Katarzyna Magnuszewska: W Kościele nie ma rozwodów

Prawo kanoniczne określa wyraźnie: małżeństwo jest nierozerwalne. Nie wiem, czy rozwodnicy powinni czuć się wykluczeni. Poniekąd mogą, ale jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że związki cywilne nie są sakramentalnymi związkami małżeńskimi. Małżeństwa mają swoje obowiązki i swoje prawa - mówi Katarzyna Magnuszewska, prawnik kanonista.

Katarzyna Pruszkowska: Z wcześniejszych rozmów z panią wiem, że nie ma "rozwodów kościelnych". Co kryje się pod tym sformułowaniem, tak chętnie omawianym na forach internetowych?

Reklama

Katarzyna Magnuszewska: - Rzeczywiście, w Kościele katolickim nie ma rozwodów. Prawo kanoniczne mówi o nierozerwalności związku małżeńskiego, właśnie dlatego nie można go również "unieważnić". Jeżeli jednak wystąpiły szczególne okoliczności, przesłanki czy przyczyny, sąd kościelny, po zbadaniu dowodów i przesłuchaniu świadków, może stwierdzić, że małżeństwo nigdy nie zostało ważnie zawarte.

O jakich "przesłankach" mówimy?

- Są 3 grupy przesłanek: zrywające przeszkody małżeńskie, wady zgody małżeńskiej i brak kanonicznej formy zawarcia małżeństwa. Do pierwszej grupy zaliczamy na przykład przeszkodę wieku i przeszkodę niemocy płciowej. Do drugiej: podstępne wprowadzenie w błąd, poważny brak rozeznania oceniającego, przymus i bojaźń. Trzecia grupa dotyczy formy zawarcia małżeństwa, a konkretniej - niezbędnych formalności przy jego zawieraniu.

Wspomniała pani o "podstępnym wprowadzeniu w błąd". Na czym ono polega?

- Celem podstępnego wprowadzenia w błąd jest chęć uzyskania zgody małżeńskiej. I nieważne jest, kto będzie autorem podstępu. Przy podstępie istotna jest szczera intencja uzyskania zgody na małżeństwo.

- Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: narzeczony ukrywa przed narzeczoną to, że jest bezpłodny. Mogą to przed nią ukrywać także osoby trzecie, które wiedzą o tym fakcie, np. jego rodzice. W ten sposób narzeczona zostaje wprowadzona w błąd, a to sprawia, że ewentualne małżeństwo mogłoby zostać uznane za nieważnie zawarte.

- Jednak trzeba być bardzo ostrożnym z wydawaniem wyroków, gdyż wśród kanonistów sprawa podstępnego wprowadzenia w błąd nie jest taka łatwa, jak mogłaby się wydawać, i do dzisiaj nie ma jednego stanowiska w tej sprawie.

Na forach znalazłam wiele pytań dotyczących stwierdzenia nieważności małżeństwa w związkach mieszanych. Od wstąpienia Polski do UE takich związków jest coraz więcej. Zastanawiam się więc, czy to, że mąż wyznaje inną religię, może być podstawą do stwierdzenia nieważności małżeństwa.

- To bardzo złożona i skomplikowana kwestia. Żeby zawrzeć ślub kościelny z osobą innego wyznania, potrzebna jest dyspensa od przeszkody różnej religii, która zawarta jest w kanonie 1086. Zawierając małżeństwo mieszane strona katolicka składa oświadczenie, że dzieci urodzone w takim małżeństwie zostaną ochrzczone i wychowane w wierze katolickiej, oraz że nie porzuci swojej wiary na rzecz wiary współmałżonka. Strona niekatolicka zostaje jedynie o tym poinformowana. Natomiast oboje małżonkowie są poinformowani i pouczeni o celach i przymiotach małżeństwa, których żadna ze stron nie może wykluczać.

Pani zawodowo zajmuje się prawem kanonicznym już ponad 7 lat. Czy liczba wniosków o stwierdzenie nieważności małżeństwa rośnie?

- Lawinowo. Według danych Instytutu Statystyk Kościoła Katolickiego, liczba tych wniosków wzrosła w latach 2010 - 2012 z 3,5 tys. do 15 tys.

Złożenie podania to jedna rzecz, wynik to druga. Czy ma pani dostęp do danych, które mówią, ile wniosków rozpatrzono "na korzyść" powodów?

- Nie. Jestem pewna, że takie dane w Kościele istnieją, ale raczej nie ma do nich wglądu.

Jakie są najczęstsze powody starań o stwierdzenie nieważności małżeństwa? Czym kierują się ludzie proszący o rozpoczęcie procesu małżeńskiego?

- Uważam, że główną motywacją powinna być chęć korzystania z sakramentów i uczestniczenia w życiu Kościoła. Ale czym kierują się osoby ubiegające się o stwierdzenie nieważności małżeństwa, tego nie wiem. Mogę jedynie przypuszczać, że chcą zawrzeć nowe małżeństwo sakramentalne, gdyż poznały nowe osoby.

Wielu rozwodników układa sobie życie na nowo. Pojawiają się, nawet w Kościele, głosy, że rozwodnicy czują się wykluczeni z Kościoła.

- Prawo kanoniczne mówi wyraźnie: małżeństwo jest nierozerwalne. Nie wiem, czy rozwodnicy powinni czuć się wykluczeni. Poniekąd mogą, ale jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że związki cywilne nie są sakramentalnymi związkami małżeńskimi.

- Małżeństwa mają swoje obowiązki i swoje prawa, m.in. przywilej korzystania z sakramentów. Nie można tego przywileju rozciągać na wszystkich, na przykład na tych, którzy nie żyją zgodnie z zasadami. Niestety, ale nie da rady. Na szczęście istnieją prawnicy kanoniści i Sądy Kościelne, w których są prowadzone procesy o stwierdzenie nieważności małżeństw, co daje promyk nadziei osobom, które się nieco pogubiły.

Ile trwa cała procedura?

- Występując o stwierdzenie nieważności małżeństwa trzeba być przygotowanym na dwa, trzy, a nawet pięć lat postępowania sądowego. Cały proces, w zależności od orzeczenia wyroku, składa się z dwóch lub trzech instancji. Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego pierwsza instancja powinna trwać do roku. W praktyce, niestety, zazwyczaj wynosi ona od 2 lat wzwyż. Druga instancja zgodnie z Kodeksem powinna trwać nie dłużej jak 6 miesięcy (kan. 1453). Z praktyki jednak wynika, że trwa zazwyczaj rok. Jednakże trzeba liczyć się z tym, że podczas procesu mogą wystąpić takie okoliczności, które mogą wydłużyć cały proces.

Jakie to okoliczności?

- Spraw w sądach kościelnych jest sporo, więc terminy się wydłużają. W sądzie muszą stawić się strony, świadkowie, czasem powołuje się biegłych, m.in. psychologów, psychiatrów, seksuologów. Oczywiście, jeśli stronom nie odpowiadają terminy, jeśli ciągle chcą powoływania nowych biegłych, bezpodstawnie kłócą się z sądem - wtedy wszystko trwa dłużej.

Często się zdarza, że strony nie zgadzają się z opinią biegłych?

- Zdarza się. Zwłaszcza jeśli komuś bardzo zależy na stwierdzeniu nieważności i nie przyjmuje do siebie żadnych argumentów, np. takich, że na potwierdzenie swoich słów powinien mieć świadków. Wtedy strony procesowe liczą na to, że któryś z kolei biegły potwierdzi ich twierdzenia. Sąd zgadza się na jednego, dwóch biegłych, ale na więcej już nie. A powoływanie kolejnych biegłych sądowych również wydłuża cały proces.

Może małżonkowie, którzy nie chcą stwierdzenia nieważności, powołują biegłych i przeciągają sprawę, żeby uprzykrzyć życie drugiej stronie?

- Być może tak jest, ale według mnie takie zachowanie jest bezcelowe. W sądach kościelnych strona powodowa wnosi skargę, czyli wniosek z prośbą o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Jeśli nie ma w nim błędów - przyjmuje się go do rozpatrzenia, bez względu czy strona pozwana wyraża na to zgodę, czy nie. Oczywiście może być tak, że strona pozwana nie stawia się w sądzie, nie przychodzą również jej świadkowie. Moim zdaniem, takie postępowanie jest szkodliwe, gdyż wtedy sąd opiera swój wyrok na zeznaniach strony powodowej i jej świadków.

Kto ma wgląd do akt z zeznaniami?

- Tylko strony. Jeżeli strona procesowa ma ustanowionego pełnomocnika lub adwokata kościelnego, również oni. Poza tym, niewiele jest osób, które chciałyby dzielić się tak intymnymi sprawami ze swojego życia małżeńskiego z postronnymi osobami.

W sądach cywilnych małżonkowie, jeśli rozstają się w zgodzie, często jeszcze przed rozwodem ustalają różne kwestie m.in. sprawy dotyczące majątku lub opieki nad dziećmi, żeby przyspieszyć tok postępowania. Czy takie "umawianie się" jest możliwe w sądzie kościelnym?

- W procesie małżeńskim nie ustala się podziału majątku czy opieki nad dziećmi. Są to procesy o stwierdzenie nieważności małżeństwa, które dotykają sakramentu. Tu nie chodzi o kwestię "dogadania się", a o uzyskanie moralnej pewności, że dane małżeństwo było zawarte ważnie lub nie. Jeżeli sędziowie podczas procesu uzyskają pewność moralną, że dane małżeństwo było ważnie zawarte, to "dogadanie się" między stronami jest bezcelowe, gdyż chodzi o okoliczności a nie o to, co ustalą między sobą strony.

Załóżmy, że akta zostały opublikowane, małżonkowie się z nimi zapoznali, sąd wydał wyrok o nieważności. Co dalej?

- To zależy. Żeby stwierdzić nieważność małżeństwa potrzebne są dwa takie same wyroki sądów pierwszej i drugiej instancji. Jeżeli nie ma między nimi zgody, powołuje się trzecią instancję. Na przykład: sąd pierwszej instancji orzekł nieważność małżeństwa, wiec sprawa automatycznie trafiła do drugiej instancji. Jeśli ona potwierdzi wyrok I instancji - sprawa się kończy. Jeśli nie, pojawia się trzecia instancja i orzeka - jeśli zgodzi się z pierwszą instancją - małżeństwo jest nieważnie zawarte, jeśli z drugą - nadal jest ważne.

Wiem już, ile trwa cała procedura. A ile kosztuje?

- Opłaty za proces są zróżnicowane i zależne od diecezji, na terenie której przeprowadza się proces. Kształtują się one w granicach 800 zł - 2300 zł. Z tym, że strona powodowa może zgłosić się do Oficjała Sądu z prośbą o zmniejszenie lub zwolnienie z tych opłat. Osobom, które przedstawiły zaświadczenie od ks. Proboszcza o ciężkiej sytuacji materialnej lub z Urzędu Pracy czy od swojego pracodawcy, Oficjał z reguły przychyla się do ich prośby.

Skąd w takim razie astronomiczne sumy, o których czytałam na forach?

- Kilka lat temu opłata w sądzie w diecezji warszawskiej była uzależniona od wynagrodzenia. Jeżeli ktoś otrzymywał miesięczne wynagrodzenie w wys. 800 zł, wpłacał 800 zł. Jeżeli miesięczny dochód wynosił 23 tysiące, tyle musiało wpłynąć do kasy. Być może, właśnie to było później dyskutowane na forach, o których pani wspomina.

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej Porady Kanoniczne, którą prowadzi Katarzyna Magnuszewska.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje