśnia dr Marzęcki. 

 W opinii politologa tych o dużej wiedzy jest około 5-7 procent, tych drugich nieco więcej.

 - Największą grupę stanowią natomiast ci, którzy swoje zainteresowanie sprawami publicznymi i politycznymi określają jako "umiarkowane". Niestety, nie można o nich powiedzieć, że dysponują autonomią w formułowaniu opinii na tematy publiczne. W dużej mierze dają się sterować elitom symbolicznym, które za pośrednictwem mediów masowych kształtują agendę debaty - podsumowuje ekspert z UP. 

Zdobywajmy zatem wiedzę, która pomoże nam dokonywać świadomych wyborów. Jeśli chcemy wymagać od posłów, zacznijmy wymagać od siebie. Jeśli chcemy narzekać na władzę, idźmy na wybory.

RJP: język posłów na pograniczu wulgarności

Problem pogarszającego się stylu wypowiedzi posłów zauważyła Rada Języka Polskiego, która w lipcu wystosowała w tej sprawie specjalny komunikat.

"Od kilku miesięcy obserwujemy postępującą brutalizację języka wystąpień publicznych i coraz częstszą manipulację językową w publicznej narracji. Brutalizacja polega na używaniu słów z dolnego rejestru języka pospolitego, na pograniczu wulgarności" - głosi dokument. 

W opinii najwybitniejszych językoznawców w kraju dochodzi do naruszenia podstawowych zasad etyki słowa, co powoduje rozprzestrzenianie się języka publicznego niepozwalającego na dialog społeczny i porozumienie. 

Prezydium Rady Języka Polskiego stanowczo zaapelowało do polityków, a także dziennikarzy, o zaprzestanie "używania wyrazów brutalnych, deprecjonujących osoby i instytucje", a także "określeń nacechowanych dużym ładunkiem ekspresji". 

Przewodniczący Rady Języka Polskiego prof. dr hab. Andrzej Markowski zaznaczył w rozmowie z Interią, że Rada Języka Polskiego jest zobowiązana do przedstawiania Sejmowi i Senatowi RP sprawozdań o stanie ochrony języka polskiego.

Eksperci RJP już teraz zapowiedzieli, że następne sprawozdanie będzie poświęcone językowi wystąpień publicznych.

Ale kiedy ono powstanie, jeśli sprawozdanie za lata 2014-2015 zostało w lipcu wykreślone z porządku obrad, z powodu dyskusji o nowelizacjach ustaw o KRS i sądach powszechnych. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje