Co dalej z Nowoczesną?

Joanna Scheuring-Wielgus i Joanna Schmidt /fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER /East News

Joanna Scheuring-Wielgus i Joanna Schmidt ogłosiły odejście z Nowoczesnej. To pierwsze tak głośne trzaśnięcie drzwiami w tej partii. Czy będą kolejne?

Reklama

To nie pierwsze odejścia z Nowoczesnej, ale pierwsze tak znaczących postaci. Scheuring-Wielgus, jedna z najbardziej wyrazistych posłanek Nowoczesnej, przekonywała w środę, że dostała zakaz wypowiadania się na temat osób niepełnosprawnych w Sejmie i - jak stwierdziła - było to dla niej przekroczeniem "czerwonej linii".

Kilka godzin później podobną decyzję ogłosiła Joanna Schmidt, która powiedziała, że te decyzje mogą uruchomić "kolejne działania". 

Wewnętrzne tarcia

Reklama

- W każdym ugrupowaniu są tarcia, napięcia i walka. To raczej nie jest problem, że są silne siły odśrodkowe, ale raczej słabe siły dośrodkowe. Tutaj problemem nie są napięcia, ale to, że osłabła siła, która wszystko trzymała razem. To poczucie tożsamości, poczucie sukcesu, jakaś wiara w powodzenie i wzajemne zaufanie. To rzeczy, które buduje się powoli, a niszczy szybko - uważa dr hab. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Posłowie Nowoczesnej są podzieleni w ocenie posłanek. Ryszard Petru uważa, że odejście Scheuring-Wielgus "to duża strata, bo Nowoczesna nie będzie już taka sama, a partia nie potrafiła wykorzystać jej potencjału".

Piotr Misiło przyznaje w rozmowie z Interią, że z Scheuring-Wielgus dzieliło i łączyło go wiele. I to nie tylko pod względem poglądów, bo mieli także wspólne... biuro poselskie w Płocku.

- I dlatego mam do niej szczególny sentyment. Bardzo ceniłem Joannę Scheuring-Wielgus, była zaangażowana i empatyczna, co w polityce jest bardzo ważne. Mieliśmy też inne zdania na polityczną pragmatykę. W sytuacji kiedy rządzi i demoluje demokrację PiS, nie powinniśmy, jako opozycja, dokonywać łączeń przez podział - mówi Misiło w rozmowie z Interią.

Ultralewicowa Joanna

Misiło przyznaje jednocześnie, że różnice światopoglądowe między nim, a byłą już posłanką Nowoczesnej, są wyraźne. Być może to zapowiedź kolejnej drogi Scheuring-Wielgus, bo słyszy się, że jej polityczna kariera skręci w lewo. Być może w stronę Roberta Biedronia lub Barbary Nowackiej.

- Ja jestem liberałem z keynesowskim sposobem patrzenia na strategiczne obszary funkcjonowania państwa, Joanna jest ultralewicowa, a jej lewicowość jest znacznie bliższa Zandbergowi i Ikonowiczowi niż Petru czy mi - podkreśla Misiło.

Takiemu scenariuszowi powodzenia nie wróży dr hab. Jarosław Flis.

- Wiadomo, że coś się dzieje na lewicy. Ćwiczyliśmy to, ale z przetasowania starych kart rzadko coś wychodzi. Musiałby naprawdę pojawić się jakiś duży as - zauważa Flis.

Będą kolejni?

Odejście Scheuring-Wielgus okazało się pierwszym trzaśnięciem drzwi. Za nią mogą pójść kolejni i tak, jak w przypadku Kukiz’15, klub parlamentarny Nowoczesnej może się znacznie uszczuplić - co potwierdza zresztą odejście Joanny Schmidt. Dziś pytanie brzmi: kto będzie następny?

Bo wydaje się, że jest to nieuniknione. Mówi o tym sama Katarzyna Lubnauer, która "nie zdziwi się, jeśli jeszcze jedna osoba odejdzie z Nowoczesnej". Kto to może być? Gdyby polityczne zakłady można było obstawiać u bukmachera, to najniższe kursy byłyby pewnie na Ryszarda Petru i Krzysztofa Mieszkowskiego. Pierwszy jest partnerem Schmidt i, jak przyznaje sama Lubnauer, "wciąż nie potrafi pogodzić się ze zmianą przywództwa". Drugi swego czasu zawiesił członkostwo w klubie wspólnie z Scheuring-Wielgus i Schmidt.

- Doświadczenia Ruchu Palikota czy wcześniej Samoobrony pokazują, że tego typu ugrupowania, które dość szybko pojawiają się na scenie politycznej, mają wielki problem z przetrwaniem w całości pełnej kadencji. Wewnętrzne napięcia, brak poczucia stabilności przekładają się na kłopoty z rozstrzyganiem konfliktów. Trzaskanie drzwiami jest najłatwiejszym wyjściem - uważa Flis.

Nowoczesna ma jednak więcej kłopotów, bo według wielu sondaży balansuje na krawędzi progu wyborczego (5 proc.). Gdy wchodziła do Sejmu wynik kręcił się w okolicach 8 proc.

- To efekt kuli śniegowej - uważa Flis. - Gdy pojawiają się niekorzystne napięcia, lecą sondaże, a gdy lecą sondaże, napięcia są jeszcze większe. Jedno drugie napędza. Było kilka partii, które przetrwały kryzysy i trzaskanie drzwiami, ale zwykle były to partie o trochę głębszych korzeniach.

Syndyk Lubnauer

Wielu uważa, że najlepszym dla szefowej Nowoczesnej Katarzyny Lubnauer wyjściem byłaby bardziej wyrazista współpraca z Platformą Obywatelską. Sondaże wskazują, że połączone siły PO i Nowoczesnej mogłyby stać się poważnym zagrożeniem dla rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. Nie wiadomo jednak, czy liderów obu partii stać na taki krok.

Pytanie też, czy Lubnauer ma inny pomysł na wyciągnięcie Nowoczesnej z dołka, bo jeśli nie, to najbliższe miesiące mogą być jeszcze trudniejsze.

- To raczej zasługa Petru i całej sytuacji wcześniej. Dostał szansę, ale jej nie wykorzystał. A Lubnauer? Trudno do syndyka mieć pretensje o upadek firmy - puentuje Flis.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje