Człowiek, który naprawia kobiety

Po pierwszej operacji często szybko trzeba zrobić drugą i trzecią. Czas ucieka, a w kolejce czeka 15 kolejnych kobiet, które do szpitala, w fatalnym stanie, zostały przywiezione ciężarówką. To ofiary brutalnych, zbiorowych gwałtów, które w Afryce są jedną z metod taktyki wojennej. Od lat stara się to zmienić dr Denis Mukwege.

Jedni mówią na niego robot. Inni bohater. Pracuje po 18 godzin, wykonuje 10 operacji dziennie, a wszystko za darmo. Znalazł sponsorów i wybudował szpital, który służy w jego rodzinnej miejscowości.

Reklama

Dr Denis Mukwege w Demokratycznej Republice Konga traktowany jest jak bohater wojenny i narodowy. Od przeszło 15 lat pomaga kobietom, które stały się ofiarami odczłowieczającej taktyki bojowniczych grup - zbiorowych gwałtów.

Mukwege założył szpital w Bukavu, rodzinnym mieście w DR Konga, tuż przy granicy z Rwandą. Właśnie te dwa państwa od lat rywalizują między sobą bestialskimi metodami. Jedną ze strategii poniżenia przeciwnika jest gwałt na kobietach. Często całej rodziny - od babć po małe dziewczynki w całych wioskach. Co najgorsze, ta metoda stosowana jest od lat. Wielu kobiet nie udaje się uratować, a nawet te, które fizycznie zostają doprowadzone do pełnej sprawności, mają tak wielką traumę, że zamieniają się w człowieka nieobecnego.

Mukwege stara się być ginekologiem, ale też psychologiem. Nie dość, że sam operuje, walczy o ich zdrowie fizyczne, to jeszcze później pomaga wyjść z traumy. A wszystko za darmo.

62-letni lekarz z DR Konga opracował też nową metodę zszywania pochwy. Tradycyjne rozwiązania zawodziły, bo części rozrodcze kobiet często były np. polewane żrącymi substancjami lub torturowane ostrymi narzędziami.

Mukwege nie boi się ostrych słów, za co już raz przyszło mu zapłacić. W 2012 roku skrytykował społeczność międzynarodową podczas szczytu ONZ za politykę przymykania oka na brutalne metody bojowników z Rwandy. Jego słowa nie wszystkim się spodobały. Bandyci zaatakowali jego dom, cudem uszedł z życiem. Uciekł z Bukavu i miał już nie wracać. Zdecydował się na powrót i zintensyfikował działania.

Sam przyznaje, że nie lubi wyjeżdżać z rodzinnego miasta, bo "cały czas jest tam potrzebny". Wyrobił sobie jednak taką markę, że często jest zapraszany na debaty dotyczące problemów Afryki. W środę wziął udział w konferencji wysokiego szczebla UE-Afryka, która odbyła się w Brukseli.

- Prześladowania religijne i wszechobecna przemoc - to dwie gigantyczne bolączki Afryki - mówił Mukwege. - Cierpią na tym kobiety i dzieci, które później ciężko przywrócić do normalnego życia. Afryka to dla mnie szczęście i nadzieja na lepsze czasy - dodał.

Uczestnicy konferencji dużo mówili o korupcji i problemie migrantów. Uznali, że tylko zdecydowane działania mogą pomóc temu kontynentowi.

- Wszyscy mówią tu o Afryce w perspektywie długoterminowej. Nie mówmy tak. Nie udawajmy. Ten kontynent istnieje! Dzisiaj! - apelował.

- W rozwoju Afryki nie pomagają reżimy, które łamią ludzi, niszczą ich prawa. Cisza do niczego nie prowadzi. Trzeba mówić głośno o tym, co nas boli. Wspierać ludzi, a nie kontynent. To da im nadzieję, szansę na lepsze jutro, lepszą przyszłość. Nie tylko ich, ale nas wszystkich - zakończył wystąpienie, a sala nagrodziła go głośnymi brawami.

Mukwege nie pierwszy raz zjawił się w Parlamencie Europejskim. W 2014 roku odebrał prestiżową Nagrodę im. Andrieja Sacharowa, przyznawaną za zasługi w walce o prawa człowieka. Kilka razy był też nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Brytyjczycy nakręcili o nim film o znamiennym tytule: "Człowiek, który naprawia kobiety".

Z Brukseli Łukasz Szpyrka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje