Niepewna przyszłość kardiologii czy sukces resortu Radziwiłła?

Zdj. ilustracyjne /Fot. Lukasz Dejnarowicz /FORUM

Niezakwalifikowanie jednego z najpotrzebniejszych działów medycyny jako osobnego poziomu w tworzonej właśnie sieci szpitali, spotkało się z głośnym sprzeciwem środowiska kardiologicznego. Wygląda jednak na to, że Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia znalazły złoty środek między narażaniem pacjentów kardiologicznych a tolerowaniem rażących nadużyć w zakresie finansowania tego sektora.

Oczko w głowie ministerstwa

Reklama

Niezmiennie od lat powodem około połowy zgonów w Polsce są choroby układu krążenia. Te miażdżące dane, jakie każdego roku zbiera dla nas Główny Urząd Statystyczny, dają do myślenia.

W walkę z tym problemem zaangażowali się więc wszyscy - Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia i lekarze. Wynikiem tej batalii był przełom w leczeniu tzw. zawałowców.

Reklama

Postęp Polski w kwestii leczenia zawałowców to sukces na skalę światową - chwalą się kardiolodzy. Warto jednak wspomnieć, że sukces ma wielu ojców. Wśród nich niezastąpione miejsce mają nakłady na kardiologię inwazyjną. W ciągu pierwszej dekady XXI wieku nakłady NFZ na kardiologię wzrosły trzykrotnie, a na samą kardiologię inwazyjną sześciokrotnie - wskazuje w książce "Służba zdrowia. Jak pokonać chory system" Małgorzata Solecka.

Tak duży wzrost środków na kardiologię stał się więc przedmiotem licznych dyskusji. Jedni przekonują, że nakłady są wciąż poniżej europejskiej średniej, a drudzy, że kardiologia stała się oczkiem w głowie Ministerstwa Zdrowia. Dyskusja ta nabiera nowych ram, gdyż wprowadzane przez ministerstwo zmiany w postaci tworzenia sieci szpitali, stawiają kardiologię w miejscu, którego nikt się nie spodziewał.

Dwie strony medalu

Sukces w ratowaniu zawałowców to zasługa 161 ośrodków, których celem jest opieka nad pacjentami w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Niestety jest to tylko jedna strona medalu.

"Za kardiologię płacimy zanadto. Do tego stopnia, że opłaca się komuś zbudować pracownię hemodynamiki i ryzykować nieposiadanie kontraktu i wystawianie rachunków na procedury ratujące życie (opłacane przez NFZ obowiązkowo - przyp. red.)" - wskazywała w RMF była prezes NFZ Agnieszka Pachciarz, cytowana w książce Małgorzaty Soleckiej.

Jak tłumaczyła, przy takich wycenach zysk dla świadczeniodawcy wynosi kilkadziesiąt procent, co powoduje, że kilkumilionowe inwestycje zwracają się w ciągu kilkunastu miesięcy.

Z kolei, jak przekonywał w rozmowie z Interią były szef NFZ i poseł z ramienia PiS Andrzej Sośnierz, trudno winić prywatny sektor za to, że nakłady się zwracają. "Prywatne podmioty wyręczyły przecież państwo" - mówił. "Jeśli występowały w tym obszarze patologie, bo i takie się zdarzały, to należy te zdarzenia niepożądane skorygować, a nie karać cały sektor" - dodał.

W chwili pojawienia się pierwszych kontrowersji w zakresie rozliczania się z "zawałowców" z NFZ, Fundusz rzeczywiście rozpoczął działania mające na celu znormalizowanie sytuacji. W tym celu dwukrotnie (w lipcu 2016 roku  i styczniu 2017 roku) znacznie obniżył wyceny procedur kardiologicznych.

Działania w tym zakresie nie przeszły bez echa. Obniżenie wycen spotkało się z krytyką środowiska kardiologicznego, a oliwy do ognia dolały planowane przez MZ zmiany w zakresie miejsca kardiologii w sieci szpitali.

Co dalej z kardiologią?

Wyróżniana do tej pory kardiologia nie znalazła się bowiem w osobnym poziomie zabezpieczenia, jak ma to miejsce w przypadku np. szpitali onkologicznych, czy pediatrycznych. Przy tak wysokim odsetku zgonów z powodu chorób układu krążenia budzi to pewne obawy, jednak MZ uspokaja.

Jak zapewnił prezes NFZ podczas marcowego spotkania z kardiologami, trwają prace nad zmianami w polskiej kardiologii. Wiele z tych zmian zazębia się także z planowanym przez Ministerstwo Zdrowia projektem wprowadzającym tzw. sieć szpitali.

- Mimo nieuwzględnienia kardiologii w sieci szpitali, 154 (ze 161 - przyp. red.) ośrodki kardiologii inwazyjnej otrzymają finansowanie, na leczenie szpitalne przewidziane zostanie dodatkowo 2 mld zł, a przy organizacji systemu opieki kardiologicznej uwzględnione zostaną postulaty i wytyczne Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego - zapewnił prezes NFZ Andrzej Jacyna.

Dodatkowo, NFZ planuje również dokupienie dodatkowych świadczeń, które wzmocnią opiekę nad pacjentami z chorobą serca, a nie tylko zawałowcami, jak było do tej pory.

Pieniądze mają pochodzić m.in. ze zwrotów z niedoszacowania składek zdrowotnych i Ministerstwa Zdrowia, które wygeneruje środki z rozliczeń z lat poprzednich.

- NFZ zamierza także zmienić przepisy w zakresie ograniczeń dotyczących liczby godzin porad kardiologicznych w małych miejscowościach - obiecał prezes Funduszu.

Zapewnienia te zostały pozytywnie przyjęte przez środowisko kardiologów, jednak lekarze obawiają się, że obietnice pozostaną niespełnione, kiedy ich źródło, czyli NFZ, zostanie zlikwidowane.

- Kardiolodzy liczą na jasne stanowisko Ministerstwa Zdrowia w sprawie zapewnienia stabilności opieki kardiologicznej i bezpieczeństwa pacjentów w kardiologii poza siecią - powiedział ordynator II Kliniki Kardiologii oraz Interwencji Sercowo-Naczyniowych w Krakowie prof. Dariusz Dudek.

Niezależnie od obaw, trzeba zauważyć, że zarówno lekarze, jak i resort zdrowia i NFZ szukają porozumienia. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że odnaleźli oni złoty środek między narażaniem pacjentów kardiologicznych a tolerowaniem rażących nadużyć w zakresie finansowania tego sektora.

Wygląda także na to, że w tym aspekcie resort Radziwiłła ma duże szanse na odnotowanie sukcesu.

Czy inne działy medycyny również będą mogły liczyć na podobne zapewnienia? Lekiem na całe zło ma być sieć szpitali, w której podział środków ma służyć lepszej funkcjonalności wszystkich placówek. Zabieg ten ma być wg ministerstwa przełomowy i lepiej dla nas wszystkich, żeby tak się stało.

Chcesz zabrać głos w sprawie miejsca kardiologii w sieci szpitali? Napisz na adres: krystyna.opozda@firma.interia.pl 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje