Polska w niechlubnej czołówce

​Każdego roku Polska traci miasto wielkości Legnicy (ok. 100 tys. mieszkańców). To właśnie tyle osób umiera z powodu choroby nowotworowej. Będzie jeszcze gorzej - alarmuje Najwyższa Izba Kontroli.

Choroby nowotworowe zbierają śmiertelne żniwo na całym świecie. Globalność tego problemu powinna zatem skłaniać do działań, które powstrzymają ten trend. Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli na temat leczenia raka w Polsce nie napawa optymizmem. O działania w tym zakresie pytam więc Ministerstwo Zdrowia.

Niechlubne trzecie miejsce

Reklama

Z opublikowanych przez WHO danych wynika, że skuteczność leczenia nowotworów w Polsce zawodzi. Skuteczność ta liczona jest na podstawie liczby zachorowań względem zgonów w wyniku wykrytego nowotworu. Mimo że pod względem zachorowalności Polska plasuje się w drugiej dziesiątce spośród wybranych państw europejskich, to liczba zgonów jest zatrważająca.

Polska znajduje się bowiem na niechlubnym trzecim miejscu pod względem umieralności na nowotwory. Przed nami tylko Chorwacja i Węgry.

Jak prognozuje NIK, do 2025 roku zachorowalność wzrośnie jeszcze bardziej - aż o 25 procent względem aktualnych wskaźników. Powód jest prosty - nasze społeczeństwo się starzeje, a zasadnicza liczba zachorowań na raka dotyka właśnie osób starszych.

NIK przekonuje, że w ciągu kilku najbliższych lat nowotwory staną się główną przyczyną zgonów w Polsce (obecnie znajdują się one na pozycji drugiej, za chorobami układu krążenia). Ok. 100 tys. osób rocznie umiera w Polsce na raka - dla porównania, tyle mieszkańców ma Legnica. Każdego roku tracimy więc tylu Polaków, ilu zamieszkuje to dolnośląskie miasto. Prognoza wskazująca na pogorszenie się tego stanu rzeczy musi więc skłaniać do działania - alarmuje NIK.

Gdzie tkwi problem?

Na to pytanie próżno szukać jednoznacznej odpowiedzi. Wśród tylu odmian raka trudno znaleźć jedną czy nawet kilka przyczyn i z nimi walczyć. Genetyczne obciążenie, złe nawyki, nieodpowiednia jakość powietrza... lista jest długa i trudno stwierdzić, czy ma ona jakikolwiek koniec.

Mimo, że stoimy przed nierówną walką z nowotworem, NIK zaleca jednak takie działania, które mogą prowadzić do większej skuteczności leczenia - profilaktyka i szybkość działania. A niestety to w naszym kraju zawodzi.

Polacy nie chcą się badać?

Jeśli sam o siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi - mimo prawdziwości tego stwierdzenia, do wielu z nas nie dociera jego znaczenie. Badania profilaktyczne wciąż nie cieszą się popularnością, mimo że to najlepszy sposób na wczesne wykrycie choroby i całkowite jej wyleczenie.

Zgodnie z zaleceniami UE akceptowalny poziom uczestnictwa kobiet w badaniach profilaktycznych raka piersi i raka szyjki macicy (liczba kobiet zaproszonych i biorących udział w  programie) wynosi 70 proc., a oczekiwany, czyli gwarantujący skuteczność - ponad 75 proc. - wskazuje NIK.

Tymczasem liczba Polek zgłaszających się na takie badania nie przekracza 50 proc.

A to tylko wierzchołek góry lodowej. Skoro tak wiele kobiet nie bierze udziału w dość dobrze znanych  badaniach mammograficznych, to jaka jest szansa, że Polacy podejmą się innych, mniej spopularyzowanych badań?

Jak wskazuje NIK, ministerialny Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych wziął sobie na celownik promowanie badań profilaktycznych. Jednak, mimo wydania ponad 1,1 mld zł w latach 2012-2016, nie udało się uzyskać rezultatów, które postawiło przed sobą MZ.

Ministerstwo odpowiada jednak na uwagi Najwyższej Izby Kontroli, twierdząc, że zgłaszalność na badania stale się zwiększa. MZ wskazuje, iż wzrosło m.in. uczestnictwo kobiet w badaniach mammograficznych - z 23,37 proc. w 2006 r. do 39,4 proc. w roku 2017.

Kolejki jeszcze dłuższe?

W swoim raporcie NIK kładzie także nacisk na czas leczenia, winą obarczając niewydolny system.

Z kontroli wynika, że stale brakuje placówek specjalizujących się w określonych typach raka, a ośrodki są mocno rozproszone, co utrudnia korzystanie z leczenia. Brakuje również lekarzy i najnowszych terapii, czy sprzętu, a wydatki na onkologię należą do najniższych w UE.

Niewystarczające finansowanie służby zdrowia to problem, na który MZ odpowiada zwiększeniem nakładów do 6 proc. PKB w 2025 roku. Do tego czasu środki na całościowo pojmowaną służbę zdrowia mają być systematycznie powiększane - od 4,67 proc. PKB w 2018 roku, przez 5,03 proc. w 2020, aż do wspomnianych 6 proc. w 2025.

NIK alarmuje jednak, że zmora Polaków, czyli długie kolejki do lekarzy, jeszcze się powiększą. Zdaniem specjalistów, proces diagnostyczny w chorobach nowotworowych nie powinien trwać dłużej niż cztery tygodnie, tymczasem praktyka pokazuje, że w tym terminie trudno się zmieścić.

Jak zapewnia ministerstwo, w ciągu ostatnich lat znacząco zmalała jednak długość kolejek do zabiegów radioterapii. Czas oczekiwania na tego rodzaju leczenie skrócił się z 4-5 tygodni w 2012 roku do 2 tygodni w 2016 roku. 

"Poprawa funkcjonowania dotychczas realizowanych programów jest jednym z priorytetów Ministerstwa Zdrowia w ramach Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych na lata 2016-2024" - obiecuje MZ.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje