Andrzej Sośnierz: Ustawa o sieci szpitali ma same wady

Sejm uchwalił w czwartek wieczorem ustawę o tzw. sieci szpitali. Zmiany zostały przegłosowane niewielką różnicą głosów - 230 za do 209 przeciw. Z szeregów Prawa i Sprawiedliwości wyłamał się tylko jeden poseł, który wbrew reszcie zagłosował przeciwko ustawie o sieci - Andrzej Sośnierz. "Wielki bałagan, mętna woda. Pacjent stanie się kosztem, pogorszy się także gospodarowanie pieniędzmi i spirala zadłużania się szpitali. Same wady. Nie widzę żadnych zalet w tej ustawie" - ocenia w rozmowie z Interią założenia reformy.

Krystyna Opozda, Interia: Jak pan ocenia tempo prac nad ustawą o tzw. sieci szpitali?

Reklama

Poseł z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczący Komisji Zdrowia i były prezes NFZ Andrzej Sośnierz: Nasze tempo niczym się nie wyróżnia, można wręcz powiedzieć, że projekt był dość długo przygotowywany.

Organizacje jednak wskazują, że tempo jest szaleńcze.

- Teraz trochę przyspieszyliśmy, ale niczego szczególnego w tym nie ma.

W trakcie prac nad projektem odrzucono 300 z 325 uwag zgłoszonych do projektu. Czy taki odrzut to norma?

- Liczba odrzuconych uwag nie jest istotna. Wśród tych uwag dominują zgłoszenia szpitali, które nie mieszczą się lub jedynie częściowo mieszczą się w tworzonej właśnie sieci. Ich celem jest wciśnięcie się do sieci, gdyż uznają, że to będzie dla szpitala pożyteczne. Dlatego te uwagi skupiają się na tym, aby tak zmienić ustawę, żeby dany szpital mógł na nowych zasadach wejść do sieci.

A uwagi odnoszące się do takich wad projektu, które są kluczowe z punktu widzenia pacjentów?

- To już jest gorsza sprawa. Tego typu uwagi lepiej byłoby uwzględnić, gdyż one wskazują na takie problemy w służbie zdrowia, które mogą się pojawić po wprowadzeniu sieci. Najbardziej radykalnym rozwiązaniem jest tu jednak niedopuszczenie do tego, żeby ta ustawa w ogóle weszła w życie.

I pan jest za takim radykalnym rozwiązaniem?

- Moim zdaniem ta ustawa w ogólnym rozrachunku jest zła.

Dlaczego?

- Ta ustawa zmienia pozycję pacjenta w systemie ochrony zdrowia. Zmienia też mechanizm finansowania, który moim zdaniem spowoduje gorszą gospodarność pieniędzmi.

Jak zmieni się pozycja pacjenta po wprowadzeniu sieci szpitali?

- Pacjent stanie się kosztem, bo szpital, który otrzymuje budżet naliczony z góry będzie patrzył na pacjenta, jak na potencjalny wydatek. Spodziewam się więc, że będą podejmowane próby pozbycia się kosztownych pacjentów. Tak już było wcześniej, kiedy szpitale były budżetowane.

- Ma też się zmienić cały system opieki przyszpitalnej i przeniesienie nocnej i świątecznej pomocy do szpitali. Minister Radziwiłł uważa to za zaletę, ja za wadę. I nie rozumiem, jak w związku z tym większa liczba pacjentów spowoduje, że kolejki będą mniejsze... Nie wiem, na czym minister opiera wyliczenia, według których kolejki mają się zmniejszyć. To jest kolejna wada tej ustawy.

Wiele tych wad panie pośle...

- No niestety. Dodatkowo, ta ustawa jest bardzo niezrozumiała. Część szpitala będzie w sieci, część poza siecią... Wielki bałagan, mętna woda. Nikt nie będzie wiedział, co jest rentowne. Pogorszy się też gospodarowanie pieniędzmi i spirala zadłużania się szpitali. Same wady. Nie widzę  żadnych zalet w tej ustawie.

A co z obawami, że szpitale lub pojedyncze oddziały będą masowo likwidowane?

- Tutaj moje obawy są znacznie mniejsze. Jak szpital czy oddział nie zakwalifikują się do sieci, to zawsze pozostaje opcja ubiegania się o finansowanie na starych zasadach - konkursu. Nie spodziewam się więc masowego zamykania szpitali. Gorzej, że w ciągu najbliższych kilku lat obowiązywania tej ustawy, nastąpi znaczne przesunięcie pieniędzy między szpitalami sieciowymi a niesieciowymi. Ukrytym celem tej ustawy jest właśnie ograniczenie udziału podmiotów niepublicznych w strukturze ochrony zdrowia.

Jak pan ocenia taki manewr?

- To jest niezrozumiałe działanie i niestety pokazuje cwaniactwo państwa. Otóż, w przeszłości władza nie potrafiła rozwiązać kilku istotnych problemów w dostępie do kluczowych świadczeń z zakresu służby zdrowia. Warto wymienić np. dializy, kardiologię inwazyjną, endoprotezy, czy leczenie zaćmy. Wtedy, wraz z reformą, umożliwiono prywatnym podmiotom możliwość inwestowania w te działy medycyny. Dzięki temu poprawił się dostęp do tych świadczeń. Teraz państwo chce ukarać przedsiębiorców za to, że rozwiązali za nie nierozwiązywalne problemy. To niezrozumiałe, że w sieci podstawowego zabezpieczenia medycznego nie ma teraz miejsca dla bardzo ważnego działu - kardiologii.

Być może powodem jest to, że prywatne podmioty nadmiernie się wzbogacają, a publiczna służba zdrowia kuleje?

- Prywatne podmioty rzeczywiście mają zysk, ale przecież wyręczyły państwo, zainwestowały swoje duże środki, więc dlaczego mamy ich karać, że ta inwestycja im się zwraca? Jeśli występowały w tym obszarze patologie, bo i takie się zdarzały, to należy te zdarzenia niepożądane skorygować, a nie karać cały sektor.

Szpitale lub oddziały, które znajdą się poza siecią będą finansowane w mniejszym stopniu niż sieciowe. Czy tych pieniędzy im wystarczy?

- Na starcie wszystkie koszty się zazębią i problemu nie będzie. Natomiast ja się obawiam, co będzie później.

A w jakim kierunku będzie to zmierzać, pana zdaniem?

- Otóż, szpitalom sieciowym obiecuje się, że będą dostawać za nadwykonania, a ich budżety będą wzrastały. Tu pojawia się pytanie: skąd będą pieniądze na te wzrosty? Może być tak, że pieniądze będą przesuwane ze szpitali niesieciowych do sieciowych.

Sposób finansowania był przedmiotem sporu między ministrem Radziwiłłem a wicepremierem Gowinem. Kto miał rację w tej dyskusji?

- Absolutnie wicepremier Gowin. Budżetowanie spowoduje zmianę pozycji pacjenta i to pan minister Gowin słusznie zauważył.

Ministerstwo wprowadza sieć szpitali, następnie zapowiada likwidację NFZ. Czy to nie wywoła chaosu organizacyjnego?

- Sprawny organizator potrafi sobie z tym poradzić. Widzę jednak małą sprawność organizacyjną resortu ministra Radziwiłła, więc jestem pełen najgorszych przeczuć, że z tego wyjdzie jeszcze większy bałagan. Oprócz tego pozostaje pytanie - po co nam w ogóle taka zmiana? Nie widzę pożytku z likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia. Jestem zwolennikiem likwidacji NFZ, ale w kierunku większego usamodzielnienia placówek regionalnych. W tym przypadku, ministerstwo chce zamienić jedną centralizację na drugą centralizację. Żadnej zalety, a jedynie dużo zamieszania. Niektóre działania Ministerstwa Zdrowia to tylko sztuka dla sztuki. A jaki tego cel? Nie bardzo wiadomo.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje