​Obietnice Trumpa. Czego może się spodziewać Ameryka?

Podczas długiej i intensywnej kampanii wyborczej padło wiele deklaracji. Główne hasło kampanii zwycięzcy - "Make America Great Again" na długo pozostanie w pamięci. Co ono jednak oznacza i jak Trump zamierza odbudować potęgę USA - zapytaliśmy ekspertkę z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego dr Grażynę Zygadło.

Co zrobi Donald Trump? To pytanie, które wybrzmiewa dziś nie tylko w USA, ale na całym świecie. Trudno się dziwić. Prezydent tak wpływowego państwa, jak Stany Zjednoczone, to funkcja, z którą muszą się liczyć wszyscy. Czy tego chcą, czy nie. W związku z tym, warto przypomnieć sobie, jakie obietnice składał Donald Trump podczas walki o Biały Dom.

Lista obietnic do spełnienia

Reklama

W przedwyborczych wypowiedziach Trumpa często obserwowaliśmy zaskakujące zwroty akcji. Na początku kampanii, w wypowiedziach Trumpa dominowała antysystemowa i antyimigrancka retoryka. Im bliżej dnia głosowania, tym łagodniejszy stawał się język debaty kandydata Republikanów. Liczne zwroty akcji w wypowiedziach Trumpa spowodowały więc, że trudno jednoznacznie orzec, co zrobi nowy prezydent USA.

Przyjrzyjmy się jednak obietnicom, które najgłośniej wybrzmiały w kampanii kandydata Republikanów.

Wojna handlowa

Głównym ośrodkiem zmian, na jaki stawiał Trump, była gospodarka. Zdaniem nowego prezydenta, w kwestii gospodarki, USA powinny stawiać przede wszystkim na siebie, dlatego głosił, że należy obłożyć wysokimi cłami produkty z Meksyku, czy Chin. Dużo miejsca w swoich przemowach poświęcał także układom o wolnym handlu, które jego zdaniem osłabiały amerykańskie finanse.

- Sam Trump korzysta z produktów z Chin, np. stal do budowy jego wieżowców pochodziła z Chin. Nałożenie wysokiego cła na to państwo, to jedno, ale w jaki sposób chciałby zmusić przedsiębiorców do powrotu do rodzimej gospodarki? Wydaje mi się, że w przypadku Chin nie pojawią się żadne drastyczne ruchy. Trzeba pamiętać, że Stany Zjednoczone są zadłużone u tego państwa i nie można sobie robić wroga z tak potężnego kraju. Jeśli ta obietnica Trumpa miałaby zostać spełniona, to raczej w drodze negocjacji i wzajemnej wymiany - mówi w rozmowie z Interią dr Zygadło.

- Zaostrzenie relacji z Chinami nie spowoduje automatycznego powrotu przemysłu do Stanów Zjednoczonych. Należy pamiętać jeszcze o bardzo nielubianym przez Trumpa traktacie o wolnym handlu - NAFTA, który w znacznym stopniu przyczynił się do rozpoczęcia przenoszenia produkcji do krajów o wyższej konkurencyjności cen. Trump zapowiadał również wycofanie się z tego traktatu, ale także nie sądzę, żeby to było możliwe - dodaje.

Równie ważne dla Trumpa były podatki. Przekonywał, że w czasie swojej prezydentury obniży podatki dla przedsiębiorców, zlikwiduje podatek spadkowy, czy wprowadzi niższe progi podatkowe dla gospodarstw domowych.

- Obniżenie podatków? Być może. Ale czy to sprawi, że przedsiębiorcy zechcą wrócić na amerykański rynek? Trudno to sobie wyobrazić w zglobalizowanym świecie - komentuje ekspertka z Uniwersytetu Łódzkiego.

Bezpieczeństwo

W swoich obietnicach Trump skupiał się również na zagadnieniach związanych z bezpieczeństwem. Swoim kluczowym hasłem uczynił zasadę, według której USA mają być na pierwszym miejscu, kosztem każdego światowego gracza.

W tym tonie podważał art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego, który mówi, że w chwili ataku na jeden z krajów NATO, pozostałe staną w jego obronie. Takie rozwiązanie, jest zdaniem Trumpa, zależne od kwestii finansowych i wywiązywania się koalicjantów z obustronnych umów.

W przedwyborczych koncepcjach pojawiło się także stanowisko Trumpa dotyczące przepisów odnoszących się do posiadania broni. Jak obiecywał ówczesny kandydat, Amerykanie pod jego władzą będą mieć nieograniczone prawo do posiadania broni.

Trump wypowiadał się również pozytywnie o przyszłych stosunkach z Rosją, a dotychczasową walkę na Bliskim Wschodzie krytykował, oceniając, że przez obecną politykę wybuchnie III wojna światowa. 

Szczegółowy opis militarnych koncepcji Trumpa i ocenę eksperta znajdziesz TUTAJ

Mur

W kampanii Trumpa wybrzmiewało również kontrowersyjne słowo "mur". Jak zapowiadał ówczesny kandydat, a dziś prezydent USA, wybuduje on mur na granicy z Meksykiem.

Swoje motywacje Trump tłumaczył tym, że Meksykanie stanowią zagrożenie dla Amerykanów, powodując brak poczucia bezpieczeństwa w społecześntwie. Trump wskazywał także, że potrzebna jest deportacja nielegalnie przebywających w Stanach osób i zmiana w relacjach z muzułmanami, którzy, jego zdaniem, stanowią poważne zagrożenie.

- Nie wiem, jak Trump wyobraża sobie wybudowanie muru na granicy USA-Meksyk za pieniądze Meksyku (taką obietnicę Trump złożył Amerykanom - przyp. red.). Zamierza najechać Meksyk i zmusić jego obywateli do zapłacenia za budowę muru? Prawdę powiedziawszy, na granicy USA i Meksyku od lat istnieje już część takiego muru, bardzo możliwe jest więc, że Trump będzie kontynuował jego budowę. Z pewnością nierealna jest kwestia finansowania tej inwestycji przez rząd Meksyku - komentuje dr Zygadło.

American dream

Przy okazji każdych wyborów prezydenckich w USA pojawia się również temat wiz dla Polaków. Nie było inaczej i tym razem. Donald Trump obwieścił, że jego wygrana oznacza zniesienie wiz dla Polaków. Jak przekonywał na spotkaniu z przedstawicielami Polonii, taka decyzja miałaby zapaść już w pierwszych tygodniach po objęciu urzędu.

- Zniesienie wiz dla Polaków jest zupełnie nierealne. Wszystkie wybory wstecz to pokazują. Tak naprawdę nie jest to decyzja prezydenta, a Kongresu. Nawet zakładając, że Kongres jest republikański i prezydent-republikanin ma większe pole manewru, musimy pamiętać o innych zapisach prawnych w tym aspekcie. Obecnie Polacy nie spełniają wymogów, które są konieczne do zniesienia wiz. Chodzi o to, że Polacy jadą do Stanów na czas określony, a notorycznie przekraczają ten czas, co jest odnotowywane w statystykach. To jest łamanie prawa amerykańskiego i dopóki obywatele polscy będą naginać obowiązujące w tej kwestii przepisy, sprawa wiz będzie przegrana. Temat wiz dla Polaków jest więc kiełbasą wyborczą. Jeśli nawet Trump zmieni prawo imigracyjne, to raczej w kierunku jego zaostrzenia, a nie zliberalizowania - mówi Interii ekspertka.

Jak dodaje, możemy być pewni spełnienia co najmniej jednej obietnicy, jaką złożył Trump.

- Trump z całą pewnością odwoła reformę zdrowia (ObamaCare - przyp red.). To jedyna decyzja, której na pewno możemy się spodziewać, bo jest solą w oku wszystkich republikanów - podsumowuje.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje